Z Legią nikt tej ligi nie wygra, o ile ona sama ze sobą jej nie przegra

Autor wpisu: 20 kwietnia 2019 23:33

Czwarty mecz za trenera Vukovicia w Legii i czwarte zwycięstwo. Coś niesamowitego! Jego drużyna nie wygrywa – ona wręcz wyrywa punkty rywalom z gardła. Najczęściej w sytuacjach już nawet beznadziejnych. Takich jak gol z karnego z Cracovią w doliczonym czasie gry. Ta bramka Carlitosa może być jego najważniejszym trafieniem dla Legii. Takim na wagę mistrzostwa. Legia, po 18 tygodniach pościgu, przegoniła Lechię (już 3 punkty przewagi) i potwierdziła, że nikt z nią ligi nie wygra, jeśli ona sama za sobą jej nie przegra. Kibice w Warszawie są pewni: dziś już jest lider, jutro będzie mistrz.

W sobotę Legia – wbrew narracji Kazka Węgrzyna, który komentował to spotkanie – wygrała zupełnie zasłużenie. Była, szczególnie w drugiej połowie, od Cracovii dużo lepsza. Dwie poprzeczki, nieuznany gol Medeirosa i takie dociśnięcie śruby gościom, że były momenty gdy drużyna Michała Probierza nie wiedziała co się na  boisku dzieje.
Kazek w tym czasie nadal „dawał do pieca”. Snuł wątek typu: „Legia jest zła, że nic jej nie wychodzi”, „Cracovia będzie usatysfakcjonowana z tego remisu”. Ale remisu nie było. Legia mogła nie wygrać, bo zespół Michała Probierza grał mądrze (poza faulem Helika na Wiliamie Remy), ale lepsza była. I to dużo lepsza. Zupełnie odwrotnie niż dwa miesiące temu, gdy „Craxa” zlała 2:0 na Łazienkowskiej tę Legię jeszcze prowadzoną przez Sa Pinto. Tamto zwycięstwo Michała Probierza było w pełni zasłużone. No ale tamtej Legii, rozłożonej na łopatki przez trenera z Portugalii, już nie ma. Tak jak Sa Pinto, którego też nie ma. Na szczęście.
Cztery ostatnie mecze z rzędu wygrane – to całkiem przyjemna dla Legii seria. Jak mówił przed spotkaniem Michał Kucharczyk na Łazienkowskiej teraz się lepiej oddycha. Wrócił luz, wróciła fantazja i pasja. Szczególnie w ofensywie.
Co ważne, Legia dwa razy odwracała losy meczów tracąc pierwsza bramkę, ale na koniec wygrywając (z Górnikiem i Pogonią). Teraz wyrwała trzy punkty w doliczonym czasie gry. Mistrzowie Polski mają wszystkie atuty w swoim ręku: umiejętności, trenera i przychylność niebios. Z taką koalicją rywalom Legii ciężko będzie wygrać…
„Vuko” jeszcze w piątek ostrzegał, że jeśli legioniści uwierzą przed meczem z Cracovią, że już jest dobrze i wszystko jest opanowane, to będzie to pierwszy krok do potknięcia się i stracenia punktów, bo pewność siebie potrafi uśpić czujność.
Sobotni mecz nie był dla Legii łatwy. Cracovia dużo biega, walczy, jest zespołem nieustępliwym. Gospodarze długo nie mogli ustawić swojej gry, mieli olbrzymi kłopot z wykreowaniem sytuacji do zdobycia gola. Ale na pewno nie było zlekceważenia rywala, czy nadmiernego samozadowolenia. Słowa Vukovicia trafiły do jego zawodników, bo walka była twarda i to na całym boisku. Filipa Piszczka najpierw w nos trafił Domagoj Antolić, a później ostro potraktował Artur Jędrzejczyk przy linii bocznej. Napastnik Cracovii długo nie mógł zatamować krwotoku. Wrócił na boisko z sączkami w dziurach nosa, ale w przerwie Michał Probierz i tak zdjął go z boiska.
Z pierwszej połowy zapamiętane zostanie jedynie uderzenie Andre Martinsa z prostego podbicia, który rozegrał piłkę z klepki z Hämäläinenem. Strzał Portugalczyka był niemal idealny, ale Michal Pesković zdołał odbić piłkę na poprzeczkę.
Za to po przerwie Legia skończyła z nadmierną ostrożnością i grą w szachy, a zaczęła grę w piłkę. I powinna gola zdobyć wcześniej niż w doliczonym czasie gry.
W ostatnich sezonach Legia pokazała, że ma doświadczenie w meczach o stawkę. To w rundzie finałowej drużyna z Łazienkowskiej wygrywała mistrzostwo w ostatnich latach (poza potknięciem z Lechem w 2015) wytrzymując ciśnienie i presję. To co dla innych zespołów było przekleństwem i ciężarem nie do zniesienia, u legionistów wyzwalało eksplozję dodatkowej energii. Po Legii widać było w Wielką Sobotę, że ma ten pozytywny, dodatkowy zastrzyk chęci do gry. Szczególnie w drugiej połowie spotkania.
Iuri Medeiros potwierdził tym meczem, że jest zawodnikiem z największym potencjałem w Ekstraklasie. Zdobył gola, którego odwołali sędziowie (w ich ocenie Szymański absorbował bramkarza stojąc na spalonym), uderzył kapitalnie gdy znów piłkę wybił na poprzeczkę Pesković. Ale zrobił coś jeszcze, co znamionuje jego wyjątkową klasę. Przy akcji, którą kończył strzałem z 11. metra Szymański, Medeiros kapitalnie skleił piłkę lecącą z dużej wysokości. Jakby miał klej na butach. Technicznie to bajka! W tej lidze mało kto umie pokazać coś takiego w meczu. Ewentualne zatrzymanie tego zawodnika w Legii (oczywiście nie za 6 mln euro, które chce Sporting Lizbona!) byłoby dyplomatycznym majstersztykiem, wartym więcej niż jakikolwiek inny transfer. Bo takich piłkarzy do wzięcia (przez polski klub) po prostu na rynku nie ma. Brawa i ukłony.
Za to Luis Rocha nie byłby sobą jakby w meczu nie zrobił choć jednego poważnego klopsa. Pod koniec pierwszej połowy totalnie przekombinował. Prowadził piłkę tak długo, że zrobiło się… zbyt długo. Futbolówka mu uciekła, do kontry ruszył Mateusz Wdowiak. Akcja Cracovii była na tyle niebezpieczna, że przeciął ją wślizgiem Remy. Fauował, dostał żółtą kartkę. Na szczęście on do Poznania pojedzie. Nie pojedzie za to Artur Jędrzejczyk za ósmą żółtą kartkę. To byłby dopiero kłopot, bo przecież Mateusz Wieteska na razie kontuzjowany (ma uraz kości jarzmowej, być może zagra w masce).
Dobrze, że konkurujący z Portugalczykiem Rochą Adam Hlousek – jak sam powiedział w przerwie meczu – jest już zdrowy i teraz robi wszystko by przekonać trenera do powrotu na boisko.
Ważna scenka z końcówki meczu. Gola z karnego strzela Carlitos. Ale kamery pokazują, że Aco Vuković nie celebruje bramki, tylko coś zawzięcie tłumaczy Portugalczykowi Cafu, który wejdzie na plac tylko na dosłownie sekundy. To znaczący obrazek. Po pierwsze pokazuje, że „Vuko” dojrzał jako trener. Już nie serce jest najważniejsze, ale rozum. Chłodna analiza taktyczna zamiast euforii – znak czasu. A po drugie trener pokazał Cafu, że jest dla niego zawodnikiem ważnym, że jego rola na placu gry jest istotna, nawet jeśli jest wprowadzany w roli „zadaniowca” na kilkadziesiąt sekund. Portugalczyk – bywało przecież że był zdobywał trzy gole w meczu dla Legii – znów będzie ważny i potrzebny.
Bo Legia pojedzie w środę do Poznania na mecz z Lechem bez dwóch ważnych zawodników, którzy wypadli za żółte kartki – Andre Martinsa i Jędrzejczyka. Portugalczyka zastąpi inny Portugalczyk – Cafu właśnie, a Polaka w obronie zastąpi Hiszpan Inaki Astiz lub Mateusz Wieteska w masce. Legia wygrywa rywalizację o mistrzostwo jakością zawodników z ławki rezerwowych.
Wystarczy porównać ten aspekt z Lechią Gdańsk. Vuković wprowadził na boisko Kulenovicia, Nagy’a i Cafu, a Piotr Stokowiec – gdy przegrywał mecz z Piastem – musiał szukać pomocy u Mateusza Żukowskiego (17 lat)  i Karola Fili (20 lat). Czy ktoś się jeszcze dziwi, że Polonez nie jest w stanie ścigać się z BMW?
„Polonez” z Gdańska mógł ten wyścig wygrać tylko w jednym przypadku. Gdyby warszawską „BeeMkę” nadal zajeżdżał beznadziejny, długowłosy kierowca z Portugalii, który znał tylko dwa biegi: „jedynkę” i wsteczny.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    W słowniku miejskim istnieje takie powiedzenie(będzie brzydkie słowo, pardon za nie),, Pierdo..sz jak mały Kaziu po dużym piwie”. Węgrzyn mały nie jest, ale pieprzył przez cały mecz takie głupoty,że czasami zastanawiałem się, czy nie jestem na wiecu miłościwie nam panującej jedynej słusznie partii i słucham jej wodzów. Kaziu to duży dzieciak , który dużo gada,wszystko co mu ślina na język przyniesie.Ale zostawmy Kazia, wszak mamy święta i ja jako kibic Legii w 95 minucie zmartwychwstałem. Lepszego zajączka dostać nie mogłem.Pisałem po ostatnim meczu, że trzy pierwsze mecze w tej dodatkowej rundzie będą decydujące. I Ameryki nie odkryłem,ale widzę,że trochę przeceniłem Lechię.Poza samą Legią, najgroźniejszym przeciwnikiem dla drużyny z Łazienkowskiej 3 na dzień dzisiejszy jest Piast, który bezdyskusyjnie spuścił bańki Lechii.Fajnie się oglądało w wielką sobotę te cztery mecze. Były emocje, bramki i okazało się ,ze można w tej lidze dobrze grać.Legia jedzie teraz do Poznania , a później do Gdańska. Brak Martinsa i Jędzy w pierwszym z tych meczów- to duże osłabienie. Ale jest Cafu,może zagra Wieteska, chłopak waleczny i będzie jak bohater A. Dumasa- człowiek w żelaznej masce.W Poznaniu zawsze dobrze grał Hamalainen, czemu teraz miałoby być inaczej? Czekamy na powrót Hlouska, no bo Rocha to nie jest gracz którego się kocha.I na koniec Medeiros. Ten określany w Portugalii jako zdolny leń z Wyspy Faial na Azorach- rzeczywiście jest dużym grajkiem .To jak na naszą ligę w tej chwili taki kosmiczny gracz- Iuri Gagarin z Łazienkowskiej.
    Wszystkim fanom Legii z okazji Świąt Wielkanocnych- Wesołego Alleluja.

  • zgubek

    Było minęło, zostawmy redaktorze w spokoju Sa Pinto. Cichaczem wyjechał z Warszawy i krzyżyk na drogę. Cieszmy się tym co mamy. A mamy lidera.Nie było by lidera na Łazienkowskiej nie tylko dlatego,że pozbyto się kierowcy,ale również dlatego,że zatarty samochód odpalił. Nie była by Legia na czele, gdyby nie Carlitos, piłkarz,który wyłamuje się ze schematów, gra na czuja, ale nos go rzadko zawodzi. No i strzela, w każdym meczu, a tak niedawno nie pasował do koncepcji(no i znowu) Sa Pinto. Chłopaki grają, widać u nich błysk w oczach, są agresywni, czasami ,aż za bardzo. Szkoleniowcy muszą niektórym wytłumaczyć,jaka jest różnica między ostrą, a brutalną grą(zwłaszcza Remyemu. Zostało 6 kolejek- 3 trudne wyjazdy, ale jak się idzie na mistrza,to trzeba wygrywać wszystkie potyczki.Ale jak armią dowodzi Aleksandar(co prawda nie Macedoński a Serbski)- to zdobycie Poznania, Gdańska czy Białegostoku jest bardzo realne.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli