Kun, Kądzior, Świerczok, Wieteska i inni, czyli przeszczepy z pierwszej ligi, które się przyjęły

Autor wpisu: 2 listopada 2017 12:56

Niebawem powołania z polskiej ligi na towarzyskie mecze reprezentacji z Urugwajem i Meksykiem, ale my to zestawienie prezentujemy nie po to, by coś Adamowi Nawałce podpowiadać, bo on takich ściągawek ma pewnie na pęczki. Prezentujemy je, by pokazać, że powiększenie ekstraklasy do 18 zespołów wcale nie musi oznaczać obniżenia jej poziomu, bo w pierwszej lidze występowało i wciąż występuje sporo piłkarzy, dla których gra piętro wyżej to żaden problem.

Te dziesięć – jak ich nazwaliśmy – „przeszczepów” jest tego najlepszym przykładem. A że część z nich znajduje się już w orbicie zainteresowań selekcjonera? Tym lepiej. To kolejny dowód na to, że warto grzebać i szukać na zapleczu ekstraklasy, bo i tam można wyłowić prawdziwe perełki. O nikim z tej dziesiątki nie da się przecież powiedzieć, że trafił (ewentualnie wrócił) do ekstraklasy na kredyt i obniża jej poziom. Wręcz przeciwnie.

1. Damian Kądzior

Damian robi jak na razie największą furorę z tego grona, bo od Nawałki powołanie już dostał – na ostatnie dwa mecze eliminacji MŚ – i teraz ma pełne prawo liczyć na kolejne. On jest w ogóle symbolem tego, co w tej rundzie wyprawia zespół Marcina Brosza, w którym przecież roi się od ekstraklasowych nowicjuszy.
Kądzior – o czym pisaliśmy już nie raz i nie dwa – mógł trafić do ekstraklasy już rok temu zimą, bo mocno zabiegała o niego Pogoń Szczecin, ale po pierwsze pieniądze, jakie wówczas oferowali Portowcy, były śmiesznie niskie, a po drugie Kądzior dał się przekonać prezesowi Wigier Dariuszowi Mazurowi oraz ówczesnemu trenerowi suwalskiego pierwszoligowca Dominikowi Nowakowi, by do końca sezonu został w tym klubie. No i został, udowadniając przy okazji, że zasługuje na miano najlepszego piłkarza pierwszej ligi.
Potem był „circus” z niedoszłym transferem do Cracovii i słynna konferencja Michała Probierza, o czym wszyscy napisali już wszystko, no i przejście do Górnika, co i dla Damiana, i dla zabrzan okazało się strzałem w dziesiątkę. Kądzior w nowym klubie radzi sobie bardzo dobrze  (14 meczów i 4 gole w ekstraklasie plus 4 spotkania i 2 bramki w Pucharze Polski) i – jak zapowiada – na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. A my, doskonale go znając, zapewniamy, że… słowa dotrzyma.
A tak przy okazji można się tylko zastanawiać, jakim „cudem” piłkarz z takim potencjałem i takimi umiejętnościami, na dobre trafił do ekstraklasy dopiero w wieku 25 lat…

2. Jakub Świerczok

Nie brakuje takich, którzy od kilku tygodni „nachalnie wpychają” go Adamowi Nawałce do reprezentacji. „Świerczok ma wszystko – prawa noga, lewa noga, przyspieszenie, siłę. Nawałka mógłby mu dać szansę na listopadowym zgrupowaniu” – to jeden z wielu komentarzy, na jakie można się ostatnio natknąć.
Czy te nawoływania przyniosą jakiś skutek, niebawem się przekonamy. Nie zmienia to faktu, że Świerczok wrócił do ekstraklasy – bo przecież jakiś czas temu w niej grał – z przytupem. Zresztą banicja w pierwszoligowych Tychach, gdzie musiał do końca walczyć o utrzymanie, wyszła mu tylko i wyłącznie na dobre. Wiosnę miał znakomitą – bez jego 13 goli Tychów na pewno nie byłoby dziś na zapleczu ekstraklasy, tak samo jak nie byłoby Świerczoka w Zagłębiu Lubin. I to właśnie pierwsza liga okazała się dla niego najlepszą trampoliną. Do tego stopnia, że chłopak będzie zapewne walczył o koronę króla strzelców (na razie 9 goli – więcej mają tylko Angulo, Robak i Carlitos, a tyle samo Marco Paixao) i kto wie – może również nawet o wyjazd na mundial do Rosji…

 

3. Patryk Kun

Ten 22-letni skrzydłowy to w ekstraklasie kompletny nowicjusz, ale od początku sezonu, a konkretnie od spotkania o Superpuchar przy Łazienkowskiej, prezentuje się jak stary wyga. Zimą możliwość sprowadzenia Patryka, który grał wówczas w Stomilu, sondowała ponoć Jagiellonia. Jeśli tak rzeczywiście było, to na sondowaniu się skończyło, bo Kun dograł sezon w Olsztynie, walnie przyczyniając się do tego, że Stomil obronił pierwszą ligę. Do dorosłej piłki wprowadzał go trener Adam Łopatko, który niedawno opowiadał nam: – Gdy w sezonie 2013/14 wstawiałem Kuna do składu w zespole, który walczył o utrzymanie, wszyscy mówili, że Łopatko zwariował. A wygląda na to, że Łopatko miał rację. Kun gra dziś w ekstraklasowej Arce, przed chwilą występował w europejskich pucharach i naprawdę duża przyszłość przed nim. Jak jest potencjał w młodym chłopaku, to trzeba dać mu szansę. Koniecznie. Niech młody idzie do przodu.
Kun idzie. W tym sezonie 12 meczów w ekstraklasie (10 w wyjściowym składzie), 2 w el. Ligi Europy, 1 w Pucharze Polski i 1 we wspomnianym Superpucharze. Z tego chłopaka też będzie kawał grajka, co do tego nie mamy wątpliwości. Może nawet na miarę reprezentacji…

4. Konrad Michalak

Legionista, który na szansę w Legii musi jeszcze poczekać. Co nie zmienia faktu, że każdy, kto widział go w akcji, nie powinien mieć wątpliwości, że to materiał na piłkarza, który za chwilę powinien radzić sobie nie tylko w Legii, ale i w dobrym klubie na Zachodzie. Na razie trafił do Wisły Płock, z czego trener Nafciarzy Jerzy Brzęczek z pewnością jest bardzo zadowolony.
Poprzednią rundę Michalak spędził w Sosnowcu, a nam wciąż się przypomina, jak zimą ówczesny trener Zagłębia Dariusz Banasik cieszył się, gdy udało mu się wypożyczyć z rezerw Legii tego chłopaka. – Umiejętności ma takie, że spokojnie poradziłby sobie w ekstraklasie. Jestem o tym przekonany. Mimo iż ma dopiero 20 lat, będzie naszym dużym wzmocnieniem. Zobaczycie – mówił nam. I wyszło na to, że miał rację. Zagłębie co prawda awansu do ekstraklasy nie wywalczyło, niemniej Michalak pokazał, że akurat jego miejsce rzeczywiście jest w ekstraklasie. Latem wydawało się, że przebije się do szerokiej kadry pierwszego zespołu Legii i zacznie w niej dostawać szansę, jednak na razie znalazł sobie przystać w Płocku. I w sumie dobrze, bo siedzenie na ławce, nawet jeśli to ławka mistrzów Polski, to dla niego strata czasu. On musi regularnie grać.


5. Mateusz Wieteska

Wciąż trwa dyskusja, czy Legia dobrze zrobiła, sprzedając go Górnikowi, i zdania w tej kwestii są podzielone. Niemniej samemu Wietesce to, że akurat trafił do Zabrza, z pewnością nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie. Mateusz miewa raz na jakiś czas spektakularne potknięcia, co akurat na jego pozycji szybko rzuca się w oczy, niemniej to kolejny facet z potencjałem na zrobienie dużej kariery. I choć ma za sobą epizody w Legii (włącznie z epizodem w dorosłej Lidze Mistrzów), to tak na dobrą sprawę na szerokie wody wypłynął w pierwszej lidze. Poprzednią rundę spędził na wypożyczeniu w Chrobrym Głogów, gdzie… rozbił bank. W cuglach wygrał wszelkiej maści plebiscyty na najlepszego obrońcę pierwszej ligi.
Z czystym sumieniem mogę to potwierdzić: zapowiada się z niego naprawdę kawał piłkarza. Jeszcze jest młodzieżowcem, ale jak na obrońcę już gra bardzo dojrzale. W ogóle ma sporo atutów. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że mieliśmy mnóstwo szczęścia z tym, że do nas trafił. zależało, żeby chłopak przede wszystkim regularnie grał, a umiejętności ma takie, że dałby sobie radę w każdym klubie pierwszej ligi. Widać, że był prowadzony przez bardzo dobrych trenerów i trenował ze świetnymi zawodnikami. Profesjonalizm na boisku, poza boiskiem. Klasa – to laurka, jaką pół roku temu wystawił mu Ireneusz Mamrot, prowadzący wówczas Chrobrego. Można ją było wtedy traktować z przymrużeniem oka. Dziś wiadomo już, że Mamrot miał rację. Tak samo jak Brosz, który właśnie w Wietesce zobaczył następcę sprzedanego do Lubina Bartosza Kopacza.

6. Aleksandyr Kolew

Ten Bułgar to przykład, że z pierwszej ligi da się wyłowić nie tylko wartościowych Polaków. Trafiają się też zasługujący na uwagę obcokrajowcy, choć przyznać trzeba, że w istnym zalewie cudzoziemców, których na zapleczu ekstraklasy nie brakuje, takie perełki to rzadkość. Ale są.
Jakiś czas temu wydawało się, że ekstraklasę podbijać będzie zdecydowanie najlepszy z nich, czyli Petteri Forsell. Tyle że Fin najpierw mocno spuścił z tonu w rundzie wiosennej, a później tak się zapuścił, że Michał Probierz po tym, jak objął Cracovię, nie zdecydował się na pozyskanie byłego pomocnika Miedzi, mimo iż ten był już z Pasami dogadany i nawet z nimi trenował.
Kolew to trochę inny przykład. Gdy zimą trafił do Mielca, wydawało się, że będzie tylko uzupełnieniem drużyny szykującej się do ostrej bitwy o utrzymanie pierwszej ligi. I prawdę mówiąc, wiele się po nim nie spodziewaliśmy, szczególnie biorąc pod uwagę to, że jakiś czas temu szukał roboty w ekstraklasie i został – brzydko mówiąc – spuszczony na drzewo (m.in. we Wrocławiu). A tu spore zaskoczenie. Okazało się, że Stali trafiła się prawdziwa perła. Zdecydowanie najbardziej wartościowy obcokrajowiec spośród tych, którzy zimą trafili do klubów pierwszej ligi. Nic więc dziwnego, że latem znalazł klub w ekstraklasie. – Tak się umówiliśmy, że nie będę mu robił przeszkód. Celem Aleksa od początku pobytu w naszym kraju było trafić do polskiej ekstraklasy. Dostał ofertę z Sandecji, więc długo się nie zastanawiał. Wciąż mamy ze sobą świetny kontakt, do dziś dziękuje mi, że pomogłem mu się odbudować. Wiecie, takich zawodników nie wolno blokować – opowiadał nam latem trener Zbigniew Smółka.
A Kolew w Sandecji radzi sobie całkiem przyzwoicie – 13 meczów, 4 gole. Do tego gol w Pucharze Polski. Nikt w Nowym Sączu z pewnością nie żałuje tego transferu.

7. Damian Rasak

W ubiegłym sezonie był jednym z najlepszych młodzieżowców w pierwszej lidze i wyróżniającym się graczem Miedzi. I choć w Legnicy wciąż miał ważny kontrakt – a tam akurat piłkarzom krzywda się nie dzieje – postanowił skorzystać w oferty Wisły Płock. Cóż, ekstraklasa to ekstraklasa. Trudno mu się więc dziwić. Z Miedzią awansować się nie udało, więc trzeba było uruchomić inną opcję, bo Rasak nie raz i nie dwa powtarzał, że do tej ekstraklasy trafić chce jak najszybciej.
I trafił. W pierwszych sześciu kolejkach grał od początku do końca, potem było trochę gorzej, niemniej chłopak ma potencjał, by spokojnie się w tej ekstraklasie zadomowić. Tym bardziej że wciąż otrzymuje powołania  do młodzieżowej reprezentacji.
I pomyśleć, że swego czasu szukał szczęścia we włoskiej… Serie D (piąty poziom rozgrywkowy)…

8. Alan Czerwiński

Niedawno mocno kuszony przez Wisłę Kraków (szukała następcy Bobana Jovicia), co piłkarzowi, który nigdy nie występował w ekstraklasie, mogło zawrócić w głowie. Zimą był nawet na testach przy Reymonta, które pomyślnie przeszedł. Wystarczyło powiedzieć „tak” i już w poprzednim sezonie grałby w ekstraklasie. Ale on powiedział „nie” i wrócił do Katowic. – Poprzedni rok był dla mnie udany pod względem sportowym. Po zakończonej rundzie musiałem rozważyć, co dalej z moją karierą. Po głębokim namyśle zadecydowałem, że najlepiej, jeśli wypełnię mój kontrakt w GKS-ie i pomogę klubowi w walce o najwyższe cele w pierwszej lidze – stwierdził.
Wtedy liczył zapewne na to, że w czerwcu zamelduje się w tej ekstraklasie razem z GieKSą. Rzeczywistość okazała się jednak mniej pomyślna, co nie zmienia faktu, że Czerwiński i tak udowodnił, że pierwsza liga jest już dla niego za ciasna. Latem przeniósł się piętro wyżej, ale już nie do Krakowa, tylko Lubina.
W Zagłębiu wiedzie mu się podobnie jak Rasakowi w Płocku – początek bardzo dobry, kilka pierwszych kolejek pełne 90 minut (w tym golu w spotkaniu z Lechem), ostatnio jednak wylądował na ławce.

 

9. Aleksander Jagiełło

On już, dawno temu, w ekstraklasie grał i to gdy był jeszcze nieopierzonym juniorem. Potem zaliczył jednak zjazd i ostatnie dwa sezony spędził na prowincji – najpierw w Dolcanie, a po upadku tego klubu w Zniczu. Jednak ci, którzy obserwowali pierwszą ligę w ubiegłym sezonie – a my obserwowaliśmy bacznie – patrząc na to, jak Jagiełło radzi sobie w jednym z najsłabszych zespołów tej ligi (34 mecze, 8 goli), nie mogli mieć wątpliwości, że prędzej czy później do ekstraklasy wróci. Na tle całej pierwszej ligi wyróżniał się nieprzeciętnymi umiejętnościami technicznymi, sprytem i szybkością.
Latem podpisał kontrakt z Piastem i zamiast zjazdu do drugiej ligi, był awans do ekstraklasy. Piast od początku sezonu ma swoje problemy, ale odkąd trenerem został tam Waldemar Fornalik, Jagiełło jest podstawowym piłkarzem.

10. Łukasz Kosakiewicz

Latem dostał od nas propozycję nowego kontraktu. Takiego, na jaki nas stać. Gdyby go przyjął, pewnie byśmy się cieszyli. Ale dostał ofertę z Korony i z niej skorzystał. Chce spróbować sił w ekstraklasie, ma oczywiście prawo – mówił nad dyrektor sportowy Chojniczanki Maciej Chrzanowski. Kosakiewicz był w ubiegłym sezonie jednym z wyróżniających się piłkarzy drużyny, która do końca walczyła o awans, choć  do zmiany klubu ciągnęło go już zimą. Mówiło się o Wiśle Kraków, ewentualnie kierunku niemieckim. Wtedy nic z tego nie wyszło, ale teraz do ekstraklasy trafił. I choć nie jest tam pierwszoplanową postacią, wstydu pierwszej lidze na pewno nie przynosi – wystąpił prawie we wszystkich spotkaniach ligowych, a Legii strzelił piękną, wyrównującą bramkę.

To ci, którzy w ubiegłym sezonie decydowali o obliczu pierwszej ligi, a w tym bez problemu radzą sobie w ekstraklasie. A przecież teraz na zapleczu również nie brakuje piłkarzy, których z powodzeniem już teraz stać by było na grę piętro wyżej – zarówno jeśli chodzi o młodych Polaków (Majecki, Szysz, Tomczyk, Siemaszko, Banaszewski), jak i niezłych obcokrajowców (Vojtuš, Santana, czy Iorga).

Inne artykuły o: Ekstraklasa | I Liga

  • Patryk

    A kurzawa? Warto się nim zainteresować.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli