Legia na kolanach! Pierwsza taka wpadka Magiery

Autor wpisu: 19 lutego 2017 20:09

Szokująca porażka mistrzów Polski z ostatnią drużyną w tabeli. Przegrana 1:3 z Ruchem to najgorszy wynik i najgorszy występ Legii za kadencji Jacka Magiery.

Kiedyś to się musiało stać. Ale że w takim momencie i z tak nisko notowanym rywalem? Piłkarzy Legii i trenera Jacka Magierę czeka kilka nieprzespanych nocy. Bo z czymś takim trudno będzie się pogodzić.
Owszem, Legia przegrała już wyżej pod wodzą nowego trenera – 1:5 z Realem Madryt, 4:8 z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, ale gdzie Krym, a gdzie Rzym? Trudno porównywać Ruch z Realem czy BVB. Bez wątpienia zawodnicy, gdyby dano im taki wybór, wybraliby wyższą przegraną z drużyną z Bundesligi czy Primera Division niż 1:3 z czerwoną latarnią ekstraklasy. Zwłaszcza, że priorytetem jest przecież obrona tytułu.
Ale też żeby być sprawiedliwym wobec zwycięzców – Ruch wygrał w Warszawie, bo zagrał inteligentnie. Defensywnie, ale mądrze. Podopieczni Waldemara Fornalik bronili się szczelnie, ustawili zasieki przed własnym polem karnym, ale też mądrze wyprowadzali akcję. Nie na zasadzie „dzida” do jedynego napastnika, ale szybko i dokładnie wymieniali piłkę, od nogi do nogi.
Trudno było się spodziewać, że na boisku mistrzów Polski podejmą otwartą walkę, ale szybko zorientowali się, że król w niedzielny wieczór jest nagi. Spokój dawał zespołowi prawie 40-letni Łukasz Surma, zuchwale atakowali i strzelali piękne gole młodzi Patryk Lipski, Maciej Urbańczyk i Jarosław Niezgoda. To pierwszy z nich:

Inna sprawa, to fura szczęścia, którą do Warszawy przywieźli. Można powiedzieć, że Ruch błędów na Łazienkowskiej nie wybaczał. Stworzył trzy groźne sytuacje i strzelił trzy gole. Przy czym akcję, po której bramkę zdobył Maciej Urbańczyk, trudno nazwać groźną. 21-latek zdecydował się na strzał z około 30 metrów i trafił idealnie w to samo miejsce, w które wcześniej trafił Patryk Lipski z rzutu wolnego – w samo okienko.

Lipski strzelał z wolnego, podyktowanego za faul na Jarosławie Niezgodzie. Potem wypożyczony do Chorzowa napastnik sam skrzywdził drużynę-matkę. Legia atakowała, dłużej posiadała piłkę, ale grała chaotycznie, mnóstwo strat notował Radović. Brakowało jej też szczęścia  – wtedy, gdy Guilherme wyszedł sam na sam z bramkarzem Liborem Hrdlicką, gdy sam przed nim był Tomas Necid. W końcówce w poprzeczkę trafił Adam Hlousek. Radović chwilę wcześniej strzelił honorowego gola. I Legia w ostatnim kwadransie grała na miarę swoich możliwości, Ruch bronił się w dziesiątkę, bo idiotyczną czerwoną kartkę zarobił Adam Pazio (uderzył w twarz Artura Jędrzejczyka).

Przed spotkaniem z Ruchem pojawiły się głosy tęsknoty za wypożyczonym do Chorzowa Niezgodą – dlaczego Legia go nie ściągnęła już teraz? W niedzielnym programie „Cafe Futbol” mówił o tym dyrektor sportowy Legii Michał Żewłakow. Tłumaczył, że w klubie zastanawiano się nad tym, ale podjęta została „racjonalna decyzja”, przede wszystkim dlatego, że w Ruchu Niezgoda ma gwarancję regularnej gry.
Z kolei Bogusław Leśnodorski zapytany, czy Niezgoda ma wpisaną w umowę wypożyczenia klauzulę zabraniającą mu gry przeciwko Legii, odparł krótko: – Jeśli tacy piłkarze jak Niezgoda mają nam odebrać tytuł mistrzowski, to nie chcemy być mistrzem…

A jak wypadł Niezgoda w porównaniu z Necidem? Wiemy już, co zrobił młody napastnik Ruchu/Legii. A Czech? Miał jedną doskonałą okazję, ale ją zmarnował. W przerwie został zmieniony. Owszem, inaczej grała Legia, inną taktykę miał Ruch. Znacznie trudniej zrobić coś napastnikowi w takim tłumie, w jakim znajdował się Necid, łatwiej kontrować, ale bezradność Legii pod bramką rywali powinna Magierę mocno zaniepokoić. Pięć goli strzelonych w ośmiu spotkaniach (biorąc pod uwagę pięć zimowych sparingów), lub jak kto woli – dwa w trzech o stawkę – to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. I już nie tylko o Necida tutaj chodzi, bo przecież w ekipie mistrzów Polski jest kilku ofensywnych zawodników, którzy gole potrafią strzelać: Radović, Vadis, Guilherme, Hamalainen, Kucharczyk. Czy Niezgoda Legię by zbawił? Szanse na to, że strzelałby regularnie gole, są mniej więcej takie same jak na to, że by się spalił. Tak jak spalił się wpuszczony po raz pierwszy od początku spotkania 17-letni Sebastian Szymański.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Ruch Chorzów

  • gryf01

    Ani Necid ani Szymański nie grali jakoś tragicznie. Wynik do przerwy nie był przecież z ich winy. Jak kogoś trzeba było zmienić w przerwie, to Kopczyńskiego, który grał tragicznie już któryś mecz z rzędu.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli