Lechia wygrała derby w dzień… płaczków.

Autor wpisu: 17 kwietnia 2017 21:10

Lechia nie zagrała meczu doskonałego, ale zdobyła ważne trzy punkty w derby Trójmiasta. Po świątecznej kolejce tłok na czołowych czterech miejscach niebywały. Cztery punkty różnicy przed podziałem na pół to tyle co nic.

Miał być Lany Poniedziałek, zrobił nam się… dzień płaczków. W Warszawie „spłakał się” Bartosz Rymaniak (czytaj TUTAJ) – na Vadisa, że „bezczelnie z łokcia”. W Gdańsku, gdzie grała Lechia derby z Arką, w płaczliwe tony uderzył ni z tego, ni z owego zaprawiony przecież w twardych pierwszoligowych bojach Dariusz Formella. „Chciałem zwrócić uwagę na Pawła Stolarskiego…” – to już zabrzmiało jak „psze pani, on się bije”; no i dalej: „że dostałem w zęby tak, że na 10 sekund straciłem wzrok. Sędzia nic nie reagował i jeszcze do mnie, że faulowałem. Dramat.” Taki mniej więcej był ten przekaz.
Tak dostałem w zęby, że straciłem wzrok – to bardzo mocny kandydat na powiedzenie sezonu. Nawet nasz ulubiony trener z Łęcznej może mieć kłopot, żeby przebić.

Ale w Gdańsku nowego podopiecznego próbował z werbalnego piedestału utrącić nie kto inny, jak Leszek Ojrzyński. Z Lechią Arkę poprowadził po raz pierwszy – po przejęciu jej z rąk Grzegorza Nicińskiego.
„6 dni miałem z drużyną, nie chcieliśmy zbyt wiele zmieniać” – zaskoczył. Zaskoczył, bo skoro „nie zmieniać”, to po co w ogóle było zmieniać trenera? Oczywiście, to nie pytanie do Ojrzyńskiego, no ale faktycznie – Arka za wiele nie zmieniła: jak przegrała poprzednie pięć meczów, tak przegrała i szósty, derbowy. Tyle, że pierwszy raz od 4 marca straciła mniej goli niż trzy. Tym razem dwa.

Zgodnie z zasadą „nie zmieniać” nie zmieniło się i to, że straciła je po koszmarnych błędach we własnym polu bramkowym. Najpierw przy akcji braci Paixao nikt nie przeciął podania, a piłka szczęśliwie dla Lechii trafiła w kolana Marco i do siatki.
W drugiej połowie najpierw Michał Marcjanik źle wybijał piłkę, a potem znów on tak interweniował przy akcji skrzydłem Sławomira Peszki, że piłka po jego nogach zmyliła Konrada Jałochę. „Miałem szczęście, bo chciałem dogrywać” – skomentował Peszko, który wrócił do gry po 4 meczach kary, strzelił pół gola i dostał… żółtą kartkę.
2:0 dla Lechii, która w tym momencie… przestała grać. Gdyby mecz piłkarski trwał godzinę, można było by powiedzieć: „Lechia pogroziła rywalom z czołówki”. Ale potem było jeszcze pół godziny. Arka zdobyła gola kontaktowego (świetny wolny Dominika Hofbauera) i jakoś ten mecz dowlókł się do końca. Lechia w końcówce stękała, Arka kwękała. Nic z tego nie wynikło – poza tym, że Lechia w przeciwieństwie do Jagiellonii (TUTAJ) i Legii (TUTAJ) zdobyła ważne trzy punkty na słabszym rywalu.

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Lechia Gdańsk

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli