Legia w nowym ustawieniu zagrała niezłe… 25 minut w defensywie. W ataku – klapa

Autor wpisu: 21 stycznia 2018 02:16

Z dwoma porażkami wraca Legia Warszawa ze zgrupowania na Florydzie. Po 2:3 z ekwadorską Barceloną, teraz trzeba mężnie przyjąć 0:2 z rywalem niewątpliwie silniejszym – kolumbijskim Atletico Nacional. W obu meczach najbardziej znaczące i przy okazji wkurzające były błędy indywidualne, po których Legia straciła wszystkie pięć goli.

Teoretycznie mecz z Kolumbijczykami miał być bardziej znaczący niż ten sprzed paru dni. Po pierwsze – rywal jeszcze bardziej wymagający, po drugie – Legia już po kilku sesjach treningowych we florydzkim klimacie. Na pewno za to na decyzje personalne wpłynęły kontuzje. Eduardo ma dwa tygodnie pauzy, trener oszczędził też odczuwających skutki urazów Sebastiana Szymańskiego, Adama Hlouška i Marco Vešovicia.

Broź, Kucharczyk – co za pudła! TUTAJ

W przeciwieństwie do wyjściowego składu z poprzedniego meczu Florida Cup z Barcelona SC (2:3), tym razem Romeo Jozak odszedł od klasyki i spróbował nowego (3-5-1-1).
W drugiej połowie z Barceloną próbował co prawda także coś pozmieniać, czyli gry na dwóch napastników, ale szyki wtedy pomieszała kontuzja Eduardo, więc tamten eksperyment długo nie trwał.
Tym razem zespół od początku został ustawiony za to w grze na trzech środkowych obrońców: Macieja Dąbrowskiego, Michała Pazdana i Artura Jędrzejczyka i dwójkę wahadłowych: z prawej strony Łukasza Brozia, z lewej Michała Kucharczyka. Oczywiście, od Brozia miało to wymagać więcej ofensywy i tu Łukasz faktycznie starał się (zwłaszcza w pierwszej fazie meczu) być bardzo aktywny. No a od „Kuchego” oczywiście więcej defensywy, choć akurat on miał jeszcze asekurację Jędrzejczyka, który zajął pozycję przypominającą tę z reprezentacji.
Co dalej? Na „papierze” ciekawie, bo William Remy (na pozycji „6”), Krzysztof Mączyński i Thibault Moulin mieli w środku blokować rywali, gdy Legia piłki nie ma, i nakręcać ataki, gdy ją ma. Jak wyszło? Do pewnego momentu obiecująco. Cała trójka starała się grać bardzo uważnie, wysoko i aktywnie w defensywie. Wszyscy trzej mieli też swoje pomysły w ofensywie. Najlepszy Mączyński, po którego dalekim i szybkim zagraniu Jarosław Niezgoda szarżował w polu karnym – w ostatniej chwili rywal wybił piłkę.
Ale na przykład Moulin też fajnie zaczął akcję na skrzydle – do Kucharczyka, a ten po krótkim rajdzie wyłożył futbolówkę Broziowi. Tyle, że akcja skończyła się pudłem. Remy z kolei – podobnie jak z Barceloną – nieustannie szukał prostopadłych zagrań do przodu, ze dwa razy błysnął przerzutem na skrzydło „na milimetry”.

Właśnie – w sumie problemem okazało się, że komuś coś dobrego zdarzyło się raz, innemu dwa. Fajnie, ale powtarzalności nie było w tym za wiele, a „obiecująco” wyglądało tylko do czasu. Niezgoda bodaj tylko ze dwa razy w pierwszej połowie miał okazję wyrwać do dobrze dogranej piłki, zdecydowanie miejsca nie umiał sobie znaleźć Domagoj Antolić. Niby ustawiony bardzo wysoko, za plecami Niezgody, ale w zasadzie nie miał okazji się pokazać. Zabrakło takiej fazy meczu, w której mógłby to zrobić, a też sam z siebie ciężaru napędzenia akcji na siebie nie wziął.

Przez mniej więcej 20-25 minut pierwszej połowy Legia wyglądała za to całkiem przyzwoicie w defensywie, szczególnie tej wysokiej. Bardzo uważna gra, pressing, próba blokowania rywali już w środku pola, a nawet wyżej – na ich połowie – to było ciekawe i zachęcające.
Ale po pierwsze – piłkarze Atletico dokładnie tak samo blokowali legionistów, a po drugie z czasem łatwiej sami z tego pressingu zaczęli się otrząsać wykorzystując swą lepszą technikę i większą werwę.

Skończyło się na tym, że to Legia zeszła na przerwę przegrywając 0:2. To był efekt zbyt wielu błędów indywidualnych, jakie zaczęły się przytrafiać legionistom. Wręcz irytujący stał się Radosław Cierzniak, mający wyraźny problem z wprowadzeniem piłki do gry. Rzec można – zagrał na… legijną przyszłość dla Majeckiego.
Zaskakujące i niepotrzebne straty przytrafiły się i Broziowi, i Pazdanowi, i Dąbrowskiemu. Ten ostatni sprokurował pierwszego gola – źle kierując piłkę do Remy’ego, w konsekwencji czego Legia ją straciła. Szybkie podanie za linię warszawskich obrońców, Pazdan nie sięgnął, Dąbrowski nie zablokował i 0:1.
Szybko zresztą zrobiło się 0:2. Tym razem akcji z lewej strony nie zablokowali Jędrzejczyk z „Kuchym”, za rywalem wbiegającym w pole karne spóźnił się Remy, a z asekuracją nie zdążył Pazdan.
Kolumbijczycy w końcowej fazie pierwszej połowy dominowali wyraźnie.

Na drugą (podobnie jak to było z Barceloną SC) wyszła nieco inna Legia.
Zeszli Jędrzejczyk i Dąbrowski, na ich miejsca – Inaki Astiz i cofnięty Remy. Pozycję Francuza zajął Michał Kopczyński, za Moulina wszedł Kasper Hamalainen. Z przodu duet Cristian Pasquato (jak się okazało równie bezproduktywny jak Antolović) i – na „9” – Armando Sadiku.
Już w czasie gry jeszcze Łukasz Turzyniecki zastąpił Brozia, a Pazdana – Mateusz Żyro. Ba, na murawie pojawił się nawet testowany Brian Iloski (za Kucharczyka).

Początek drugiej połowy był nawet niezły. Po jednej z najlepszej akcji Legii najpierw okazję miał Sadiku, a potem do odbitej piłki doskoczył Kucharczyk. To była „patelnia” – Kucharczyk miał kilka możliwości, strzelił bardzo niecelnie.
Potem jeszcze groźnie głową po rzucie rożnym piłkę uderzał Remy udowadniając, że i to jest jego mocną stroną.
Ale ale gola nie było, a szybko mecz coraz bardziej zaczął przypominać… sparing. Dużo zmian, dużo bałaganu, o płynności można było zapomnieć, siadł pressing, ale ani jedni, ani drudzy nie mieli zapłonu, by to wykorzystać. Nawet w tym dość chaotycznym sosie Atletico miało mecz do końca pod kontrolą, a legioniści miotali się zdecydowanie bardziej od rywali bezproduktywnie, rzadko z piłką przy nodze. Jeśli na czymś było zawiesić oko, to na dobrej interwencji Majeckiego, bez której byłoby 0:3.

Legia tym meczem skończyła zgrupowanie na Florydzie. Piłkarze na moment wracają do Warszawy, by za chwilę ruszyć na drugi obóz – do Hiszpanii.

Legia – Atletico Nacional 0:2 (0:2)
Ramirez 36., 42.
Legia (pierwsza połowa): Cierzniak – Dąbrowski, Pazdan, Jędrzejczyk – Remy – Broź, Moulin, Mączyński, Kucharczyk – Antolić – Niezgoda.
Legia (druga połowa): Majecki – Astiz, Pazdan (65. Żyro), Remy – Kopczyński – Broź (60. Turzyniecki), Mączyński, Hamalainen, Kucharczyk (74. Iloski) – Pasquato – Sadiku.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Wycieczka się do USA udała.Spotkania z Polonią( oczywiście nie z tą z Konwiktorskiej), meczyk NBA,itd.Niestety od strony sportowej to kiepski wyjazd był. Dwie porażki,paru graczy kontuzjowanych,kilku okazało się niepasujących do nowych koncepcji Jozaka,niektóre z nich (zwłaszcza te w defensywie) okazały się(na razie?) niewypałem. No, ale pierwsze koty za płoty.Nowi gracze nie pokazali nic szczególnego na Florydzie. Może wypadną lepiej w Hiszpanii.Jozak ma zdecydowanie lepszą sytuację do przygotowania drużyny, niż Magiera latem.Zobaczymy, czy odpali mu zaciąg bałkański.Na wiosnę okaże się, czy pomysł Jozaka i Mioduskiego na lepszą Legię okaże się trafiony

  • Zbigniew Luśnia

    i kto ma strzelać gole

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli