Legia Jozaka na boisku istnieje tylko teoretycznie

Autor wpisu: 31 marca 2018 23:07

Legia jest słaba, bezradna, chaotyczna. I co najgorsze: bez charakteru. Przegrała w Gdyni zasłużenie. Szanse zdobycia mistrzostwa przez zespół z Warszawy są bliskie zeru. Tytuł dla drużyny Romeo Jozaka mógłby uratować chyba już tylko cud. I to gruby. Ale to mało możliwe, bo trener z Chorwacji – zamiast wykorzystać przerwę na mecze reprezentacji – zajmował się na szukaniem „kreta” w szatni. Czyli pierdołami. Tymczasem jego z mozołem budowany „podwodny” konstrukt to… kupa śmiechu.

Aktualni jeszcze mistrzowie Polski przegrywają jak leci. Nie tylko z najsilniejszymi, bo za taki zespół nie można brać – przy całym dla niej szacunku – Arki Gdynia. Trener Legii kompletnie się pogubił. Stworzył zespół, który zupełnie się nie rozumie. Jego zawodnicy wyglądają jak grupa ludzi, która przypadkiem spotkała się w tramwaju.
Jozak raczej nie dostanie tytułu polonofila roku. Kazał sprzedać Dąbrowskiego i Czerwińskiego. Kucharczyka wywalił do rezerw. Mączyńskiego i Kopczyńskiego zostawił na ławie. A najzdolniejszemu polskiemu piłkarzowi młodego pokolenia, Sebastianowi Szymańskiemu, dał raptem kwadrans, gdy Legia miała nóż na gardle. Ile za to – jak to mawia Smuda – szrotu z zagranicy nabrał na pokład, pojęcie ludzkie przechodzi.
Co ma Legia? Wszystko co potrzeba do zwycięstwa z Arką: wielki budżet, dwudziestu zawodników z piłkarską jakością, dobrze opłacanego trenera. Czym za to mogła powalczyć z Legią Arka? Kartofliskiem zamiast boiska (a mieli kiedyś najlepszego w Polsce greenkeepera), determinacją i umiejętnością – za przeproszeniem – twardego wpieprzenia się w rywala. I świetnie przygotowanymi stałymi fragmentami gry. Brawo panie Ojrzyński!
Przekonania, że gdy do składu Legii w środku pola wrócą Chris Philipps i Domagoj Antolić to problemy drużyny Jozaka miną jak ręką odjął, to są opowieści z mchu i paproci. Obaj byli w Gdyni zagubieni.
Arka – która składa się z piłkarzy, którzy gdyby im zaproponowano kontrakt w Legii to przyszliby z Gdyni na Łazienkowską na pieszo, (może nawet na kolanach) – zdusiła Legię, jak jakiś zespół z niższej ligi. Drużyna Jozaka nie mogła nawet zipnąć. Goście gubili się pod pressingiem Arki, nie byli w stanie zrobić dobrej akcji ofensywnej. Dramat…

Arka strzeliła gola z wolnego po uderzeniu Bogdanova, który zastosował stary wzór z lekcji fizyki: siła razy ramię… Na Legię wystarczyło. Ale Arka już wcześniej miała swoje okazje, jak choćby tę, gdy Siemaszko rzucił piłkę nad Pazdanem do Jankowskiego, ale ten ostatni – chłopak, który swą przygodę z piłką rozpoczynał na warszawskiej Woli, w barwach Sarmaty – strzelił potężnie nad poprzeczką. Jeszcze lepszą okazję miał Siemaszko, gdy wyszedł sam na sam z Malarzem, ale w ostatniej chwili piłkę zablokował długą nogą Remy.
Po przesunięciu do rezerw Michała Kucharczyka sytuacja zrobiła się w Legii napięta. Po porażce 0:2 z Wisłą Kraków dotarła do wszystkich na Łazienkowskiej niepokojąca myśl, że mistrzostwo właśnie ucieka. Jeszcze kilka tygodni temu drużyna Jozaka była na prostej drodze do tytuły, ale „bańki” spuszczone jej przez Wisłę i Jagiellonię, wypchnęły ją na pobocze.
Uderzenie w Kucharczyka, to trochę uderzenie w DNA Legii. Nie wiem (bo nikt tego do końca nie ujawnił) jaką „zbrodnię” popełni „Kuchy”, ale odsunięcie go od drużyny jest wychowawczą porażką trenera i jego sztabu. Nawet jeśli Kucharczyk użył w stosunku do jednego z trenerów słowa na literę „s”, oznaczającego szybkie oddalenie się w innym kierunku i kara mu się należała, to jednak winą szkoleniowców jest, że nie wyczuli narastającej frustracji w chłopaku, który nie dość, że „eLkę” ma w sercu, to jeszcze tej drużynie wyraźnie w ostatnim czasie pomógł. Brał na siebie odpowiedzialność, harował, asystował, zdobywał gole. A na końcu trener wystawiał kogoś, kto Legii dawał mniej, ale był ściągnięty do drużyny już za czasów Jozaka. Mógł tego Kucharczyka szlag trafić, prawda? Kibice – szczególnie gdy nie ma wyników – już szukają spisku i układu, że Chorwat stawia na swoich, kosztem Polaków, których zastał w drużynie.
A że w meczu z Arką trener nie mógł skorzystać także z kontuzjowanego Jarosława Niezgody, zrobiło się tak jakoś konfrontacyjnie. Trochę na zasadzie: niech teraz ci zagraniczni gwiazdorzy uratują du*ę Jozakowi, skoro wyłącznie ich poważa.

Myślę, że taka opinia jest krzywdząca dla trenera Legii, bo on szuka jakości piłkarskiej, bez względu na narodowość wpisaną w paszport. Ale mu nie wychodzi…
Legia jest zbyt mało polska i to nie jest fobia chorych na przesilenie patriotyczne narodowców. To po prostu irytujące, że mistrz Polski staje się coraz bardziej zagraniczny. Zdają sobie z tego sprawę także w klubie, ale póki co najważniejsze było wygrać Ekstraklasę. O charakter i wizerunek zespołu zadba się później. Tylko czy aby na pewno? Czy po finiszu ligi klub z Łazienkowskiej będzie kupował kolejnych piłkarzy? I to z naszym paszportem? Czy będzie miał większy komfort wprowadzania młodych Polaków do drużyny w eliminacjach do europejskich pucharów? Wątpliwe. Szczególnie gdy ten sezon skończy się dla Legii katastrofą.
Eduardo da Silva wygląda jak gwiazdor ze spalonego teatru. Najlepszą recenzją jego formy jest to, że gdy w Gdyni nie mógł zagrać Jarosław Niezgoda to Jozak zamiast sięgnąć po Brazylijczyko-Chorwata, wystawił na szpicy… Hämäläinena. No… Niezłe jaja.
Niestety Eduardo sprzedaje pocztówkowe wspomnienia z czasów Arsenalu i Szachatara, ale na boisko wygląda jak piłkarz z futsalu, gdzie niedozwolona jest twarda gra ciałem. Eduardo miał być nowym Danijelem Luboją w Legii, ale porównywanie go do widowiskowego Chorwata to jest obrażaniem inteligencji kibica i kosmicznym nieporozumieniem. Miał być gwiazdą, mieli się kibice rzucić na koszulki z jego nazwiskiem, a stał się jedynie kosztowną pozycją w budżecie.
Inna sprawa, że jak się sprowadza takiego liska pola karnego, któremu trzeba dograć piłkę w pole karne, to trzeba mu też dołożyć skrzydłowych, którzy będą robić wrzutki. Mają w Legii takich? No mają! Kogo? No na przykład… Kucharczyka!

Legia – jeszcze w pierwszej połowie – straciła Miro Radovicia. Normalnie byłby lament, ale przy tym co obecnie gra kapitan Legii to – szczerze mówiąc – wielkiej straty pod względem sportowym nie ma.
Prawie 75 minut męczył nas swoją obecnością na boisku Christian Pasquato. Jak z obserwacji treningów wyszło Jozakowi, że Włoch jest w formie, pojęcia nie mam!
Jeśli Legia nie planuje w najbliższym czasie wieczorka gitarowego z wykonem wokalnym hitu „Sono Italiano vero”, można pana Christiana spokojnie spakować i wysłać do Padwy, Turynu czy gdziekolwiek, gdzie chce jechać. Pewnie kibice dorzucą jeszcze na bilet. Byle szybko! Niech nie blokuje miejsca Sebastianowi Szymańskiemu, bo z tego chłopaka coś jeszcze będzie. Może na wtorek coś się wolnego znajdzie?
Hasło na Wielkanoc: Legia sponsorem Wesołych Świąt na Podlasiu i w Wielkopolsce.

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    No niestety Legii w tej chwili nie ma. Teoretycznie jest, praktycznie jej nie ma .To wina zarówno Jozaka jak i Mioduskiego. Tego pierwszego, bo z niego trener jak koziej dupy trąba.Tego drugiego bo z niego trąba jak kozia dupa.Pisałem tu na Futbolfejsie wielokrotnie,że Romeo bardziej pasuje do teatru niż do trenowania drużyny, zwłaszcza takiej jak Legia.Gość miota się z ustalaniem składu, zawodnicy są zagubieni, brak jakiejkolwiek taktyki.Po boisku ,,biega” zlepek ludzi, którzy nie wiedzą co się dzieje.każdy kto chce to ich leje.Wstyd, poruta.Pan dr Jozak powiedział o Kuchym,,że on doskonale wie co ma zrobić,by wrócić”. Panie Jozak, pan musi odejść z Legii razem z tą kupą grajków, którą sprowadzono z pana rodzinnych stron. A Kuchy wróci, bo to jest Legia,a pan to jakiś marny trenerzyna, sprowadzony z bałkańskiego szrotu. W tym rok na wakacje wybieram się m.innymi do Chorwacji, mam nadzieję, że po powrocie nie będzie mi się ten kraj kojarzył z Romeo Jozakiem, bardziej z rakiją i cevapcici.

  • Zbigniew Luśnia

    nie ma Kucharczyka to na kogo teraz trener i grupa starców zwali swoją bezradność i brak ambicji

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli