Legia poradziła sobie i z Wisłą, i z błędami sędziego Złotka

Autor wpisu: 22 kwietnia 2018 20:45

Cristian Pasquato przypomniał kibicom w Polsce, że kiedyś zapowiadał się na piłkarza sporego formatu, nawet zaliczył mecz w Juventusie Turyn, czyli miał – krótki, bo krótki – kontakt z wielką piłką. Takiej przyjemności nie miał i nie będzie miał sędzia Mariusz Złotek i wszyscy wiemy dlaczego. Legia wydarła i wyszarpała trzy punkty Wiśle. Zespół z Warszawy pokazał trochę dobrej gry, ale za to dużo woli walki i determinację. Dzięki temu nadal jest w grze o mistrzostwo Polski. Po 32. kolejce w tabeli bez zmian.

Legia jest tej wiosny jedną wielką niespodzianką – nikt nie wie, jak zagra w kolejnym meczu, jaki pokaże poziom. Trener tymczasowy Dean Klafurić liczył, że środowe odwrócenie losów meczu z Górnikiem Zabrze (z 0:1 do 2:1) nie będzie jedynie tymczasowym przebudzeniem jego drużyny. I być może rzeczywiście jakiś impuls z tamtego spotkania można było w Krakowie zobaczyć. Legia grała zespołowo, a gdy było trzeba, świetnie się broniła. Jozak z wozu, chłopakom lżej?
W Wiśle nie zagrało trzech ważnych piłkarzy: Maciej Sadlok, Pol Llonch i Jakub Bartkowski. Choć tak naprawdę „Białej Gwieździe” najbardziej zabrakło Carlitosa, który spędził 90 minut na boisku, ale jakby go tam nie było. Nie pokazał nic. Zupełnie nic.
Za to na Legię wyszedł od początku wiekowy Marcin Wasilewski i można się było spodziewać, że goście będą chcieli to wykorzystać, szukając prostopadłych podań do szybkich Jarosława Niezgody czy Michała Kucharczyka. To była robota dla Kaspra Hämäläinena i Cristiana Pasquato. I rzeczywiście Fin i Włoch próbowali takich akcji, ale często w ich zagraniach brakowało precyzji.

Legia od początku meczu w Krakowie miała optyczną przewagę, dłużej utrzymywała się przy piłce na połowie Wisły, groźniej atakowała, ale długo nie mogła udokumentować swojej przewagi. A to Kucharczyk „zapakował” z całej siły w poprzeczkę, a to Jarosław Niezgoda zbyt długo zwlekał ze strzałem, a to znowu „Kuchy” źle ułożył stopę przy strzale z woleja.
Dopiero akcja Pasquato, który wziął „na zamach” dwóch rywali, przyniosła Legii gola. Włoch postraszył, że będzie uderzał z lewej (też potrafi), ale sieknął tak z prawej, że nie było co zbierać. Legia na tę bramkę zasłużyła, choć na przerwę mogła schodzić z remisem, bo w ostatniej akcji pierwszej połowy Arkadiusz Malarz w cudowny sposób wybił piłkę zmierzającą przy słupku do bramki, po uderzeniu głową Wasilewskiego.

Legia ciągle ma problemy, bo jak umierała na początku rundy, tak nadal umiera fizycznie. Widać, że do końca sezonu będzie z każdym rywalem, niezależnie od jego klasy, bardzo się męczyć. Nie jest w stanie przyśpieszyć, zmieniać tempa gry. Biega bardzo jednostajnie. Przygotowanie zawalone zostało kompletnie.
Legia wyszła na boisko w Krakowie bez Williama Remy’ego i bez zapowiadanego wcześniej rekonwalescenta Krzysztofa Mączyńskiego, który gdyby mógł, przeciwko Wiśle zagrałby nawet bez jednej nogi. Ale do zdrowia nie wrócił.
Jednak już brak Francuza – najlepszego piłkarza z pola wiosną – był dużą niespodzianką. I nie był to wynik kontuzji, ale po prostu decyzji trenera. A do tej pory – odkąd Remy przyszedł do Warszawy – zagrał we wszystkich meczach w pełnym wymiarze czasowym.

Także na ławce mecz zaczął Sebastian Szymański, chłopak, który według Jozaka miał ciągnąć ofensywną grę Legii w końcówce sezonu. No to z ławki grę się dosyć ciężko ciągnie… Ale tak to już jest, że wraz z trenerem Romeo, odeszły do lamusa wszystkie jego twierdzenia i opinie. Klafurić wyjaśnił, że brak Remy’ego i Szymańskiego wynika po prostu z konieczności stosowania rotacji, gdy gra się co trzy dni, włączając w to mecze Pucharu Polski. A i tak obu musiał wpuścić na boisko, gdy na Legię przyszły ciężkie chwile, gdy została na boisku w dziesiątkę. Remy zagrał jako defensywy pomocnik i – jak zwykle na tej pozycji – mógł się podobać. Silny, zdecydowany i umiejętnie wprowadzający piłkę do ofensywy. To w dużej mierze jego zasługa, że Legia utrzymała to skromne zwycięstwo w Krakowie.
Na prawej obronie z powodu kontuzji nie mógł zagrać Artur Jędrzejczyk. Zastąpił go Marko Vesović i trzeba przyznać, że Czarnogórzec robił sporo wiatru na swoim skrzydle. Stanowczo jednak zbyt rzadko wchodzi w drybling pod polem karnym przeciwnika, a przecież to potrafi. Przy jego szybkości efekty mogą być z tego większe niż z tych ciągłych wrzutek.
Nierówno gra za to Domagoj Antolić. Raz lepiej, raz gorzej. Zagra dobrą piłkę, a za chwilę ją głupio traci. No i gra bardzo ostro, dużo fauluje, łapie kartki. Stać go chyba na więcej.
Dobry mecz zagrał za to Hämäläinen. Jeśli on i Pasquato utrzymają formę jeszcze przez miesiąc, to może zespół z Warszawy coś jeszcze z tego sezonu wyciśnie.

PZPN jak chce „dobrze” Legii robić, to da jej do posędziowania arbitra Złotka. „Mistrza” w swoim fachu. Ten sędzia znów próbował skraść show. Dał dwie „mięciutkie” żółte kartki Niezgodzie i wywalił go z boiska (choć przy pierwszej akcji mógł napastnika Legii nie karać, bo była to walka o piłkę, a w drugiej był wyraźny kontakt wiślaka z nogą Niezgody). Złotek pewnie nie zostanie nawet ukarany. Ala nadal aktualna pozostaje opinia o nim, że ten sędzia nie czuje gry.
Co robił wtedy VAR? Pan Sławek w studio Canal+ podkreślił, że był faul na Niezgodzie i że w tej sytuacji można było skorzystać z wideo-weryfikacji, gdyż można było rozpatrywać nawet czerwoną kartkę dla Wasilewskiego za zatrzymanie akcji bramkowej legionisty! A gdyby Złotek z VAR-u skorzystał, to by zobaczył, że faul na Niezgodzie jednak był. Oj Złotek, Złotek…
Na jego szczęście ta decyzja nie wypaczyła wyniku meczu. I na szczęście PZPN, bo po sumie decyzji z piątku i niedzieli, trudno by było wytłumaczyć kibicom z Łazienkowskiej, że sędziowie nie „kręcą” Legii i że nie ma żadnego spisku.
I jeszcze jeden wstyd.
Na koniec jakiś baran z trybun Wisły popisał się wyjątkowym prostactwem rzucając w cieszących się piłkarzy i sztab legionistów jakimś napojem. Mega słabe.
Hej Wisła? Macie tam monitoring? Można pokazać twarz tego faceta?

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Wisła Kraków

  • ursynów

    Cały czas czytam na różnych portalach związanych z piłką, że Legii pomagają sędziowie(ostatnio po meczu z Górnikiem w Warszawie).Robią to jakoś nieudolnie, bo drużyna z Łazienkowskiej tego nie wykorzystuje.W dzisiejszym meczu jeden z ,,czołowych” naszych arbitrów , nijaki Złotek , też pomagał Legii. Po co ma Legia grać w 11, niech sobie gra w dziesiątkę. A tak na poważnie, ów Złotek w jednym z wywiadów powiedział,,,życie od małego mnie nie oszczędzało”. Co racja to racja, nie oszczędziło pana Złotka,,od małego”.Legia zagrała ciut lepiej niż w poprzednich meczach, czy to jakiś przełom?Mączyński to lepiej niech gra z obiema nogami,na Koronę jest niezbędny.Do końca 5 kolejek, robi się ciekawie, Białystok się ocknął , Lech przyfarcił( brawo sędzia Stefański), a Legia? To jest zagadka. I na koniec coś, ze Złotka. W tym wywiadzie z przed 3 latach,powiedział,że nigdy nie usłyszał od zawodnika z Ekstraklasy,,Złotek ty ch..u”Może od zawodników nie, ale po dzisiejszym meczu, to niejeden kibic taką wiąchę mu posłał.

  • zgubek

    Mam pytanie, czy Kolegium Sędziów wyśle na dłuższy urlop tego Złotka i co z 2 kartką dla Niezgody?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli