Lech Poznań pokonał Fiorentinę przechodząc do historii

Autor wpisu: 22 października 2015 21:15

Cud? Może i tak, ale przecież to nieważne. Trzeba brać te punkty i uciekać. Lech Poznań pokonał Fiorentinę we Florencji 2:1 i jest pierwszym polskim zespołem w historii, który w europejskich pucharach wygrał na wyjeździe z drużyną z Włoch! Będąc… outsiderem ekstraklasy. Tym samym Kolejorz awansował na drugie miejsce w grupie i realnie liczy się w grze o awans do fazy pucharowej. Martwi, że bohater meczu Dawid Kownacki, odniósł kolejną kontuzję.

Biorąc pod uwagę to, jak oba zespoły prezentują się w tym sezonie w swoich ligach (Fiorentina jest liderem Serie A, Lech w ekstraklasie ostatni), to się nie miało prawa wydarzyć. Zwycięstwo Lecha? Do głowy przyszłoby wszystko, ale nie to! Dlatego im dłużej utrzymywał się bezbramkowy remis, tym bardziej z niedowierzaniem patrzyliśmy na to, co się dzieje na Stadio Artemio Franchi. I odliczaliśmy minuty do końca.
Zresztą długimi fragmentami działo się niewiele, bo gospodarze prezentowali się jak zespół przekonany o tym, że uda mu się zgarnąć trzy punkty w tempie spacerowym. A że Lech był ostatnio w takiej formie i sportowej, i psychicznej, że tempo spacerowe to dla niego tempo w sam raz, no to zamiast poważnego spotkania w poważnych europejskich rozgrywkach (szczególnie w pierwszej połowie) mieliśmy letni sparing.
Plan Fiorentiny był prosty – zacząć, uderzyć, znokautować i… pójść na chianti. I niewiele brakowało, by ten plan się powiódł. Już w drugiej minucie pod bramką Buricia tak się zakotłowało, że Janowi Urbanowi zapewne stanęło przed oczami widmo debiutu, czyli początek niedawnego spotkania z Ruchem, w którym jego zespół stracił bramkę już w 1. minucie. No, ale tym razem jakoś udało się z takiego kotła wyjść obronną ręką.
A od tej chwili, czyli bardzo szybko, z gospodarzy uszło powietrze. Niby atakowali, niby próbowali, niby chcieli – ale wszystko to jakoś tak jak w starym kinie: wolno, dostojnie. A Lech? Tu sprawa była prosta. Do 63. minuty, czyli momentu, kiedy Denis Thomalla zszedł z boiska (to napastnik, o którym można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że potrafi zdobywać bramki), na gola nie mieliśmy co liczyć. Ale Urban zrobił zmianę doskonałą. Wszedł Dawid Kownacki i już w pierwszej akcji (trochę szczęśliwie, ale najważniejsze, że skutecznie) wykończył znakomity kontratak.
Szok? I to jaki. A jeszcze większy był w 81. minucie, kiedy Violę dobił Maciej Gajos. Mimo powyższych słów, akurat dla Kownackiego nie był to dobry wieczór. Pograł zaledwie kilkanaście minut i musiał zejść z boiska z kontuzją, a pierwsza diagnoza nie jest zbyt optymistyczna.
Końcówka to gol kontaktowy Giuseppe Rossiego, chwila słabości Jasmina Buricia (do tej chwili bronił naprawdę znakomicie), kiedy o mały włos sprokurowałby bramkę na 2:2 i czerwona kartka dla Ante Rebica. Lechici jakoś to przetrwali i z dumą mogą wracać do Polski. A Urban znów śmiało może powiedzieć, że opłaca się być optymistą…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Polecane | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli