Zagłębie Sosnowiec – Lech 1:1. Lech w finale Pucharu Polski czeka na Legię

Autor wpisu: 5 kwietnia 2016 20:13

To miał być emocjonujący półfinał Pucharu Polski i takim był! Przynajmniej przez 70 minut. Sosnowiczanie zagrali z energią, werwą i wiarą. Ale nie dali rady. Zagłębie Sosnowiec – Lech Poznań 1:1 i Lech dobrnął do finału.

Jeśli ktoś po ostatnich ewidentnie nieudanych meczach ligowych Zagłębia Sosnowiec uważał, że w rewanżu półfinału Pucharu Polski mistrzów Polski czeka spacerek, nieźle się nabrał. Sosnowiczanie na pękającym w szwach (blisko 5 tysięcy ludzi) Stadionie Ludowym pokazali to lepsze swoje oblicze, może nawet najlepsze. Jakby przez trzy stracone mecze ligowe (Kluczbork, Siedlce, Miedź) kumulowali całą dobrą energię na mecz z Lechem. Podobnie było przecież w Poznaniu – tam Zagłębie pierwszy mecz półfinałowy przegrało 0:1, ale prezentowało się bardzo dobrze. Poza jednym, absolutnie kluczowym elementem – skutecznością.
Sosnowiczanom grało się o tyle lepiej, że zgodnie z tym, co u nas zapowiedział (czytaj TUTAJ), do składu wrócił absolutnie kluczowy piłkarz środka pola – kapitan Sebastian Dudek. To on od pierwszej minuty dał hasło do natarcia. I Zagłębie natarło. – Chcieliśmy wyjść bez bojaźni i kontrolować mecz. Mieliśmy swoje sytuacje – tłumaczył w przerwie Dawid Ryndak, który zresztą jeszcze w pierwszej połowie musiał zejść z boiska z kontuzją. To właśnie się udało, ale nie udało się jednak to, co decyduje na koniec o powodzeniu: strzelić gola. Z sześciu strzałów sosnowiczan w pierwszej części meczu tylko jeden był celny.
W drugiej połowie było podobnie. Energia żywiołowo reagującego trenera Artura Derbina przekładała się na energię jego piłkarzy. Arak, Fidziukiewicz, Matusiak, Pribula popychani jeszcze przez Dudka nie raz i nie dwa robili „wiatraka” z obrońców mistrza Polski (ostatecznie: 13 strzałów, 5 celnych). Ale znów: brakowało celności, dobrej decyzji w polu karnym, kropki nad „i”. Para szła w gwizdek.
A Lech? Cóż… W porównaniu z ostatnim meczem ligowym ze Śląskiem zagrał w garniturze może nie ślubnym, ale galowym na pewno. Obrona w najsilniejszym na dziś zestawieniu plus Trałka i Tetteh. Ofensywa z Lovrencsicsem, Jevticiem, Gajosem i Bille. Personalnie nie ma się czego przyczepić. A jednak Lech długo nie potrafił zapewnić sobie spokoju w tym meczu. Nie był przekonujący w pilnowaniu nawet 0:0, nie mówiąc o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy awansu. Poznaniacy dawali jeździć po sobie gospodarzom zaskakująco łatwo, zwłaszcza w pierwszych fazach obu części gry.
Przełamanie przyszło dopiero z wejściem na murawę Karola Linetty’ego, który wrócił do gry po miesiącu leczenia urazu żeber. Na boisku pojawił się w  62. minucie, 8 minut później prostopadle zagrał piłkę do Macieja Gajosa, a ten świetnie poradził sobie na linii pola karnego i sprytnym strzałem dał Lechowi prowadzenie.
Emocje się skończyły? Niezupełnie, bo gospodarze potrafili jeszcze odpowiedzieć bramką Adriana Paluchowskiego po dobrej kontrze i nawet nie byli bez szans na wbicie drugiej bramki. Jednak znów zabrakło wyrachowania i chłodnej głowy. Lech dowiózł już ten remis 1:1 do końca. I czeka na finał z Legią, bo trudno się spodziewać, żeby legioniści roztrwonili w środę przewagę nad Zawiszą z pierwszego meczu.

Komplementy dla Zagłębie, Derbin zapowiada rewanż – za rok
Bramka Macieja Gajosa przesądziła o losach półfinałowego spotkania Lecha Poznań z Zagłębiem Sosnowiec. Bohater Kolejorza po spotkaniu przyznał, że droga do awansu w wcale nie była łatwa. – Początek, nie ukrywam, nie był najlepszy. Zagłębie potrzebowało goli i chciało szybko zdobyć bramkę. Zagłębie czuje się dobrze w grze z kontry i staraliśmy się im to uniemożliwić. Długo utrzymywał się wynik bezbramkowy. Później wpadła w końcu dla nas bramka, która tak naprawdę przesądziła o losach awansu. Czekaliśmy na taką sytuację, bo wiedzieliśmy, że musi się w końcu nadarzyć. Przy odrobinie szczęścia już wcześniej mogliśmy strzelić – powiedział Gajos.
Nie innego zdania był Marcin Kamiński, który musiał sporo się napracować, aby żaden z piłkarzy Zagłębia nie przedarł się pod pole karne Burica. – Spotkanie od początku nie było łatwe i od początku nam się nie układało tak, jak chcieliśmy. Zagłębie dominowało, było więcej przy piłce, może nie stworzyli sobie klarownych sytuacji, ale dochodzili do naszego pola karnego i było nerwowo. Powinniśmy lepiej kontrolować to spotkanie. Mieliśmy jednak w głowie, że wygraliśmy to pierwsze spotkanie i też nie mogliśmy ruszyć na hurra – powiedział stoper Lecha.
Jan Urban komplementował rywali: – Zagłębie pokazało, ze jest w stanie napsuć każdej drużynie w Polsce sporo krwi. Walczyli z nami jak równy z równym. Gratuluję takiej przygody Zagłębiu. My zrobiliśmy to co, chcieliśmy, czyli awansowalismy do finału.
Szkoleniowiec Zagłębia Artur Derbin musiał być rozczarowany końcowym wynikiem, ale i podbudowany tym, że zespół podjął walkę, mimo ostatnich niepowodzeń: – Gratuluję awansu trenerowi Urbanowi, ale gratuluję także naszym piłkarzom. To była piękna przygoda w Pucharze Polski. Każdy z tych meczów, jakie rozegraliśmy miał swoją dramaturgię i historię. Możemy z nich być dumni. Dziś zagraliśmy na miarę oczekiwań. W tym roku finał jest nie dla nas, ale za rok znów będziemy walczyć. Strzeliliśmy bramkę Lechowi, czego w pucharze nikt jeszcze nikt nie dokonał.

Inne artykuły o: Lech Poznań | Zagłębie Sosnowiec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli