Legia dostała gigantyczną kasę za puchary. Tylko co z tego?

Autor wpisu: 21 października 2017 15:37

Dokładnie 28 016 148 euro zarobiła Legia Warszawa w sezonie 2016/17 za swoje wyniki w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Czyli licząc na „nasze” jakieś 120 milionów złotych. Fura szmalu. Tyle, że chyba już go przejadła.

To oczywiście nic zaskakującego. Szczególnie dla samego klubu i jego właściciela. Kwoty z racji gry i premii w europejskich pucharach są publicznie znane, tabelki porozpisywane i księgowi Legii już dawno to wszystko sobie policzyli.
Teraz przyszło jedynie oficjalne potwierdzenie kwot zarobionych przez kluby uczestniczące w LM i LE, opublikowane przez Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA), w którym zresztą aktywnie działa m.in. Dariusz Mioduski.

Czarno na białym mamy więc, że Legia za jakże dla siebie udaną kampanię Ligi Mistrzów zarobiła 27 228 000 euro (2,0 mln za udział w fazie play off eliminacji, 12,7 mln za udział w fazie grupowej, 2,227 mln bonusów za wyniki, 10,301 mln z racji tzw. „market pool” – z grubsza wynika to z wielkości rynku telewizyjnego w danym kraju).
Do tego doszło 788 148 euro za mecze z Ajaksem w fazie grupowej LE.

Liczby zaskakujące nie są – bo oczywiste, ale jednocześnie trudno jednak nie być… zszokowanym, gdy ujrzy się je spisane czarno na białym. Na skalę przychodów klubów Lotto Ekstraklasy to po prostu – za przeproszeniem – absolutnie niewyobrażalna fura „siana”. Z europejskich pucharów nikt jeszcze nigdy w polskim futbolu tyle nie wyciągnął.
Ni mniej, ni więcej za to, co Legia zarobiła w poprzednim sezonie w Europie, mogłaby sobie kupić… Grzegorza Krychowiaka od PSG albo np. stanąć w konkury z AS Monaco o 20-letniego Youri Tielemansa, niezwykle obiecującego pomocnika-perełkę Anderlechtu Bruksela, albo z Leicester o Kalechi Iheanacho z Manchesteru City. Dobra, ponieważ kasa na sam transfer to za mało, a w głowie trzeba mieć jeszcze zarobki samego piłkarza, sięgnijmy po Chicharito (latem sprzedany z Bayeru do WHU) – z grubsza wystarczyłoby i na transfer, i na 2-letnie utrzymanie, i jeszcze na prowizję menedżerską.
To tak pierwsze przykłady z brzegu. Fajnie sobie pomarzyć, nieprawdaż?

No, ale wiemy, że Legia nie stanęła w konkury ani z Leicester, ani z Monaco, ani nawet nie potrafiła zatrzymać Vadisa Odjidji-Ofoe, nie mówiąc o tym, że w transferach skończyło się na ściąganiu zza granicy piłkarzy, którzy teraz siedzą na ławie. No i można zapomnieć o kupowaniu piłkarzy nawet za dwa miliony euro, a nie za 20.
A prezes Mioduski przecież nie tak dawno na łamach „Rzeczpospolitej” wprost rzucił o dziurze budżetowej sięgającej nawet być może 8 milionów euro. Spowodowanej brakiem awansu do fazy grupowej pucharów w nowym sezonie, a którą sam będzie musiał zasypywać.
Ale skąd dziura? Według prezesa nie tylko z powodu Ligi Europy. – Taki budżet wynika ze struktury kosztów, która została stworzona jeszcze przez poprzedni zarząd i z którą mamy teraz problem. Na liście płac mamy wielu 30-letnich piłkarzy, na bardzo dobrych, długich kontraktach. Ich się nie sprzeda z zyskiem, a jednocześnie wkład niektórych w grę jest zbyt mały (…) Na naszej liście płac jest mnóstwo zawodników, którzy przepadli gdzieś między pierwszą drużyną a rezerwami, a którzy mają pensje znacznie przewyższające ekstraklasową średnią – tłumaczył we wspomnianym wywiadzie Mioduski, dystansując się od tych, którzy tę dziurę wykopali.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • jz166

    Licz swoje pieniądze, mierny pismaku…

    • zgubek

      Po co to czytasz durny trollu?

      • jz166

        Żeby taki pajac jak ty się mógł zaszczekać…

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli