Legia bała się Jagi, a Jaga Legii – taki hit

Autor wpisu: 24 września 2017 20:39

To był typowy mecz na 0:0. Jagiellonia Białystok nie była lepsza od Legii ani o jotę, ale wygrała z nią mecz… cierpliwością. I błyskiem geniuszu Fiodora Černycha, który piekielną bombą pokonał Arkadiusza Malarza w samej końcówce nudnego meczu. Bramkarz Legii wyrzucił z siebie chyba wszystkie przekleństwa, jakie znał. Bo kolegom z defensywy znów zdarzyła się wpadka. I co z tego, że byli uważni przez 86 minut…

Gdy gra mistrz kraju z wicemistrzem, powinniśmy oglądać na boisku dużo piłkarskiej jakości. No i wióry powinny się sypać, bo przecież chodzi o Jagiellonię i Legię, między którymi jest trochę zaszłości. Ale nie tym razem.
Majowa konfrontacja tych drużyn w Białymstoku przesądziła de facto o mistrzostwie Polski. Ale od tamtej pory oba zespoły totalnie się zmieniły. Nie ma Michała Probierza, nie ma Jacka Magiery, ale nie ma też głównych aktorów tamtego meczu Vadisa Odjidji-Ofoe i Jacka Góralskiego. Jeden grał w piłkę, drugi w kości, ale każdy z nich był mistrzem w swoim fachu. Miało to swój smaczek.

Tym razem tak wyrazistych postaci w obu drużynach nie ma. Oba zespoły to „projekty w budowie”. Ireneusz Mamrot ma podobno czas i może bez presji budować tę nową Jagiellonię po erze Probierza. Już widać, że będzie to inna konstrukcja, co wcale nie znaczy, że gorsza. Jaga potrafiła postraszyć Lechię w Gdańsku, umie grać odważnie i ma kilku bardzo ciekawych piłkarzy, z których dobre wrażenie robi już nie tylko Černych czy Cillian Sheridan, ale też np. Łukasz Sekulski.
Z kolei Legia to dzisiaj drużyna przeciętna. I do tego – na jakiś czas – kibice z Łazienkowskiej muszą się przyzwyczaić. Z głębokiego kryzysu nie wychodzi się tak szybko.
Choć trzeba powiedzieć – jeśli ma się wolę, żeby to dostrzec – że ta Legia próbuje się zmieniać. Oczywiście tylko na miarę własnych, skromnych dzisiaj, możliwości. Od początku meczu widać było, że legioniści są bardzo skoncentrowani, by nie zrobić głupiego błędu w defensywie, który zakończy się stratą gola. Romero Jozak buduje swoją Legię od fundamentów, od dobrej gry obronnej całej drużyny. Prawie się udało. Prawie…

W ofensywie zaś Legia Jozaka ma grać szybciej. Częściej na jeden kontakt, bez przyjęcia piłki. Tak budowana akcja mogła przynieść gola Legii już w pierwszej połowie, ale Kasper Hämäläinen uderzył lewą nogą zbyt lekko.
Fin dostał sporo zaufania od nowego trenera. Widać, że ma kreować grę drużyny i że ma od niego zależeć więcej niż w ostatnich miesiącach. Hämäläinen chyba zadaje sobie sprawę, że to dla niego ostatnia szansa, żeby odkleić od pleców nalepkę „pierwszy rezerwowy” albo „joker”. Fin się stara, dał po przerwie nawet „ciastko” do Dominka Nagy’a , ale Węgier źle przyjął piłkę i zamiast „pakować” na bramkę, kompletnie się pogubił.
W pierwszej połowie lepsze wrażenie robiła Legia, była bardziej konkretna. Utrzymywała się przy piłce, próbowała dominować rywala, grała pewnie w obiorze. Najlepsze wrażenie robili Michał Kucharczyk z Adamem Hlouškiem. Zasuwali w obie strony: i do przodu, i do tyłu. Legia – zanim znów zacznie być tą wielką drużyną z ubiegłej jesieni – musi zacząć od podstaw, od solidności. Od powrotu do piłkarskiego abecadła: skupienia na swoich zadaniach, pewności w grze, szanowania piłki i wysiłku kolegów, bez brawury i niepotrzebnego ryzyka. I bez głupoty – takiej jak w samej końcówce.

Na Legię patrzy się teraz z dużą podejrzliwością. Bo tak naprawdę nikt nie wie, w jakim miejscu znajduje się drużyna odkąd doszło do personalnej rewolucji w klubie. Chorwat Romeo Jozak ma dużo wiedzy, mnóstwo zapału do pracy i dobre chęci, ale i on asekuruje się w publicznych wypowiedziach, że sam nie wie, na jakim etapie są jego podopieczni. – Nie wiem, czy już jesteśmy gotowi wygrywać – dzielił się wątpliwościami Jozak. Jak widać po meczu w Białymstoku – nie są.
Wypowiedź Jozaka dotyczyła zarówno możliwości fizycznych zawodników, ich samopoczucia mentalnego, ale także aktualnej sytuacji personalnej zespołu. A te ciągle są mocno ograniczone. Do gry nie są zdolni Tomasz Jodłowiec, Krzysztof Mączyński i Cristian Pasquato. To spora wyrwa jakościowa, bo choć cała trójka miała w tym sezonie upadki i wzloty, to jednak możliwości i doświadczenie mają. I nie można tego bagatelizować w Legii, która jest drużyną po przejściach, dopiero próbującą wrócić do równowagi. Ale i tak nikt wobec niej nie stosuje taryfy ulowej – wymagania są jak zawsze ogromne: Legia ma wygrywać tu i teraz. Niech Chorwat przebudowuje drużynę, podnosi mentalnie piłkarzy, ale nie ma przyzwolenia na porażki. Komfort pracy niemal zerowy, ale chyba nowy trener wiedział na co się pisze.

Zresztą w obecnej Legii komfortu nie ma nie tylko trener Romeo Jozak, ale także np. Sebastian Szymański. Ten 18-latek jest wskazywany jako wielki talent, który – jeśli nie zejdzie z prostej drogi – kiedyś trafi do pierwszej reprezentacji Polski. Ale w przypadku takich młodziaków liczy się też sposób, w jaki są wprowadzani do poważnego futbolu. Z reguły jest tak, że trenerzy wprowadzają takich chłopaków do gry stopniowo. Najpierw grywa ogony, przy bezpiecznym wyniku – tak żeby nie miał stresu, że jednym błędem zepsuje dorobek drużyny. Ot po kilka, kilkanaście minut, w otoczeniu bardziej doświadczonych kolegów, którzy muszą brać odpowiedzialność za wynik na swoje barki. Ale dzisiaj w Legii jak nie ma Mączyńskiego i Pasquato, a Kucharczyk dopiero wraca do pełni zdrowia, to na „młodego” patrzy się jak na starego: ma ciągnąć grę w decydującym momencie meczu i pesel nie jest tu okolicznością łagodzącą. Bo jak nie on to kto? Hämäläinen zgasł kompletnie. Może także dlatego, że rzadko grywał cale mecze.
Dlaczego zatem Fin został na boisku, a Jozak zmienił Kucharczyka? On nawet z wątroby dałby więcej…
I co o chodzi z Niezgodą? Sadiku to dobry napastnik, będzie strzelał gole. Ale konkurencja Polaka mu nie zaszkodzi. Trzeba Niezgodzie dać pograć. Z reguły nie zawodził, prawda?
A chłopakom z defensywy pan Jozak powinien pokazać, co zrobili przy golu Černycha. Na projekcję warto zaprosić Artura Jędrzejczyka, Inakiego Astiza, Michała Kopczyńskiego, może też Arka Malarza. Warto się uczyć na błędach, skoro tyle kosztują.

I jeszcze słowo o Szymańskim. Jeśli nauczy się żyć z codzienną presją, wróżę mu wielką karierę. Jeśli nie, zniknie złożony w ofierze na ołtarzu bieżących potrzeb. Tak jak swego czasu Marcin Smoliński czy całkiem niedawno Patryk Mikita. Byli młodzi i obiecujący, ale na obietnicach się skończyło.
Szymański ma odwagę, fantazję, dobry drybling, trochę strzału i szybkości. Ale – jak to u młodego – bywa nierówny, raz gra lepiej, raz znika. Warto jednak inwestować w chłopaka i wzmacniać w nim tę odwagę. Bo to w ekstraklasie towar deficytowy – u nas króluje przewidywalność aż do bólu.
A przewidywalni piłkarze są po prostu nudni, patrzeć na to się nie da, nie wzbudzają emocji. Ich się zapomina.
Tak jak zapomina się tak kiepskie mecze. Ze szczególnym uwzględnieniem tego niedzielnego meczu mistrza Polski z wicemistrzem. Jeden się bał drugiego. Nie wiadomo nawet, kto kogo bardziej.

  • ursynów

    Po tym meczu to nie można nic pozytywnego napisać.No odbył się, gra – totalna kaszana.Żadne Romea i Julie (Mioduski nawet podobny z fryzury) tej drużyny nie podźwigną z marazmu. Boję się ,że skończy się to jak u Szekspira.Trucizna już działa. Fajnie,że ktoś wierzy w Jozaka, że pełen zapału gościu coś z tej Legii ulepi.Brutalnie rzecz ujmując, z tej kupy bicza się nie ukręci.W tej chwili nie ma zawodników,którzy mogą grać lepiej.Jędza to jest gorzej niż nędza,to samo dotyczy większości kopaczy. Nie chce im się grać, a kasa i tak leci.Szymański- zostawcie tego młodego w spokoju.To,że potrafi kopnąć piłkę do przodu,to nie jest duża sztuka.W jego wieku Lubański zdobywał gole w reprezentacji.Powie ktoś,że było to 50 lat temu, ale wtedy też grało się w piłkę i to jak. Ta liga jest niesamowicie słaba,tu liderem jest Górnik Zabrze,który niedawno był w lidze piętro niżej.Nie chcę krakać, ale przy takiej formie reprezentacyjnych legionistów,sny o wygraniu grupy to mało prawdopodobne. Na oglądanie Legii dałem sobie szlaban.Poczekam,aż Romeo wróci do Chorwacji,ładnie tam jest.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli