Legia mistrzem! Ale kibole na dobre ukradli nam futbol i nie chcą oddać

Autor wpisu: 20 maja 2018 20:20

Polski futbol klubowy jest we władaniu troglodytów w szalikach. Kibole zepsuli finał Pucharu Polski, zepsuli też finisz ligi. Palenie własnego stadionu to była durna bezradność kibiców Lecha. Kiedy nie dało się wygrać na boisku, chuligani chcieli wszystko zniszczyć, zburzyć, zetrzeć z powierzchni ziemi. Ale i tak wszystko na nic! Święto Legii na stadionie Lecha i tak się odbyło. W szatni polał się szampan, były śpiewy, ściskania, całusy. A jutro będzie świętować cała Warszawa.

Mecz trwał raptem 70 minut i skończyli go kibole. Legia wygrała ten przerwany mecz bezdyskusyjnie (2:0), a szalikowcom z Poznania zabrakło klasy.
Czekanie aż mistrzostwo ogłosi Komisja Ligi, to jak kpina z „Piłkarskiego Pokera”, gdzie jeden z bohaterów mówi: „Mistrza Polski nie ma”. To szydera z ligi, z Ekstraklasy, z PZPN, z policji i całego aparatu państwowego. To jest chore.
Po raz kolejny na naszych łamach wzywamy prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, żeby przestał udawać, że wyrwanie naszego futbolu z rąk chuliganów to nie jego problem. Jak najbardziej jego. To największy rak, który zżera polską piłkę.
Panie prezesie! Nie Rzym, nie reprezentacja. Proszę się wziąć do roboty, to jest pożar, tu się pali. Proszę się nie chować.

A teraz o sporcie.
Piłka nożna to gra błędów – najlepiej wie o tym Nikola Vujadinović, który w 9. minucie meczu rypnął się okrutnie i pod własną bramką katastrofalnie podał do Radovicia. Kapitan Legii dał podanie-ciastko Domagojowi Antoliciowi, ale to jeszcze trzeba było strzelić. Chorwatowi nie drgnęła nawet powieka. Popatrzył, przymierzył i uderzył z lewej nogi po długim rogu bramki Matusa Putnockiego. Kibice Lecha tylko jęknęli.
Antolić potwierdził w niedzielę, że jest z niego kawał dobrego piłkarza. I chodzi nie tylko o sposób, jak wykończył akcję Rado. Chorwat w ogóle grał w Poznaniu bardzo dobrze. Był aktywny w ofensywie, ale też kapitalnie odbierał piłkę w grze obronnej. Antolić tym występem obronił zimowe transfery Legii. Bo nawet jeśli były pudła takie jak Mauricio czy rozczarowanie Eduardo, to dziś liczy się to, że jeden z „nowych” dał Legii mistrzostwo. Tego kibice nie zapominają.
Piłkarze Lecha – zanim zrobili to kibice – bardzo chcieli zepsuć Legii święto. Robili co mogli (mieli chyba z milion rzutów rożnych), ale nie byli w stanie skrzywdzić drużyny z Warszawy. Bo Legia zagrała w Poznaniu na maksymalnym stopniu koncentracji. Wszyscy mieli świadomość powagi sytuacji, byli skupieni, uważnie w defensywie. A przecież nie była to norma Legii w tym sezonie.
Już przed niedzielnym meczem wiadomo było, że przy Bułgarskiej będzie się pisać historia polskiej piłki. I to niezależnie od wyniku. Bo możliwości były tylko dwie: albo Legia będzie w niebie, a jej kibice zakrzykną: „Legia MISTRZ, MISTRZ, MISTRZ”, albo dojdzie do czegoś co przez lata będzie wspominane jak brazylijski dramat na Maracanie w mistrzostwach świata 1950 roku.
Ale Legii nie dosięgnęło przekleństwo „Maracanazzo”. Zagrała dobrze, odważnie i sięgnęła po tytuł w chyba najbardziej zwariowanym sezonie w historii klubu. To było jak jazda windą, albo kolejką linową: góra – dół, parter, szczyt. I to była jazda bez trzymanki, bez rozsądku i bez planu, choć de facto w klubie nie bardzo chcą to przyznać.
Jeszcze raptem miesiąc temu zanosiło się na chorwackie „derby Polski”: Jozak kontra Bjelica. Minęło kilka tygodni i „tsunami” zmyło z powierzchni ziemi chorwacki ślad i myśl taktyczną.
Jeśli nie liczyć trenera Pogoni Szczecin, to z chorwackich atrakcji mieliśmy przed niedzielnym meczem jedynie „bałkańskie” obyczaje związane z wręczaniem medali za mistrzostwo, gdy okazało się, że duma kibola jest poza jakąkolwiek jurysdykcją. Ekstraklasa SA nie chciała się z bandziorami nawalać, aparat państwowy zapadł się pod ziemię, a „wujek dobra rada” Zbigniew Boniek popiskiwał coś, że to nie w porządku, że to „koniunkturalne zachowanie Ekstraklasy i brak szacunku”. Ale był w tym kompletnie niewiarygodny po tym jak skompromitował się dramatyczną organizacją finału Pucharu Polski i działaniami po tym wydarzeniu.
Ale zostawmy na chwilę na boku wszystko to co w polskiej piłce odrażające, brudne i złe. W końcu mamy święto – nowego mistrza Polski.
Legia rzuciła do gry wszystko co ma najlepszego. Siła ofensywna: Radović, Kucharczyk i Szymański w pierwszej linii, wspierani przez Cafu, a za tyły odpowiedzialna para dwóch pomocników defensywnych Philipps – Antolić. W Legii zabrakło jedynie kontuzjowanego Michała Pazdana, któremu odezwały się kłopoty zdrowotne, które ciągną się od meczu w Białymstoku.
W Lechu też wszyscy święci zostali postawieni na nogi. I jak zwykle potwierdziło się, że jak ktoś ma w Lechu piłkarską jakość, to jest to Darko Jevtić. Tyle tylko, że on tej jakości używał na boisku zbyt rzadko. Stać go na więcej. Szczególnie pod bramką rywala. Lech potrzebuje jednak jeszcze kogoś poza Jevticiem, kto ma do zaoferowania coś więcej niż sama ambicja. Bjelica budował Lecha, budował, ale teraz i tak nowy trener Ivan Djurdjević będzie musiał budować zespół od nowa. Bo co w Poznaniu tak naprawdę jest zbudowane, dobre i solidne? Bramkarz?
W Legii na lewej obronie nierównego wiosną Adam Hlouska zastąpił Artur Jędrzejczyk, który naprawdę miał o co grać. On jest na pograniczu nieszczęścia: albo się na mundial załapie, albo może jechać na wakacje, ale takie smutne wakacje. „Jędza” potrzebował w Poznaniu bardzo przekonującego występu. Takiego jak za czasów Czerczesowa, gdy był najlepszym obrońcą Ekstraklasy. Gdy nie tylko dobrze bronił, ale także przewyższał siłą fizyczną każdego rywala i często chodził do przodu. Po meczu w Poznaniu nie można odmówić „Jędzy” gry w defensywie, choć raz przy rzucie rożnym tak nieroztropnie trzymał w pół Vujadinovicia, że gdyby sędzia Stefański gwizdnął karnego, to legionista nie mógłby mieć pretensji. W ofensywie to Jędrzejczyka jest pół. A do tego spóźnił się raz katastrofalnie, gdy nie zdążył za Gytkjaerem, ale Legię przed utratą gola uratował Arkadiusz Malarz. Bohater tego meczu i całego sezonu.
Osobna historia w Legii to Michał Kucharczyk. To, co w tym jednym sezonie przeżył „Kuchy” to materiał na dobry film, najlepiej western. Niedoceniany, wyrzucany do rezerw, a jak trzeba przebiec z piłką przy nodze na pełnym gazie 80 metrów, to nie ma nikogo lepszego. A do tego to facet, który strzela dla Legii te ważne gole. W Poznaniu zanim skończył jak profesor akcję Sebastiana Szymańskiego, Legia mogła już tylko remisować, bo Lech naprawdę przycisnął. Mogło być jeszcze różnie. I wtedy gol Kucharczyka zamknął mecz. To nie jest ten typ piłkarza, jakim kibice stawiają pomniki. A szkoda.
Legia trzeci raz z rzędu mistrzem Polski. To nie zdarzyło się nigdy w historii.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

  • ursynów

    Cieszę się ,że przegrałem zakład.Jeszce bardziej cieszę się z tego,że przegrałem go przez Legię.Legia jest mistrzem, no bo w przekroju sezonu była lepsza niż drużyny z Białegostoku i Poznania. Cieszą się kibice, ci którzy niedawno chcieli lać swoich piłkarzy. Było, minęło, ale tak być nie może. Z drużyną się jest na dobre i złe. To co dzisiaj zobaczyliśmy na stadionie w Poznaniu to przypominało najazd Tatarów na Polskę w XIII wieku. Ale tam był wróg, to dzicz z Poznania napadła na swój stadion, szkodząc swoim zawodnikom i klubowi.Tu nie ma słów by można to było w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć.To byli bandyci nie kibice. Pisze Redaktor o Bońku, ten człowiek dużo mówi, mało robi, no może to jest cecha ludzi z rudą grzywą.Nie wierzę,że po tym meczu,coś się w tym temacie zmieni.Będą tylko puste, bez pokrycia słowa. Kiedy czytam wypowiedź Morawieckiego,że oczekuje od stosownych służb podjęcia zdecydowanych działań wobec stadionowych chuliganów, to ja się ku..a pytam,a co on i podległe mu służby zrobiły wcześniej i robią teraz w tym zakresie. Te służby zrzucają konfetti z helikoptera, wyciągają Frasyniuka z demonstracji,pałują tych co protestują wobec dobrej zmiany,etc.Jednocześnie ten facet dziękuje prawdziwym kibicom piłkarskim za setki pięknych i pomysłowych patriotycznych opraw meczowych w sezonie 2017/18.No ludzie, czy go ,,pogło”. Stadion to nie wiecowisko, stadion to arena gdzie gra 22 zawodników, a MISTRZEM JEST LEGIA. Patrioci niech chodzą na pochody,a stosowne służby niech tam lepiej pilnują porządku.Legia to jest potęga.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli