Legia nie przegrała tego awansu w Amsterdamie

Autor wpisu: 23 lutego 2017 21:59

Porażka Legii w Amsterdamie to duże rozczarowanie i niedosyt. Choć wstydu nie ma. To był taki mecz, po którym trudno do kogoś się przyczepić, że coś zawalił, że czegoś nie zrobił, że zawiódł. Legia zrobiła ile mogła, ale rywal był silniejszy. Jednak awans nie został wcale przegrany w Amsterdamie. To stało się w Warszawie, gdy żółtą kartkę dostał Miro Radović i niemal dwa miesiące wcześniej, gdy z klubu odeszli Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović.

Nie ma teraz co płakać nad rozlanym mlekiem. Nie chodzi o to czy Malarz wybił piłkę zbyt krótko albo czy Broź mógł zrobić coś więcej. Chodzi o to, w jakim miejscu jest dzisiaj Legia. Od kilku lat ten zespół jest budowany jako drużyna na export i – jak pamiętamy – różnie z tym w ostatnich sezonach bywało.
Na pewno po meczach z Ajaksem można powiedzieć, że w końcu mamy w Polsce taki zespół, który wiosną w Europie nie modli się jedynie o to, żeby lanie było jak najmniejsze, żeby się nie skompromitować, nie narobić sobie wstydu. Legioniści pojechali do Amsterdamu i grali w piłkę. Mimo że już w pierwszej połowie było gorąco pod bramką Malarza i – szczerze mówiąc – gospodarze przez cały mecz prezentowali wyższą kulturę gry, to i Legia pokazała, że futbol nie jest jej obcy. Na koniec nie było sukcesu, ale człowiek ogląda ten zespół i podskórnie czuje, że to nie jest limit jego możliwości.
W meczu z Ajaksem od początku podobało mi się, że hasłem na to spotkanie była odwaga. I to nie tylko deklarowana – ustami Jacka Magiery na przedmeczowej konferencji – ale też pokazywana na boisku w starciu faworyzowanym rywalem. To ważne, że Legia od pierwszej minuty szukała dłuższego utrzymywania się przy piłce. Każdy z piłkarzy Magiery miał świadomość, że wykopywanie piłki po autach nie skończy się sukcesem. Warto to dostrzegać.
Piszę o odwadze, bo w takich kategoriach patrzę na decyzję Jacka Magiery, który posadził na ławce Tomasa Necida. Ta decyzja pokazuje, że Magiera ma nie tylko jaja, ale też realną władzę nad drużyną, nad wszystkimi decyzjami personalnymi. Jeśli zdecydował, że Czech nie gra od początku, to nie grał. Nikt nie powiedział Magierze: „no stary, nie po to zapłaciliśmy za półroczne wypożyczenie tego faceta 900 tysięcy euro, żebyś ty go teraz na ławce sadzał”. Nikt.
I to jest zdrowe podejście. Zdrowe także dlatego, że do drużyny idzie klarowny komunikat: nie ma świętych krów. Necid dostał trzy mecze szansy, a że szału z jego formą nie było, to szansę dostał Kucharczyk.
Necid tym razem musiał poczekać ponad 70 minut i znów wątpliwości co do swojej osoby nie rozwiał. Niby coś w nim jest, ale też widać czego nie ma: szybkości i żwawego poruszania się po boisku. Wygląda jakby był oblepiony smołą…
Legii zabrakło w Amsterdamie jakości piłkarskiej. Pod nieobecność Radovicia dawał ją w zasadzie tylko Vadis Odjidja-Ofoe. Po Belgu widać niemal w każdym zagraniu, że jest piłkarzem z innej bajki.
W 34. minucie Odjidja założył siatę Sanchezowi, który niemal siedział, czyli teoretycznie to było niemożliwe. A jednak Vadisowi to się udało. Klasa. Na takich piłkarzy przychodzi się na stadion. Szkoda, że Legia miała w czwartek wieczorem tylko jednego takiego zawodnika. Ten drugi – Radović – został w domu, by oglądać mecz przy herbacie. Kiepsko się gryzie jednym zębem…
Teoretycznie można by liczyć na Guilherme i Thibaulta Moulina, ale obaj po kontuzji nie wrócili jeszcze do swojej szczytowej formy. Za walkę brawa dla Michała Pazdana (to jest dopiero Waleczne Serce!) i Michała Kucharczyka, ale tu była potrzebna także jakość. Wraz z odejściem „Niko” i „Prijo” sporo jej w Legii ubyło.
Pod koniec meczu, po desperackim rajdzie Pazdana, Legia miała szansę na gola, ale Chukwu i Necid pobiegli obaj na tzw. krótki słupek, a żaden z nich nie pobiegł na ten tzw. długi.
Każdy trener, nawet w juniorach, uczy zmiany krzyżowej: ty biegniesz na bliższy słupek, ty na dalszy. Magiera też tę banalną wiedzę posiada, ale zgranie napastników przychodzi z czasem. Nie chcę dziś palić na stosie obu atakujących Legii – ocenimy ich sprawiedliwie pod koniec maja – ale jedno jest pewne: Legia z Nikoliciem i Prijoviciem, miałaby dużo większe szanse. Miałaby jakiekolwiek szanse, bo wtedy miała formację ataku.
Dziś jej nie ma, mimo że trener Magiera robi dobrą minę do złej gry i próbuje przekonywać – bo co ma innego zrobić? – że nic się nie stało. Że jeśli nie ma jednych, to przyszli inni. No przyszli, ale jeszcze… nie doszli.
Pocieszające dla kibiców Legii jest to, że Nikolić i Prijović też potrzebowali chwili, żeby się wkomponować w zespół. Prijović nawet długiej chwili.
Teraz Legii zostaje otrzepać ręce po upadku, podnieść się kolan i nie schodzić ze słusznie obranej drogi ku Europie.
A że jest słuszna pokazał nawet ten przegrany mecz w Amsterdamie.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Zagranica

  • ursynów

    Trudno się nie zgodzić,że Legii brak w tej chwili napastnika.Kucharczyk nigdy nim nie był i nie będzie.Necid i Chukwu to marny erzac duetu Niko i Prio. No ale gra się tym co się ma.Marne to pocieszenie,że nie dała Legia takiej plamy jak z Ruchem.Ale nie oszukujmy się,że Ajax to klasowa drużyna,ona taką była,ale wieki temu.Teraz Legii została walka o prymat w lidze.Dobre wieści to powrót Moulina(no bo Jodła kiepski jest).Dotrze się Guilherme,Radovica też stać na więcej.Zimowe transfery się nie udały.Sztab ludzi,skauty nie skauty,Żewłakowie,etc-szum ,zawodnicy z górnej półki mieli trafić na Łazienkowską.Może i z górnej, ale towar był na niej wadliwy.A taki Niezgoda strzela Legii bramkę w Warszawie.No coś nie tak.A po meczu z Ajaxem,boję się o starcie z Termalicą.Z tym klubem Legia jeszcze nie wygrała w lidze.Oby nie powtórzył się Ruch.Tylko niech Magic nie wystawia Jodłowca i Szymańskiego.Bo pierwszego z nich już czas minął,na drugiego jeszcze nie nastał.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli