Legia, czyli charakter, siła i potencjał. Szybko to wszystko wróciło!

Autor wpisu: 13 kwietnia 2019 20:51

Na Łazienkowskiej mieliśmy wszystko: emocje, zwroty akcji, ambicję gości, pokaz siły gospodarzy i sporo dobrego futbolu. Legia zaczęła kiepściutko, ale w drugiej połowie przećwiczyła na Pogoni Szczecin „nalot dywanowy”. W pięć minut gospodarze strzelili dwie bramki, a później dołożyli jeszcze jedną i rozstrzygnęli mecz. A najważniejsze jest to, że w drugiej połowie widać w końcu było, że potencjał mistrzów Polski jest ogromny, przewyższający każdy zespół Ekstraklasy. Tylko do tej pory tego nie pokazywali. Udało się dogonić Lechię, a i do przegonienia niewiele zabrakło. To jest ten moment, gdy szara Ekstraklasa nabiera kolorytu.

Starą piłkarską prawdą jest to, że trener potrafi nadać swojej drużynie cechy własnego charakteru. W Legii to się potwierdza w stu procentach. Drużyna gra teraz tak, jak grał kiedyś „Vuko” na boisku: nie było dla niego sytuacji beznadziejnych. I teraz jego drużyna już w drugim meczu – przegrywając 0:1 – potrafi odrobić straty i wygrać mecz. Tym razem nawet pewniej niż to zrobiła w Zabrzu.

Ale Legia wyszła na mecz z Pogonią jak ospała mucha. Bez należytej koncentracji, bez zęba, bez tej werwy i determinacji, która pchała zespół z Warszawy do odrobienia strat w Zabrzu i do zwycięstwa z Górnikiem.
Na Łazienkowskiej gospodarze zaczęli niemrawo, statycznie, biernie. Długo nie mogli złapać rytmu. Wyglądali tak, jakby ich złapał „kaszelek” pozostałości po Sa Pinto. Na szczęście w Legii mają już od lekarza od takich dolegliwości. „Doktor” Vuković umie trafić do głów swoich zawodników i potrafi ich przebudzić. Musi im jednak robić taką pobudkę już przed pierwszym gwizdkiem, bo początek spotkania jego zespół zaskakująco miał cieniutki.
Co prawda w początkowej fazie spotkaniaKasper Hämäläinen trafił  w słupek, ale było to takie uderzenie… z niczego. Niespodziewane, nie poprzedzone żadną wymyślną akcją.
Pogoń sprawiała za to wrażenie super zmotywowanej, co od razu wyszło przy wrzutce w pole karne, gdy Adam Buksa strzelił gola głową. Legię to trochę oszołomiło, jak boksera, który w ringu dostaje „bombę” od niżej notowanego rywala i sam jest tym bardzo zdziwiony. Zespół „Aco” Vukovicia potrzebował ponad 20 minut żeby wrócić do równowagi i przycisnąć rywali ze Szczecina.

O Vukoviciu mówi się, że czuje Legię. Zna zespół, zna tych chłopaków, wie jak który z zawodników wygląda gdy jest w formie. Dlatego zaufanie do decyzji personalnych Serba jest większe niż wówczas, gdy skład zestawiał Ricardo Sa Pinto.
A jednak gdy zobaczyłem, że w pierwszym składzie wychodzi Mateusz Wieteska,  a nie William Remy, to podrapałem się po głowie ze zdziwienia. Bo – szczerze mówiąc – Francuz jest jednak piłkarzem z wyższej półki niż młodzieżowy reprezentant Polski. Nawet nie o to chodzi, że Wieteska przegrał tę „główkę” przy pierwszym golu z Buksą, ale o to, że siła fizyczna Remy’ego była w meczu z Pogonią Legii bardzo potrzebna. Szczególnie gdy się przypomni jak mecz obu tych drużyn wyglądał jesienią w Szczecinie. Tam drużyna Sa Pinto przegrała mecz pod względem walki w środku pola, została na tyle zdominowana, że nie była w stanie ustawić swojej gry. Trochę jakby o tamtej lekcji Vuković nie pamiętał. Być może Remy miał jakiś uraz, ale tego nie wiemy. Na ławce rezerwowych siedział.
Natomiast to, że nie zagrał od początku meczu Cafu mnie nie zdziwiło. Portugalczyk wracał po czterech meczach kary (za czerwoną kartkę w meczu ze Śląskiem Wrocław) i chcąc sensownie i na zdrowych zasadach budować drużynę, „Vuko” nie mógł mu od razu dać „placu”. Tym bardziej, że taki facet jak Domagoj Antolić będzie bardzo ważny w finałowej rundzie rozgrywek. Trzeba budować jego pewność i pokazywać, że jest potrzebny tej drużynie.

Dla Legii kluczowe było to, że na drugą połowę wyszła jak na mecz o życie. I pokazała, że w Polsce to nie ma rywala. O ile gra na swoją miarę. Wtedy jest w stanie wygrać z każdym i w każdej sytuacji. Byle tylko złapać koncentrację i pozbyć się huśtawek różnej dyspozycji w czasie jedego meczu.
Carlitios przypomniał wszystkim, że jest piłkarzem, który sam wygrywa mecze (uff! A było przecież blisko, żeby Sa Pinto pozbył się go w lutym z klubu! Nawet za karę nie wziął go na mecz do Płocka, bo wtedy wymyślił, że napastnikiem numer 1 będzie Kulenović).
Drugi gol to dzieło Medeiriosa. Człowiek nie może nie zadać sobie pytania, gdzie w futbolu byłby ten facet, gdyby miał poukładane w głowie i gdyby lubił ciężką, systematyczną pracę.
Parę słów o Hämäläinenie. To jest piłkarz zagadka. Gdy już się wydaje, że niczego wielkiego na boisku nie zdziała, to nagle Fin zdobywa gola, strzela w słupek albo daje takie podanie jak to do Medeirosa przy drugim golu Legii. Dobrze, że Vuković widzi go na treningach, bo każdy kibic dawno by „Hamę” odstrzelił.
Legia pokazała silę, mimo że na ławce siedziało kilku znaczących piłkarzy (Malarz, Nagy, Remy), a w ogóle zabrakło kontuzjowanych Kucharczyka i Hlouska. To jest taki potencjał, że losy tej ligi powinny być od dawna pozamiatane. (Bo zupełnie inny jest przypadek Salvadora Agry. Portugalczyk sprowadzony zimą, nawet nie łapie się do kadry meczowej…

Ponad 27 tysięcy widzów na meczu z Pogonią to znak, że właśnie takiej Legii chcą kibice. Odważnej, dominującej i ofensywnej. I Legii bez smutnych typów przy ławce rezerwowych – takich jak długowłosy Portugalczyk, co to niedawno stąd wyjechał. Teraz można tylko żałować, że nie miał biletu na jakiś wcześniejszy samolot.
Bo Legia mogłaby zaczynać rundę finałową z pozycji lidera. Ale i tak – po zwycięstwie z Pogonią i przy wysokiej porażce Lechii z Cracovią – kibice Legii nie mają wątpliwości, że to kwestia czasu kiedy ich zespół będzie patrzył na rywali z góry. Z samego szczytu tabeli.

W 33. kolejce Legia pojedzie do Gdańska i na dzisiaj wygląda na to, że to będzie mecz decydujący o mistrzostwie Polski. Gdzie, jeśli nie nad morzem, mistrzowie Polski będą mieli lepszą okazję na wypracowanie sobie punktowej przewagi w tym wyrównanym (jak dotychczas) wyścigu? Póki co Lechia góruje tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek całego sezonu.
Szansa w Gdańsku będzie tym większa, że Lechię – zespół z dużo uboższą ławką rezerwowych – musi w końcu dopaść kryzys i zmęczenie. Na dziś faworytem do wygrania ligi znów staje się Legia. Czy ktoś pamięta, że raptem kilkanaście dni temu, po laniu 0:4 z Wisłą w Krakowie, mocno w to już wątpiono?
Dariusz Mioduski opamiętał się porę. Zrobił dobry ruch z Vukoviciem i najlepiej, jakby przy tym elemencie już więcej nie grzebał. Bo lepsze jest zawsze wrogiem dobrego.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Pogoń za Lechią okazała się skuteczna.Legia pogoniła Pogoń i tyle o meczu. Była o klasę lepsza,niewykorzystane sytuacje, zwłaszcza przez Szymańskiego(słaby mecz), nie pozwoliły wyprzedzić Lechii. A ta zagrała słaby mecz, prowadziła z Cracovią podobnie jak Pogoń z Legią .Koniec był taki jaki każdy widział.To nie Lechia jest największym przeciwnikiem w obronieniu przez Legię tytułu. Tym przeciwnikiem jest sama Legia, bo jak pisze redaktor jest siła ,jest potencjał , a najważniejsze wraca charakter.Ale na jak długo tego starczy?Pierwsze trzy mecze Legia ma trudne. Pierwszy z Cracovią u siebie, a potem dwa wyjazdy do Lecha , a potem do Lechii w zasadzie rozstrzygną o tytule. Będąc maksymalnie skoncentrowanym, kiedy do walki staną najlepsi, a więc i Cafu i Remy, to Legia ten tytuł obroni.Ma najbardziej szeroki skład, zmiennicy, nie odbiegają od tych którzy wychodzą w pierwszej jedenastce.Ale ta liga jest dziwna. każdy z każdym może wygrać.Szkoda tych punktów gubionych przez Legię w głupi sposób.Ale nie czas na rozpamiętywanie minionych kolejek. Przed Legią 21 puntów do zdobycia. Sądzę,że 18 wystarczy do ponownego mistrzostwa.A,że piłka to wredna gra, przekonała się Wisła.Cztery bramki z Legią nie pomogły jej by znaleźć się w pierwszej ósemce,natomiast 2:0 Lecha z Legią pozwoliło mu w niej zaistnieć.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli