Legia dwóch połów i dwóch prędkości, czyli jaki skład… wylosował dziś Hasi

Autor wpisu: 19 września 2016 08:37

Bilans Hasiego w Legii to 18 meczów: 5 wygranych, 6 remisów i 7 porażek . Pod jego okiem drużyna zagrała dobrze w sumie cały jeden mecz – pierwszą połowę z Jagiellonią i drugą z Zagłębiem.

Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą – tak brzmi ludowe powiedzenie. Tak wygląda w tej chwili sytuacja Legii. W niedzielę Besnik Hasi zakończył pracę w Warszawie porażką 2:3 z Zagłębiem Lubin. Z mistrza Polski śmieje się teraz cała Polska. Z gry, z trenera, ze sposobu rozstania z trenerem.

– Widziałeś jaki skład wylosował dziś Hasi?
– To nie Hasi losował, to automat.

Taki dialog usłyszałem przed meczem Legii z Zagłębiem chwilę po tym, gdy w biurze prasowym wydrukowano składy obu zespołów. Co chwila ktoś przynosił jakiś dowcip, albo pokazywał sąsiadowi nowy mem. Dawno nie było w Legii trenera, którego tak znienawidzono. Wieszano psy na wielu, ale przy Albańczyku nastąpiła totalna eskalacja nienawiści. I nie są to objawy ksenofobii, szowinizmu, tylko reakcja na grę zespołu, na to jak Hasi obchodził się z piłkarzami, jak prowadził zespół, na wyniki. Nie ma co kopać leżącego, ale nawet w ostatnim meczu mieliśmy ciąg dalszy absurdalnych decyzji (na przykład brak w kadrze meczowej Macieja Dąbrowskiego i Walerija Kazaiszwilego, którzy wyszli w pierwszej „11” na Borussię). Z pozoru absurdalne było też tłumaczenie Hasiego, że Vako nie znalazł się w meczowej osiemnastce, bo nie zna imion kolegów z drużyny. – Jak się nauczy wszystkich imion, to będzie grał – mówił Hasi. W środę grał, chociaż nie znał, w niedzielę okazało się to problemem? Ale to był taki rewanż albańskiego szkoleniowca za to, że wyciekła z szatni informacja, że Gruzin wołał na kolegów po numerach.

Na Żylecie doping w pierwszej połowie meczu z Zagłębiem był taki, jakby nic się nie działo. Fani zdzierali gardła od pierwszej minuty. Wyraz swojemu niezadowoleniu dali w przerwie – gwizdami i buczeniem pożegnali schodzącą do szatni drużynę. Jeszcze mniej tolerancyjni i cierpliwi byli kibice zasiadający na trybunie głównej, bo już po pierwszym golu zaczęli opuszczać stadion. A pierwsza bramka dla Zagłębia padła w 17. minucie. Kilka dni temu o tej porze było już po emocjach w spotkaniu z Borussią, bo Niemcy prowadzili 3:0. W niedzielę wydawało się, że emocje skończyły się mniej więcej kwadrans później, gdy Krzysztof Janus pokonał Arkadiusza Malarza z rzutu karnego. Po tym trafieniu na trybunie wschodniej zrobiło się jeszcze luźniej. Część widzów, która wyszła, nie obejrzała chwilowego zmartwychwstania swoich ulubieńców – goli Jakuba Czerwińskiego i Steevena Langila. Nie mają czego żałować, bo to krwawiące Zagłębie zadało ostatni, decydujący cios i wygrało 3:2. A w zasadzie można powiedzieć o harakiri, bo tę trzecią bramkę dla Miedziowych zdobył Michał Pazdan.

Po ostatnim gwizdku poleciały epitety pod adresem Albańczyka. „Chcemy trenera, a nie Hasiego frajera” – to ten jedyny w miarę cenzuralny. Kilka minut później prezes Bogusław Leśnodorski poinformował (za pomocą Twittera) o odsunięciu trenera. Odsunięciu, bo teraz muszą się z nim dogadać co do warunków rozwiązania umowy. Hasi, wbrew temu co skandowali kibice, frajerem nie jest i nie zrobi nic głupiego, żeby zrezygnować z odprawy. Nie zgodził się na nieśmiałą propozycję prezesa Leśnodorskiego, przekazaną przez dyrektora sportowego Michała Żewłakowa, by podał się dymisji. Wiadomo, że gdyby sam chciał rozwiązać kontrakt, nie dostałby żadnych pieniędzy. Ale też nie do końca w tej propozycji chodziło o to, by odprawić go bez żadnego odszkodowania. Po prostu Albańczyk z propozycji nie był zadowolony i czeka na lepszą. Dziś odbędą się kolejne rozmowy. Aczkolwiek jest w nich na pozycji mocniejszego. Kontrakt obowiązuje do czerwca 2018 i na dobrą sprawę Legia tak długo  zobowiązana jest do wypłat. Chyba, że Hasi wcześniej znajdzie nowego pracodawcę.

Bilans Hasiego w Legii to 18 meczów: 5 wygranych, 6 remisów i 7 porażek . Pod jego okiem drużyna zagrała dobrze w sumie cały jeden mecz – pierwszą połowę z Jagiellonią i drugą z Zagłębiem. Tak się złożyło, że były to pierwsza i ostatnia połowa Hasiego w Ekstraklasie. I te dwie połowy dają do myślenia. W obu Legia pokazała piłkę, jaką w wykonaniu mistrzów Polski chciałoby się oglądać. To była Legia tej oczekiwanej przez kibiców prędkości. W obu gra była prosta – jedno dotknięcie piłki (przyjęcie), podanie, wyjście na pozycję, przyjęcie-podanie-wyjście na pozycję. A gdy wczoraj w drugiej połowie luz łapali Miroslav Radović i Thibault Moulin, to wyglądało to naprawdę dobrze. Umiejętności tych piłkarzy robiły różnicę w porównaniu z bardzo dobrze grającym Zagłębiem – mądrze poukładanym taktycznie, zdyscyplinowanym, ambitnym. Miedziowi pracują z jednym szkoleniowcem 2,5 roku, ufają mu i to daje efekty. Zagłębie trzyma na boisku fason bez sprzedanego do Legii Macieja Dąbrowskiego i bez przemęczonego i przeciążonego Filipa Starzyńskiego.

Nie wiadomo, ile w tym wczorajszym zrywie Legii po przerwie było ręki Hasiego, a ile inicjatywy samych piłkarzy. Już przed meczem z Zagłębiem było jasne, że dni Albańczyka są policzone. Ale po takiej klęsce, jak z Borussią, zawodnik chce się zrehabilitować. W niedzielę zespół podrywał do walki głównie Nemanja Nikolić. Węgier przy stanie 1:2 wcielił się w rolę chłopca do podawania piłek i w pewnym momencie przyniósł nawet futbolówkę bramkarzowi Zagłębia Martinowi Polackowi, by ten nie ociągał się z jej wybiciem. Po obu golach Legii brał piłkę pod pachę, gonił na środek boiska i nawoływał kolegów do jak najszybszego powrotu na własną połowę, by dać Zagłębiu jak najmniej powodów do ociągania się ze wznowieniem. Aktywność wykazał wreszcie także Odjidja-Ofoe, który wtórował Węgrowi.
Paradoksalnie okazało się jednak, że to przez Nikolicia Legia nie wykorzystała szansy na zdobycie choćby punktu – nie strzelił rzutu karnego. Cóż, przypadek. Widać stres udzielił się i jemu, bo strzelił wyjątkowo czytelnie i anemicznie.

Teraz przed Legią wybór nowego trenera. Kimkolwiek nie będzie, przez pierwsze miesiące czeka go łatwa robota – piłkarzy jak na polskie warunki ma niezłych, wiadomo, że po Hasim każdy inny będzie wydawał się otwartym i sympatycznym trenerem, dla którego warto się wysilić. Poza tym większość zawodników Legii wie, że takie miejsce (14.)  w tabeli nie przystoi, że to jest po prostu wstyd. A ci, którzy tego nie wiedzą, pewnie zostaną wkrótce poinformowani przez kolegów, bo jest kilku, którym zależy na poprawie. Przed nimi też pięć meczów w Lidze Mistrzów. Mobilizować więc jakoś szczególnie zespołu nie będzie trzeba, wystarczy trochę poukładać, wprowadzić nieco porządku. Schody zaczną się po rundzie jesiennej, gdy trzeba będzie przepracować zimową przerwę, a potem, z coraz większą konsekwencją i regularnością odrabiać punkty i wygrywać wszystko w lidze. Mam przeczucie, że w tym sezonie ta pogoń będzie o wiele trudniejsza, niż w poprzednim. Że grupa mistrzowska postawi znacznie większy opór niż minionej wiosny. Że nie tylko Hasi, ale także błędy popełnione w letnim oknie transferowym i okresie przygotowawczym zgłoszą się jeszcze po wypłatę.

Inne artykuły o: Blogi | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli