Lechia zabawiła się z Jagą. Bliźniacy rozstrzelali lidera i teraz oni są liderem

Autor wpisu: 12 lutego 2017 20:31

Różnica między Lechią a Jagiellonią na dziś to przepaść. Kibice Jagi mogą się na to zżymać, ale taki jest fakt, a z faktami – jak wiadomo – nie ma co dyskutować. Tym bardziej, że ten fakt brzmi 3:0. Zresztą mogło być wyżej, tylko nie wiedzieć czemu sędzia Bartosz Frankowski nie podyktował dla gospodarzy ewidentnego karnego. Ale to tylko szczegół…

Sprawę rozstrzygnęli bliźniacy Paixao – Marco dwie pierwsze bramki, trzecią Flavio. Ale to tylko wierzchołek góry, bo Lechia miała w tym meczu dużo więcej atutów od Jagiellonii i to w każdej formacji. Bramkarz – niby trudno coś zarzucić Kelemenowi, ale to Kuciak wybronił to, co musiał wybronić. Obrona – bez najmniejszych wątpliwości na plus dla Lechii. Guti i Runje miotali się, walczyli, ale jakoś tak niepewnie. A już pełnym nieszczęściem było pojawienie się na boisku Zygmunta Gordona. Nowy nabytek Jagi najpierw maczał palce przy stracie drugiej bramki, a trzecią załatwił już w stu procentach sam – najpierw przy próbie wyprowadzenia piłki fatalnie zagrał do Krasicia, by za chwilę przy strzale zatrzymać piłkę ręką w polu karnym. Debiut koszmar. W pomocy niby próbowali coś robić i Góralski w odbiorze, i Vassiljev w ofensywie, ale i tak ta druga linia Jagi przy drugiej linii Lechii (Wolski, Peszko, Krasić, Flavio, a potem Chrapek i Haraslin) była goła jak święty turecki. No i wreszcie atak, gdzie Černych wyglądał przy Marco Paixao jak ubogi krewny.
Lechia pewna tej jakościowej przewagi rzuciła się na rywali już od pierwszej minuty, jakby sprawę liderowania (a może i walki o tytuł) chciała rozstrzygnąć raz dwa. To było jak wjazd czołgiem do stodoły, która od razu zaczęła trzeszczeć w szwach.
Być może taki był plan Michała Probierza, by w tej stodole się skonsolidować i przetrzymać wstępny napór, a następnie spróbować ukłuć z kontry. Jeśli tak, to w 11. minucie ten plan legł w gruzach. Po tym znakomitym strzale głową Marco Paixao:

Tyle że od tego momentu styl gry Jagi nic a nic się nie zmienił. Szokujące było to, że po dwudziestu kilku minutach w posiadaniu piłki Lechia miała przewagę 83% do 17%. I tak już było do końca pierwszej połowy. Człowiek czekał, kiedy Jagiellonia zacznie wreszcie grać, ale się nie doczekał. Najlepszym podsumowaniem tego, co Jaga wyprawiała w pierwszej połowie, było to:

W drugiej ożywił się nieco Vassiljev. Posłał trzy takie ciacha, z których aż się prosiło coś strzelić. Choć jednego gola. Dwóch okazji nie wykorzystał Černych, a trzecią zmarnował Guti – minimalnie nie trafiając głową po kapitalnej wrzutce z rożnego. Tak więc i Jaga miała swoje okazje i przy lepszej skuteczności to nie musiało się dla niej aż tak boleśnie skończyć.
Černych to podobno najlepszy piłkarz litewski ubiegłego roku, w tej Jadze faktycznie przyzwoicie sobie radzi, ale po meczu z Lechią absolutnie nie powinny dziwić słowa Cezarego Kuleszy, który mówił nam dwa dni temu, że Jaga szuka jeszcze poważnego wzmocnienia na pozycji numer dziewięć. I to takiego, który byłby lepszym piłkarzem od Fedora. Bez tego walka o tytuł faktycznie zakończy się dla Jagi szybciej, niż w Białymstoku by tego chcieli. Zresztą na dziś ma się to tak: z Legią u siebie 1:4, teraz z Lechią na wyjeździe 0:3. Widać, że trochę do tych najlepszych jednak brakuje.

A Lechia? Wciąż się rozpędza i na pewno nie pokazała jeszcze wszystkiego, na co ją stać. A stać ją na coraz więcej. To faktycznie jest zespół, który z powodzeniem może przebić Legię (na dziś formą na pewno ją przebija). Jeśli wiosną nie zwolni tempa, jeśli nie przytrafią się tam jakieś wewnętrzne zgrzyty, to będzie bardzo poważnym kandydatem do tytułu. Odwaga, kreatywność, pewność siebie, no i ten luz, którego najlepszym podsumowaniem ten karny Falvio:

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli