Lech Poznań przywozi 0:0 z Utrechtu. Wynik niezły i… frajerski zarazem

Autor wpisu: 27 lipca 2017 22:03

Strach przed Utrechtem, czwartym zespołem holenderskiej ekstraklasy, ma wielkie oczy. Lech Poznań z Holandii przywozi 0:0, co na dodatek należy uznać za wynik… frajerski. Bo zasadniczo wciąż mało daje przed rewanżem, a ekipa z Utrechtu aż się prosiła o wdeptanie w ziemię.

Wiem, wiem – to zakrawa na takie marudzenie. Zwłaszcza przypominając sobie, jaki nastrój mieli poznaniacy po 75 minutach poprzedniej wyjazdowej próby z norweskim Haugesund, gdy Lech przegrywał 0:3.
Utrecht jest o wiele wyżej notowany od Haugesund, a Lech z Holandii mimo to przywozi 0:0. A jednak – czy dobry to wynik, rozstrzygnie dopiero rewanż. Jeśli Lech to wykorzysta – brawo. Zrobił, co miał. Tyle że 0:0 to wciąż stąpanie po polu minowym. Po pierwsze dlatego, że każdy bramkowy remis da awans Utrechtowi. Po drugie – bo prawdopodobnie Utrecht, który ma jeszcze dwa tygodnie do ligi, drugiego tak słabego meczu już nie zagra…

Czy komuś w Lechu należą się za ten mecz brawa? Na pewno linii defensywnej. Może nie tyle dlatego, że zagrała idealnie, bo idealnie nie zagrała. Zagrała solidnie – na tyle, by holenderska machina, która grała kompletnie bez pary, nie stworzyła sobie za wiele sytuacji. Samo w sobie może jeszcze aż tak nie zwracałoby uwagi, gdyby nie to, że obrona Lecha jest kompletnie nie do… poznania (z małej litery). W bramce Matuš Putnocky – to się zgadza, na lewej stronie Wołodymyr Kostewycz – to jeszcze też. Ale dalej: Rafał Janicki, debiutujący w Lechu Nikola Vujadinović i Emir Dilaver. Janicki i Vujadinović to kompletnie nowa para stoperów, która przecież niewykluczone, że miałaby problem z poznaniem się na ulicy, a co dopiero w boiskowych schematach. A jednak, wspomagani przez dobrze dysponowanego Łukasza Trałkę, dali radę.
Ta nowa odsłona defensywy Kolejorza to taka „zakapiorska” co nieco. Chłopy na schwał, porządnie zbudowane, jeden w jeden jak odwinie… Strach się bać. Jak taka obrona się zgra i zrozumie jak trzeba, to może być ścianą murowaną – zwłaszcza w Lotto Ekstraklasie.

Brawa były, a nagana? Dla tych, przez których Lech ma zero nie z tyłu, ale z przodu. W dwóch ligowych meczach było na zero, teraz znów na zero w Utrechcie. Christian Gytkjaer przypomina Bille Nielsena z czasu, gdy ten do Lecha przychodził. Groźne miny, groźne tatuaże, odwaga w mediach społecznościowych, a pod bramką rywala jak… trusia.
Zmieniający go Bille przypomina siebie samego. Czyli napastnika, który jest wyjątkowo konsekwentny. Goli dozuje jak na lekarstwo, o ile w ogóle je dozuje. Wiosną 2016 w Lechu strzelił trzy, w całym sezonie 2016/17 – dwa (oba w jednym meczu), teraz ma już też co prawda dwa, ale z Pelister z karnego plus jedno takie naprawdę kluczowe trafienie – w końcówce rewanżu z Haugesund zamykające wynik.
Z Utrechtem miał znów zero, a nie powinien. Miał dwie świetne sytuacje, w tym jedną taką na „kryminał” za niewykorzystanie. Gdy defensywa Utrechtu zgłupiała i zostawiała poznańskiego Duńczyka samego na 10. metrze przed bramką. W sumie może i słusznie, że nikt się Bille nie przejął, bo przecież i tak sobie nie poradził…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań

  • zgubek

    Nie jestem fanem Lecha,ale w porównaniu z moją Legią zagrał bez porównania lepiej,zwłaszcza w defensywie.Arka też wygrała,tylko mistrz Polski dał ciała.Magiera ma nadzieję na odrobienie strat,może się tak zdarzyć, tak jak to,że Lech odpadnie.Ale to nie zmienia faktu, na dzień dzisiejszy polska klubowa piłka jest słaba, a co najgorsze ,że reprezentanci w klubach,które nas reprezentują w rozgrywkach europejskich,są jednymi z najgorszych.Oby to się nie odbiło na reprezentacji.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli