Lech przykryty niedźwiedzią łapą Legii

Autor wpisu: 17 maja 2017 22:50

Media krzyczały: Legia – Lech, czyli mecz sezonu, mecz starych gigantów Ekstraklasy, mecz o wszystko. O mistrzostwo. I takim może się naprawdę okazać, szczególnie wobec wysokiej porażki Jagiellonii w Gdańsku. W niedzielę w Białymstoku piłkarze Michała Probierza będą mieli w głowach te wciry nad morzem i to, że Legia „łyknęła” Lecha, przykrywając go niedźwiedzią łapą.

W Warszawie stało się to, co kibice z Łazienkowskiej czuli od dawna, ale nie mieli na to dowodów: Legia pokazała, że jest najsilniejsza w Polsce. Pokazała to miażdżącą przewagą w polu, imponującym stylem gry i objęciem przodownictwa w tabeli. I tylko dwiema bramkami, bo zasługiwała na więcej. To jeszcze nie jest mistrzostwo Polski, ale lider jest lider. W tym momencie sezonu może to mieć decydujące znaczenie.
Zupełnie obiektywnie patrząc, Legia ma większy potencjał piłkarski od Lecha i można sobie różne rzeczy opowiadać – np. że pieniądze nie grają – ale jak przychodzi co do czego, to silniejszy wygra ze słabszym częściej, niż przegra. A Legia jest silniejsza i udowodniła to Lechowi w tym sezonie już trzeci raz. Przypadek? Nie sądzę. Legia ma taką pakę, że dziwne jest, że tak długo musi walczyć o mistrzostwo z rywalami – przy całym dla nich szacunku – o klasę od niej słabszymi. Przy tym potencjale mistrzów Polski dawno powinno być pozamiatane.

Już na początku Lechowi zameldował się pan Odjidja-Ofoe. I cóż to był za meldunek – mistrzowski! Trzeba było dobrze zabrać się z piłką (on to robi genialnie, ma dar boży), nie dać się dogonić rywalowi i na końcu walnąć piłę silnie, ale i celnie. Niejeden piłkarz by to spieprzył. Ale nie pan Ofoe… Gol dodał od razu legionistom pewności i rozmachu.
Vadis dawał takie piłki partnerom, że wszystkim dookoła ze zdziwienia szczęki opadały na podłogę. To jest piłkarz, który do Ekstraklasy przyleciał z innej planety. Śpieszmy się go kochać, bo tacy piłkarze – niestety – szybko odchodzą. Nie wiem, ile on chce zarabiać, żeby tu zostać, ale wart jest więcej złota niż waży. Może nawet nie złota, a platyny. Jego rajdy są ozdobą całej Ekstraklasy. Efektowność tych akcji wynika tyleż z jego techniki i szybkości, co z siły fizycznej. A Vadis silny jest jak koń. Były takie akcje, w których Belg był sam przeciwko czterem lechitom, a i tak strach zaglądał im w oczy.

Po meczu trybuny skandowały: „Vadis, Vadis, Vadis”. Warszawa ma nowego króla. Tytułami jeszcze nie, ale talentem dorównuje swoim wielkim poprzednikom – aż strach to napisać – Brychczemu, Deynie czy Dziekanowskiemu.
Mieliśmy też w Legii jedno odrodzenie. Tomasz Jodłowiec popisał się nie tylko genialną asystą do Michała Kucharczyka, ale w ogóle odzyskał w końcu formę, a co za tym idzie także pozycję w drużynie. „Jodła” znów jest silny, wróciła mu dynamika, przypomniał sobie, że potrafi z piłką podciągnąć kilkadziesiąt metrów, nic sobie nie robiąc z obecności rywali. Taki Jodłowiec to może nawet do kadry wrócić.
Dominik Nagy to odkrycie wiosny w całej Ekstraklasie. Chwała skautingowi Legii, że znalazł takiego piłkarza.
Bednarek i Kędziora wyglądali przy młodym Węgrze na mocno niepewnych. A przecież mówi się, że obaj lechici to przyszłość polskiej piłki… Nagy pasuje do Legii idealnie. Ma szybkość, ma technikę, ale ma też coś jeszcze ważniejszego: piłkarską fantazję. A dla piłkarzy z fantazją adres: Łazienkowska 3 to odpowiednie miejsce. Jest tu kilku takich: Vadis, „Rado”, „Gui”…
Lech przegrał początek spotkania mentalnie. A wszystko dlatego, że w futbolu ważne są nogi, ale najważniejsza jest głowa. Jeśli w głowie kołacze się strach, który podpowiada ci: „oni są lepsi”, to podświadomie zaczynasz grać zachowawczo, nerwowo, nie podejmujesz ryzyka. A w ten sposób z silnym rywalem wygrać się nie da. A takiego właśnie rywala w środę miał Lech.

Legia była zdecydowana, twarda, bezkompromisowa, ostra, a momentami nawet zbyt ostra, stąd szybko złapane kartki Guilherme i Radovicia. Ale to był mały koszt za przesłanie, które legioniści mieli do gości: dzisiaj żadnych żartów nie będzie. Będzie futbol, ale będzie też wojna. I była.
Na szczęście futbolu było więcej. I to dobrego. Przyjemnie się patrzyło na niektóre zagrania legionistów. Guilherme w jednej z akcji wręcz zabawiał się z obrońcami z Poznania. Nawet Hlousek zaliczył udane zagranie piętą, choć przecież technika piłkarska nie jest jego znakiem firmowym.
Lech może się cieszyć tylko z tego, że nie dobił go tym razem Hämäläinen, ale Michał Kucharczyk. Jak to u „Kuchego” bywa, gdy wyszedł już sam na sam z bramkarzem Lecha, to pomieszał piłkarski geniusz (lobik nad rękami golkipera), z zakończeniem na pograniczu nieszczęścia, bo nikt nie miał pewności, że piłka po główce „Kuchego” wtoczy się do bramki. Ale do niej wpadła, więc brawa dla Michała – taki już jego urok. Na końcu – zupełnie jak na rybach – liczy się to, co jest w sieci.

W niedzielę w Białymstoku kolejny mecz Legii o mistrzostwo. Z Jagiellonią. Z tym że od środy to już Jaga musi wygrać…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

  • ursynów

    Jaka jest różnica między Bjelicą,Probierzem ,a Jackiem Magierą? Ano taka,że ci pierwsi dużo gadają,zwykle bez sensu, narzekają na wszystkie przeciwności losu, a Pan Jacek, po cichutku,pomalutku, bez rozgłosu ,aż do skutku.Ktoś powiedział,że kto dużo gdacze,temu jajo z tego wyjdzie.I dzisiaj Probierzowi wyszły cztery, a Bjelicy dwa.Słusznie redaktor napisał,że dwa to przymało,ale nie bądźmy zachłanni. Do końca jeszcze 3 kolejki.Wszystko się jeszcze może zdarzyć,ale przy takiej dyspozycji Legii nie widzę innego kandydata na majstra.Myślę ,że w niedzielę wszystko się wyjaśni.Chciałbym,by Legia spuściła bęcki Jagiellonii, bo to słaba drużyna jest, a jej trener imć Pan Probierz, to taki trener znachor,czasami coś mu się udaje,ale zwykle pacjent po jego terapii nie zawsze powraca do zdrowia.
    A tak na koniec to pisałem,że Kuchy na finiszu rozgrywek,będzie strzelał dla Legii bramki.To nie jest jego ostatnie słowo. Brawo Legia.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli