W Łęcznej kardiolog potrzebny od zaraz. Smuda długo nie pozbiera się po meczu z Wisłą Płock

Autor wpisu: 8 kwietnia 2017 19:22

Jedni z nieba do piekła, drudzy z piekła do nieba. Górnik Łęczna prowadził w meczu z Wisłą Płock 2:0, by koniec końców przegrać 2:3. Franciszek Smuda powinien być pod stałą opieką kardiologa…

– Dopóki meczu nie ma, człowiek jest uśmiechnięty. Gorzej jest już po meczu, jak jest źle – mówił przed spotkaniem „Franz”. Prorok, czy co?
Gdy ściągano Smudę do Łęcznej w trybie pilnym, wiele osób pukało się w czoło. Mało kto wierzył, by Smuda zdołał uratować Górnik przed spadkiem. Nawet gdyby to był Smuda z jego najlepszych czasów, kiedy to ukuto powiedzenie: „Franek Smuda czyni cuda”. Szło topornie, ale ostatnie wyniki mogły napawać kibiców Łęcznej pewnym optymizmem. Remis z Pogonią, potem bezbramkowy wynik z rozpędzonym Lechem. W poprzedniej kolejce zespół Smudy pokonał na wyjeździe Arkę 4:2, prowadząc nawet 3:0.
– Takie niechlujstwo, rozprężenie przyszło. Popełnialiśmy błędy w podaniach. Mogło się skończyć 3:4, gdyby było 4:4, to ja bym chyba już do Łęcznej nie dojechał…
Skoro poprzednie spotkanie przeżył tak mocno, to co dopiero powiedzieć o tym dzisiejszym. Tym razem nie było happy endu. Łęczna po 24 minutach prowadziła już 2:0 i do 56. minuty wyglądała całkiem nieźle. A potem wszystko się posypało jak domek z kart. Zaczęło się od kuriozalnej bramki, którą zapisano Pawłowi Sasinowi. Tyle że sam Sasin był najmniej winny w całej sytuacji. Piłka wybijana z pola karnego (przez zawodnika gospodarzy!) trafiła w niego i wpadła do bramki Prusaka.
– Po samobóju trudno było się pozbierać. Nie chcę już myśleć o błędach, to historia. Skupiam się na kolejnych meczach – powiedział Smuda, który chyba długo sam nie dowierzał, że jego piłkarze mogli roztrwonić taką przewagę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli