Kucharczyk: Daję Legii wszystko, bo wiele dla mnie znaczy

Autor wpisu: 27 grudnia 2016 08:30

Michał Kucharczyk jest jednym z tych legionistów, którzy zawsze wśród kibiców wzbudzają wiele emocji i gorących dyskusji. Czasem zagra tak, że wszyscy biją brawa z zachwytu, czasem tak, że klną na czym świat stoi. Ale zawsze jedno jest pewne: „Kuchy” zostawi na boisku całe serducho i kawał zdrowia. Bo, jak sam mówi, Legia znaczy dla niego bardzo wiele.

FUTBOLFEJS.PL: Gdzie w tym roku spędzasz Boże Narodzenie i przerwę w rozgrywkach?
MICHAŁ KUCHARCZYK: Nie tylko w tym roku, ale w każdym, na święta muszę być u rodziców, bo jestem człowiekiem bardzo rodzinnym i nie wyobrażam sobie Wigilii gdzie indziej. Aczkolwiek w pierwszy lub drugi dzień świąt jeździmy do mojej babci i tam się spotykamy z resztą rodziny. W przygotowaniach do świąt raczej nie uczestniczę, no może poza tym, że do mnie zawsze należy wymyślanie prezentów, co ma być dla kogo, no i później pakowanie tych prezentów. A jeszcze kupienie choinki to moja robota, no i jej ubieranie. No to trochę jednak uczestniczę w tych przygotowaniach (śmiech).

A przygotowywanie potraw? Nazwisko Kucharczyk chyba do czegoś zobowiązuje? Czy z Kucharczyk z kuchnią nie ma wiele wspólnego?
Ma, oczywiście że ma. Tyle, że moja rola, to rola… smakosza (śmiech). Tyle mam z potrawami wspólnego, że je zjadam. Kulinaria to domena moich rodziców. Mówi się, że na Wigilię musi być 12 potraw, ale mnie spokojnie wystarczają dwie: barszcz czerwony z uszkami i pierogi z kapustą i grzybami. Jak to zjem, to dla mnie kolacja wigilijna już się może kończyć. To co najlepsze mam już za sobą.

Odpuszczasz sportową dietę w święta? Można sobie trochę pofolgować?
Wiadomo, że jako profesjonaliści nie możemy sobie pozwolić na zbytnie szaleństwa, nawet gdy mamy wolne. Ale też nie można przesadzać w drugą stronę. Nawet sportowiec potrzebuje czasem trochę luzu. Jeżeli przez pół roku uczciwie się pilnujesz, to potrzebujesz też – dla odmiany – trochę odpuścić. Oczywiście w rozsądnych granicach. W święta mamy odpocząć także mentalnie, wyczyścić głowę z tych wszystkich napięć z sezonu. A po świętach jest czas na zrealizowanie tego, co dostajemy na rozpiskach od trenera przygotowania fizycznego. Każdy musi wrócić po przerwie do klubu w pełni przygotowany do pracy. Czekają nas przecież zagraniczne obozy przygotowawcze.

Na mecze Legii przychodzi cała twoja rodzina. Czy jak wracasz do domu to spierasz się z tatą o piłkę, analizujecie twoją grę?
Jak przyjeżdżam do rodziców to od razu mówię, że w domu to ja bym chciał od piłki odpocząć i o niej nie rozmawiać. Wiadomo, że jak pojedziemy do babci to w większym gronie temat piłkarski zawsze się nam nawinie, ale ja od tego trochę uciekam, bo złapanie dystansu od tego co mam na co dzień jest mi bardzo potrzebne.

Bogusław Leśnodorski podsumowuje rok, mówi o transferach i problemach Jodłowca

Mówiłeś także o odpoczynku psychicznym, czy ten sezon zmęczył cię nie tylko fizycznie ale i mentalnie?
No to była trudna runda. Pod każdym względem, także psychicznym. Zaczęliśmy w miarę dobrze, potem w Ekstraklasie było już gorzej, ale robiliśmy kolejne kroki do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Awans był wielkim osiągnięciem, ale nie dal jakiegoś wielkiego kopa psychicznego, bo nie wygraliśmy kolejnego meczu i nadal graliśmy średnio lub słabo. A potem było jeszcze to 0:6 z Borussią… Dopiero przyjście trenera Magiery było dla nas takim pozytywnym impulsem, wyraźnym sygnałem, że możemy grać dobrze. Byliśmy wtedy, jako zespół, w dołku psychicznym. Przyjście nowego trenera oznaczało, że wszyscy zaczynamy nowy etap, od początku. Każdy z czystą kartą. Przyszła najpierw lepsza gra, a potem lepsze wyniki. Wszystko ruszyło, atmosfera się poprawiła, zaczęliśmy grać na dobrym poziomie.

Legia to jest dzisiaj prawdziwa legia cudzoziemska. Grają przy Łazienkowskiej piłkarze z całego świata. Ty jesteś tutejszy, z Mazowsza, chłopak, który tej Legii kibicował od dziecka. Co dla ciebie znaczyło, że ta twoja Legia w końcu awansowała do Ligi Mistrzów?
Jak poprzednim razem Legia grała w Lidze Mistrzów to miałem trzy lata i tamtych czasów w ogóle nie pamiętam. Teraz ten hymn Champions League w fazie grupowej traktuje jakbym go słyszał po raz pierwszy. Odkąd do Legii przyszedłem i zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo, zawsze powtarzałem, że moim celem i marzeniem jest Liga Mistrzów. I to marzenie w końcu się spełniło. A przecież to jest dopiero na końcu tej drogi, bo przecież każdy chłopak z Warszawy i z Mazowsza chce najpierw trafić do Legii, wygrać w jej barwach Ekstraklasę, a dopiero później może marzyć o usłyszeniu hymnu Ligi Mistrzów. Ja tę całą drogę przeszedłem. Najpierw biegałem jako dzieciak po podwórku w koszulce Legii, a jesienią grałem w jej barwach w Lidze Mistrzów. Daję temu klubowi wszystko, bo wiele dla mnie znaczy. Stulecie klubu uczciliśmy godnie: stawiliśmy czoła wielkim drużynom, awansowaliśmy do rundy wiosennej Ligi Europy, a wcześniej zdobyliśmy Puchar Polski, mistrzostwo kraju i awansowaliśmy do fazy grupowej Champions League. To był naprawdę udany rok.

Zatem jesteś królem u siebie w Modlinie? (śmiech)
Nie, nie. Spokojnie. Wciąż jest wokół mnie wiele postaci, które osiągnęły więcej ode mnie.

No ale przecież spotykasz tych chłopaków z podwórka, prawda? Kiedyś wszyscy chcieliście grać w Legii, ale udało się to jedynie tobie.
Czas płynie, ten kontakt z kolegami z podwórka nie jest już tak częsty jak dawniej. Ale jak się spotkamy, czy to przy okazji świąt czy Turnieju Noworocznego w Nowym Dworze, to sobie rozmawiamy. Ale z mojej juniorskiej drużyny Świtu w piłkę gra oprócz mnie już tylko jeden kolega. To środkowy obrońca Karol Drwęcki, który nadal występuje w Świcie Nowy Dwór. Także marzenia sobie, a życie sobie. Nie każdemu było dane zostanie zawodowym piłkarzem.

Wspomniałeś halowy Turniej Noworoczny w Nowym Dworze. Grasz tam od lat, czy w tym roku (5 stycznia o 16.00 – red.) znów tam wystawiasz swoją drużynę?
Tak, oczywiście.

Jak się będzie nazywać? Może „Fatalny team”? (śmiech)
Możemy tak ją nazwać (śmiech). Może też być bardziej rozbudowana nazwa: „Fatalny to ty jesteś”. Ja z tym nie mam problemu. Ale tak poważnie mówiąc, pewnie będzie to coś w rodzaju „Znajomi i przyjaciele Michała Kucharczyka”.

Mówiłeś wiele ciepłych słów o tym, co czujesz do Legii, ale szczerze mówiąc, kilka razy było blisko żebyś tej Ligi Mistrzów na Łazienkowskiej nie doczekał, bo byłeś szykowany do sprzedania. Pewnie dlatego, że twoja kariera to taka sinusoida: raz do góry, raz w dół. Nawet w tym sezonie, jak wychodzisz na boisko, to nie mam pewności czy zagrasz świetny mecz czy kiepski.
To, niestety, prawda. Nie mogę ustabilizować formy na jednym poziomie. Raz jest super, raz jest gorzej. I później znów dobrze, a później znów słabo. Nie wiem z czego to się bierze. Przecież jak bym wiedział to bym ten problem rozwiązał.

GUILHERME: Za sto lat kibice będą wspominać obecną Legię z szacunkiem

A może brakuje ci po prostu pewności siebie, bo masz niesamowitą konkurencję w drugiej linii Legii: Radović, Odjidja, Guilherme. Jak wszyscy trzej są zdrowi i w formie, to ciężko ich posadzić na ławce rezerwowych.
Mimo wszystko nie zamierzam się poddawać. Jestem gotowy do ciężkiej pracy i mam wyznaczone cele, do których dążę. Nawet jeśli muszę walczyć o miejsce w składzie, to Legia ma ze mnie pożytek, bo ci z pierwszej jedenastki czują konkurencję i muszą ciężej pracować na treningach.

Widzę, że już mówisz i myślisz Jackiem Magierą (śmiech).
Może, ale też tak jak trener uważam, że zawodnik, który nie gra w pierwszym składzie jest potrzebny drużynie. On naciska, walczy na zajęciach, pokazuje się trenerowi. Ci z pierwszej jedenastki wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na jakąś słabość czy odpuszczenie w czasie meczu. To dobre dla drużyny, a ona jest najważniejsza.

Znamy twoje atuty: szybkość, walka na boisku, charakter, końskie zdrowie. Pokazujesz to w Legii, ale ona dziś w ofensywie stała się drużyną znakomitą technicznie…
Wirtuozem techniki nie jestem, ale mam zwyczajną technikę użytkową, która pozwala mi wykorzystać moje atuty. Trenerzy powtarzają mi żebym grał najprościej jak potrafię, bo będzie to z korzyścią dla drużyny. Ja mam szarpać na skrzydle, mam rozrywać szyki obronne rywala, ścigać się w pojedynkach biegowych i robić miejsce kolegom. I mam harować zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Taka jest moja rola w Legii. Może te akcje nie są tak widowiskowe i piękne, ale są potrzebne zespołowi.

Wróćmy do meczu ze Sportingiem na Łazienkowskiej. Masz w końcówce sytuację na strzelenie gola na 2:0, ale marnujesz „setkę” i po chwili goście byli bliscy wyrównania. Gdyby tak się stało, chyba by ci kibice nie wybaczyli. To mogło być bardzo kosztowne pudło… Co wtedy myślałeś? Coś w stylu: „jeśli nie wygramy, to chłopaki w szatni urwą mi…”.
Kiedyś tak myślałem. Po niewykorzystanych sytuacjach rozpamiętywałem to, zastanawiałem się, przeżywałem. Dziś zawsze trenerzy powtarzają mi, że nawet jeśli coś się stało, to głowa do góry, wyrzucamy to z pamięci i dalej do pracy. Bo za chwilę może być kolejna sytuacja i ją trzeba będzie wykorzystać. Wtedy, gdy zmarnowałem tę „setkę” ze Sportingiem nie spuściłem głowy, tylko od razu pobiegłem bronić, pomagać w defensywie, żeby przerwać akcję rywala. I to jest pożądana reakcja.

Pojawiły się takie informacje, że trener Jacek Magiera będzie cię sprawdzał w roli lewego obrońcy. Jest coś na rzeczy?
Dla Legii mogę zagrać na każdej pozycji, nawet w bramce.

Ale rozmawiałeś o takim przesunięciu z trenerem Magierą?
Rozmawiałem. Ale o przesunięciu… w inne miejsce boiska. Chodzi o ewentualny powrót na pozycję, na której kiedyś grałem, czyli na dziewiątkę. Przychodziłem przecież do Legii jako napastnik.

Odszedł Nikolić, są oferty na Prijovicia, więc przed tobą pojawia się szansa na przesunięcie się bliżej bramki rywala.
Swoje ambicje zawsze podporządkuje temu, co będzie dobre dla drużyny. To od trenera zależy ocena mojego potencjału i na pewno da mi zadania takie, jakich potrzebuje drużyna. Wiadomo, że dawno nie grałem na dziewiątce, ale np. w meczu z Dundalk wystarczyła mi chwila by stworzyć sobie sytuację i zdobyć gola. Myślę, że jeśli się ogram z powrotem na tej pozycji, to może to wyglądać obiecująco. Muszę dostać trochę zaufania ze strony trenera, który da mi pograć na tej pozycji, pewnie także więcej treningów strzeleckich, na których pracuje się nad wykończeniem akcji. To mógłby być dla mnie nowy etap w Legii.

Zaufanie od trenera dostaliście właściwie wszyscy, bo Magiera nie chciał stawiać autobusu w polu karnym, kazał wam grać w piłkę i z Realem Madryt, i z Borussią, i ze Sportingiem.
To prawda. Trener ma dobre podejście indywidualne do zawodników. Potrafił nas mentalnie odblokować. Przekonał nas, że Ligę Mistrzów mamy jako nagrodę za mistrzostwo i awans, więc tą grą powinniśmy się cieszyć. I dzięki temu udawało nam się grać piłkę z najlepszymi. Niby byliśmy Kopciuszkiem, który grał w Lidze Mistrzów pierwszy raz od 20 lat, a pokazaliśmy wiele efektownych i widowiskowych akcji.

„Weźcie i grajcie w piłkę” – no niby proste, ale jakoś wcześniej trenerzy tak nie stawiali sprawy.
Teraz trener nas do tego przekonał i pokazał na boisku, że to możliwe. Wyniki w Ekstraklasie potwierdziły, że to wykonalne, zrobiła się atmosfera i samo to poszło. Jestem dumny z tego co w tym roku osiągnęliśmy.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    No, no Pan Kuchy – lewym obrońcą. Może pójdzie w ślady najlepszego polskiego lewego obrońcy Zygmunta Anczoka.
    Ten zawodnik, jak przeszedł do Polonii Bytom grał na pozycji prawego łącznika.Kontuzja kolegi z drużyny, wymusiła na trenerze ,że zagrał jako lewy obrońca(był zawodnikiem prawonożnym).I tak już został na tej pozycji do końca kariery.Zdobył złoty medal olimpijski(na mistrzostwa świata w 1974 nie pojechał z powodu kontuzji).Był świetnym obrońcą.Może Kucharczyk pójdzie w jego ślady.Życzę walczakowi z Nowego Dworu by na wiosnę grał w pierwszej jedenastce, nie ważne na jakiej pozycji.Byle grał dobrze. A na bramce to wolę Cierzniaka, niż Kuchego.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli