Na Łazienkowskiej – po „nocy plaskaczy” – stawiają na charakter

Autor wpisu: 15 października 2017 20:43

W Legii słusznie uznano, że jeśli obecna drużyna ma się w końcu podnieść z kolan i wygrywać, to ma na to tylko jeden środek: charakter. Bo przecież forma zawodników nie skoczy w górę z dnia na dzień. A skoro piłkarze swego czasu nie chcieli umierać za Jacka Magierę, to teraz muszą pokazać, że są gotowi umierać za Legię. I jeśli wskazać jeden czynnik, który pozwolił gospodarzom dowieźć do końca skromne 1:0 w spotkaniu z Lechią, to trzeba wskazać wolę walki i zaciętość. Czyli charakter.

A to właśnie o charakter do legionistów apelowali trenerzy, prezes i – w skandaliczny sposób – kibice. I na razie na tym drużyna Romeo Jozaka musi bazować. Legia grała w dobrym stylu tylko pierwszą połowę. W drugiej wyglądała dokładnie tak, jak prezes Dariusz Mioduski po ostatnim gwizdku – błagała niebiosa o szczęśliwy koniec. Udało się. Może wystarczyło po prostu dołożyć te kilka procent z wątroby. To, czego nie było widać w Poznaniu. Znakomitego, wyrafinowanego futbolu na razie na Łazienkowskiej nie należy się spodziewać. Ale było kilka symptomów poprawy. Maluśkich co prawda, ale warto je zauważyć.
Przede wszystkim Legia potrzebowała lidera i w końcu go ma. Wrócił do gry Guilherme i od razu widać – choć Brazylijczyk nie jest jeszcze w swojej optymalnej dyspozycji – że ta drużyna właśnie kogoś takiego potrzebowała. Kogoś, kto ma jakość piłkarską, kto w ofensywie bierze grę na siebie, kto w defensywie pokazuje zawziętość i charakter. Bo „Gui” to jedyny zawodnik w składzie Legii, jaki może podnieść drużynę osieroconą przez dwóch liderów – Vadisa Odjidja Ofoe i Miro Radovicia.
Guilherme – do spółki z Kucharczykiem – był współautorem bramki, którą zdobył Jarosław Niezgoda. Czasem liczy się spryt i boiskowe cwaniactwo. „Gui” to ma – szybko zagrał do Kucharczyka, ten zapakował z całej siły na bramkę, a odbitą przez Dusana Kuciaka piłkę wepchnął do bramki Niezgoda. Jeden z najbardziej wyświechtanych sloganów mówi, że „szybko strzelona bramka ustawia mecz”. Tak było tym razem. Szkoda, że dwóm czołowym drużynom ligi jakości piłkarskiej starczyło tylko na 45 minut.

Wiadomo było, w jakich nastrojach do meczu przystępowała Legia. Sytuacja jak w rodzinie z problemami: rodzice pokłóceni, było głośno i wulgarnie, ktoś kogoś szturchnął, a może i nawet uderzył. Mama i tata mają ciche dni, ktoś coś wspominał o rozwodzie i odejściu.
Ale nic tak nie leczy ran jak czas. A czas był – przyszła przerwa na reprezentację. Jeśli cała rodzina dołoży starań, może o wszystkim uda się zapomnieć. Nie wybaczyć, ale zapomnieć. Na początek dobre i tyle. Ale żeby zapomnieć o trudnej, nieodległej przecież przeszłości, teraźniejszość musi być lepsza.
I ta lepsza teraźniejszość to jest podstawa leczenia ran w Legii. Czyli – mówiąc wprost – żeby się atmosfera polepszyła, piłkarze muszą zacząć wygrywać. Od teraz. Rywal był niewdzięczny. Bo mimo że Lechia to drużyna chimeryczna i znajdująca się ostatnio pod formą, to powszechne jest przekonanie, że przecież zajmuje miejsce w tabeli zbyt nisko, nieadekwatnie do swojego potencjału. Z taką Lechią jest o tyle trudno, że kiedyś na pewno musi odpalić. I nikt nie mógł dać gwarancji, że to nie będzie akurat na Łazienkowskiej.
Trener Romeo Jozak – też przeczołgany przez media i kibiców za wypowiedzi po meczu z Lechem i postawę w czasie tzw. nocy plaskaczy – szuka optymalnego zestawienia drużyny. Na razie szuka trochę od ściany do ściany. Patrząc, że na mecz z Lechią na ławce rezerwowych zostali m.in. Thibault Moulin, Cristian Pasquato i Armando Sadiku, człowiek musi się zastanowić, czy oni rzeczywiście są tak słabi na treningach (a to były kosztowne transfery), czy są jakieś inne względy, dla których oni nie grają. A to by znaczyło, że w Legii nadal gotuje się pod pokrywką.
Ale przebieg meczu potwierdził słuszność wyborów Jozaka. Michał Kucharczyk i Guilherme harowali jak konie. Jarosław Niezgoda nie tylko strzelił gola, ale też łatwo dochodził do sytuacji bramkowych. Tomasz Jodłowiec i Krzysztof Mączyński pracowali w defensywie. A więc może nie ma drugiego dna w decyzjach chorwackiego trenera Legii? Grają po prostu lepsi. I dzisiaj to zagraniczne „gwiazdy”: Moulin (wszedł w 70. minucie za kontuzjowanego Mączyńskiego), Pasquato i Sadiku muszą udowadniać, że są lepsi od innych. Miejsca w składzie za darmo nie dostaną.

Nawet fakt, że nowym kapitanem drużyny został Arkadiusz Malarz (kilka razy uratował kolegom tyłki), pokazuje, że w Legii stawia się teraz – po tych wszystkich traumach – przede wszystkim na charakter. A przecież „Gui” i „Kuchy” to charakterniaki – legioniści pełną gębą. A skoro na Łazienkowskiej najbardziej poszukiwanym towarem jest teraz charakter i świadomość, że Legia to klub wyjątkowy, to Niezgoda jest kimś pasującym do tej układanki. To piłkarz, który do Legii „szedł” bardzo długo i umie docenić szansę, jaką dostał. Wie, że jeśli ma kiedyś potwierdzić, że się do tej Legii naprawdę nadaje, to kiedy, jak nie teraz? Gdy drużyna jest w kryzysie, gdy główny konkurent Sadiku swoimi występami nie przekonuje.
Niezgoda coś w sobie ma. Umie znaleźć się w sytuacji podbramkowej, potrafi dobrze zabrać się z piłką, przyjąć ją kierunkowo i natychmiast ruszyć. Potrafi też grać tyłem do bramki rywala, przyjmować piłkę pod kryciem. Nie potrafi natomiast – przynajmniej na razie – zachować chłodnej głowy w wykańczaniu akcji. Już w pierwszej połowie miał dwie „setki”, ale w obu strzały legionisty bronił – najlepszy pewnie bramkarz Ekstraklasy – Dusan Kuciak. Ale gdyby Niezgoda wszystko wykorzystywał ,to byłby Robertem Lewandowskim. Więc spokojnie…
Bo Niezgoda – niemal w każdym meczu pokazuje – że zasługuje na dawanie mu kolejnych szans. A jego rywalizacja z Sadiku może wyjść Legii tylko na dobre.

Jest zwycięstwo, był doping kibiców na Łazienkowskiej. Ale powiedzenie, że Legia na pewno i trwale wyszła z choroby (albo chorób wielu), byłoby przedwczesne.
Na razie pacjent przestał kasłać. Niedużo? Tak, ale ten pacjent był bliski zejścia. Trzeba się cieszyć nawet z drobnych symptomów rekonwalescencji.
Tak, żeby powoli koncentrować się na piłce i zapomnieć o „nocy plaskaczy”.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

  • vittorio

    Pan Stefański wypełnił zadanie :)

    • zgubek

      Tak bym tego nie nazwał, to po prostu bardzo kiepski sędzia jest.Widział faul, nie widział ręki.To taki sędzia międzynarodowy jest ten pan Stefański.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli