Lech się… pobawił. I brawo – o to właśnie chodzi!

Autor wpisu: 29 czerwca 2017 23:49

Lech Poznań nie dał najmniejszych szans na korzystny wynik macedońskiemu FK Pelister w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy. Wygrał 4:0 tak, jak zawsze marzymy, by grały polskie kluby w tej fazie (o ile już muszą) – zdecydowanie, bez wątpliwości, bez zostawiania cienia pola do marudzenia.

Można powiedzieć, że gdyby polskie kluby grały tak właśnie, to nie musiałyby grać w tych wczesnych fazach. Ale ponieważ wciąż to nie jest oczywistość, to muszą. Tym razem spisał się Lech, ale warto dodać, że spisała się i Jagiellonia (o tym piszemy TUTAJ), bo 1:0 na wyjeździe to nie jest może wynik zwalający na kolana, ale jak najbardziej solidny.

A Lech? Lech miał zabawę. No, może przesada – blisko 20 tysięcy ludzi na trybunach (znów rzecz godna zauważenia – bo to i wakacje, i letni rywal) miało. Piłkarze Lecha zagrali tak jak w zwyczaju mają to mówić trenerzy przed meczem – swoje. Nenad Bjelica postawił nacisk na wysoki pressing i to w dużych fragmentach zdawało egzamin, a także to, co znamy z najlepszych momentów wiosny – szybką, techniczną grę błyskotliwych piłkarzy.
Podwójna radością cieszył się debiutant – Mario Situm. Dwa dośrodkowania, dwa skuteczne wyjścia do „głowy” i dwa gole. Situm grał głównie na lewej stronie drugiej linii (w środku Darko Jevtić z Radkiem Majewskim – kapitalny gol z wolnego, Maciej Makuszewski na prawej, cofnięty Aziz Tetteh), ale jak widać chęć do popisywania się grą w powietrzu ma i to wielki jego atut. Tym bardziej, że nie waha się też wykorzystywać „pokrętła” w nodze. Dotychczas ci, którzy grali w Lechu na skrzydłach, raczej do gry głową się nie rwali, a jeśli – to niewiele z tego wynikało.

Situm to nie jedyny debiutant. Na środku obrony zagrał z Lasse Nielsenem – Emir Dilaver (na bokach obrony Wołodymyr Kostewycz i wracający z wypożyczenia do Podbeskidzia Robert Gumny; w bramce Matuš Putnocky), ale on potrzebuje poważniejszych wyzwań niż ofensywa Pelister, by go oceniać.
W drugiej połowie wszedł jeszcze Nicklas Barkroth, który kilka razy próbował wrzutek z prawej strony.

Ciekawe, że w ataku Lecha pod nieobecność Dawida Kownackiego (chyba już na dobre) i Christiana Gytkjaera (jeszcze, bo siłą rzeczy piłkarz, który dopiero w środę podpisał kontrakt, nie był jeszcze zgłoszony do rozgrywek) zagrał Bille Nielsen. I otworzył wynik wykorzystując rzut karny. Marcin Robak znów… usiadł na ławie i wszedł na ostatnie 20 minut. Ale podobno Robak zaczynał przygotowania z drobną kontuzją i nie przygotowywał się normalnym rytmem.
Jakim rytmem będzie dalej się przygotowywał, to rzecz wciąż spekulacji, bo w grze ponoć jest Bruk-Bet Mariusza Rumaka, ewentualnie Śląsk.

Za tydzień Lech gra rewanż, ale raczej wielkich wzruszeń tu nie będzie. W następnej rundzie czeka norweski Haugesund (7:0 z północnoirlandzkim Coleraine)

 

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli