Krzysztof SACHS: Daliśmy Wiśle kredyt zaufania, bo sytuacja finansowa klubu wcale nie jest taka, by już dziś bić na alarm

Autor wpisu: 20 sierpnia 2016 07:55

Co się dzieje z Wisłą? – Z finansowego punktu widzenia wcale nie jest tak źle, a nawet… lepiej niż było za czasów Tele-Foniki – mówi nam Krzysztof Sachs, przewodniczący Komisji ds. Licencji Klubowych, która w czwartek spotkała się z nowymi władzami Białej Gwiazdy. – Żadne fakty nie wskazują na to, by Wisła była dziś w takim stanie, który powodowałby konieczność bicia na alarm – dodaje Sachs. I szczegółowo tłumaczy dlaczego.

FUTBOLFEJS.PL: Po posiedzeniu Komisji, na którym gościliście m.in. nowych właścicieli Wisły, pojawił się na stronie PZPN komunikat w zasadzie w bardzo spokojnym tonie, że nic złego z klubem się nie dzieje, natomiast zaraz po tym zaczęły pojawiać się inne komunikaty, komentarze i oświadczenia, włącznie z oświadczeniem prezesa Bońka, w którym ten zaniepokojony przyszłością Wisły, namawia krakowskich biznesmenów do odkupienia klubu. Co tam się więc na tym posiedzeniu stało? Wy, jako Komisja ds. Licencji Klubowych, też jesteście aż tak zaniepokojeni?
KRZYSZTOF SACHS: Mamy w tej sprawie dwa światy. Mają one co prawda punkt wspólny, niemniej są to dwa światy. Nasz świat to świat wymogów licencyjnych. Komisja analizuje klub, a nie jego właścicieli. Wymogi licencyjne dotyczą klubu.

Czyli właściciel was nie interesuje?
Interesuje, ale tylko w takim kontekście, czy nie jest posiadaczem dwóch różnych klubów. I w przypadku Wisły na 99,9 procent tego problemu nie ma. Interesuje nas też, czy jest w stanie wspierać finansowo klub, o ile założenia finansowe opierają się na tym, że będzie wspierany właśnie przez właściciela. Poza tym, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, z perspektywy wymogów licencyjnych każdemu wolno mieć klub. Ludziom odpowiedzialnym, nieodpowiedzialnym, poważnym, niepoważnym, uczciwym, nieuczciwym. Każdemu. Nie chciałbym, by słowa te zostały wyrwane z kontekstu i broń Boże nie odnoszą się one do obecnego właściciela Wisły, bo nie wiem i nie chcę wiedzieć, czy pan Meresiński jest przestępcą, czy nie jest, ale w tym kraju nawet przestępcom wolno mieć klub. To nie narusza obecnych wymogów licencyjnych. Jeśli byłaby wola PZPN, żeby nie dopuszczać do takiej sytuacji i na przykład powielić logikę prawa bankowego, które mówi, że osoba karana nie może zasiadać w zarządzie banków, to wtedy należałoby taki zapis umieścić, może nawet wśród przepisów licencyjnych i wówczas my takimi rzeczami byśmy się zajmowali. Tak długo, jak takiego zapisu nie ma, Wisła interesowała nas z innych punktów widzenia.

Największe wydarzenie piłkarskiej jesieni w Polsce:
targi swiat pilki

Jakich?
Po pierwsze, chcieliśmy zrozumieć, jaka jest obecna sytuacja właścicielska klubu i upewnić się, że wiemy, kto jest jego właścicielem i że struktura właścicielska klubu jest klarowna. I tu nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Dokumenty, jakie zostały nam przedstawione, są w tym temacie jasne i przekonujące. Po drugie, interesowało nas, czy zmiany właścicielskie nie pociągną za sobą zmian personalnych, które mogłyby spowodować, że Wisła przestałaby spełniać wymogi licencyjne. I tu także dostaliśmy zapewnienie, że zmian personalnych w klubie, poza oczywiście zmianami w zarządzie, co jest akurat zrozumiałe, nie będzie. Trener pierwszej drużyny, trener drużyny młodzieżowej, lekarz, masażysta, sekretarka itd. – wszystkie te osoby są, nadal pracują, więc nic złego tutaj również się nie dzieje. I trzecia rzecz, najważniejsza, dotyczyła prognozy finansowej. Interesowało nas, czy zmiana właścicielska nie spowoduje pogorszenie się sytuacji finansowej klubu. Na przykład w związku z tym, że wygasł właśnie kontrakt sponsoringowy z Tele-Foniką.

Tak mi się przypomniało, jak niedawno rozmawialiśmy, przy okazji sytuacji Ruchu, również o Wiśle, i mówił pan, że krakowski klub trwa tylko dzięki Tele-Fonice, choć to trwanie to i tak takie finansowe konwulsje.
Zgadza się. Dlatego to było tak ważne. Bo w dotychczasowej prognozie, po wygaśnięciu wspomnianego kontraktu z Tele-Foniką, pojawiła się dziura.

I nowy właściciel przekonał was, że będzie w stanie tę dziurę załatać?
Przedstawił pomysł. Po pierwsze – transfery z klubu. Złożył deklarację, że konkrety pojawią się do zamknięcia okna transferowego, czyli za półtora tygodnia. Po drugie – są podobno prowadzone bardzo zaawansowane rozmowy z nowymi sponsorami i tu też konkrety mają pojawić się stosunkowo szybko. Po trzecie – mają być podjęte działania związane z obniżeniem kosztów, wynikające choćby z tego, że transfery, o których wspomniałem, mają dotyczyć piłkarzy zarabiających najwięcej.

I co wy na to?
Cóż, nie wiemy oczywiście, czy tak się stanie. Natomiast jak każdemu klubowi, tak samo teraz Wiśle, dajemy kredyt zaufania. Tym bardziej że pierwszą weryfikacją tego, co zostało zadeklarowane, będzie 31 sierpnia, kiedy zamknie się okienko transferowe. Zobaczymy wówczas, jak jest z tymi transferami.

Ale jakieś konkretne decyzje po tym wszystkim w stosunku do Wisły podjęliście?
Zaostrzymy… Nie, to nie do końca jest dobre słowo. Zintensyfikujemy nadzór finansowy nad Wisłą. Uzgodniliśmy to z pracownikiem pionu finansowego klubu, który też był na tym spotkaniu, że umawiamy się na comiesięczne monitorowanie wysokości zadłużenia krótkoterminowego i jego struktury. W pewnym sensie Wisła jest teraz w trochę lepszej sytuacji niż jeszcze przed miesiącem, czy dwoma. Bo po wpłynięciu transzy z Ekstraklasy oraz wpłynięciu transzy z Tele-Foniki, bo ta firma rozliczyła się już ze swojego kontraktu z klubem, została spłacona duża część zadłużenia. Podobno piłkarze dostali pensje za czerwiec na bieżąco, a na dziś najdłuższe opóźnienie w zobowiązaniach wynosi 9 dni. W tym zakresie to zadłużenie się spłaszczyło. Jednocześnie wśród zadłużenia krótkoterminowego Wisły było zadłużenie w stosunku do spółek z grupy Tele-Foniki i ono – zdaniem nowych właścicieli – zostało zamrożone. To znaczy Tele-Fonika scedowała to zadłużenie na nowego właściciela, a ten zobowiązał się go nie dochodzić. Krótko mówiąc, Wisła została w pewnym sensie oddłużona. Nie są to jakieś duże kwoty, ale zawsze. Biorąc to wszystko pod uwagę, można powiedzieć, że teoretycznie finanse Wisły wyglądają lepiej niż miesiąc temu.

Co nie znaczy, że te finanse nie mogą się za chwilę pogorszyć.
To prawda. Szczególnie wtedy, kiedy miałaby być kolejna transza wpłaty z Tele-Foniki, a której już – jak wiadomo – nie będzie. Ale dopiero wtedy będziemy mogli zobaczyć, w jakim stanie finansowym jest klub. Do tego czasu właściciele klubu deklarują szereg działań, o których wspomniałem, mających na celu zapewnienie płynności finansowej Wisły. I my bierzemy te deklaracje za dobrą monetę, mówimy „OK, działajcie”, a niebawem zobaczymy, co z tego wyjdzie. W tym więc sensie podczas posiedzenia Komisji nie wydarzyło się absolutnie nic niepokojącego. Nie uzyskaliśmy żadnej informacji, która w jakikolwiek sposób powodowałaby niepokój z perspektywy podręcznika licencyjnego. Na dziś. Natomiast oczywiście będziemy to wszystko kontrolować, tym bardziej że sytuacja w Wiśle, jak widzimy, jest bardzo dynamiczna. Na posiedzeniu Komisji byliśmy jeszcze przekonani, że za transfery odpowiadał będzie pan Marek Citko, a już wieczorem przeczytaliśmy jego oświadczenie, że zrezygnował.

Krótko mówiąc, z finansowego punktu widzenia nie jest na razie z tą Wisłą tak źle?
Oczywiście. Myśmy mieli już do czynienia z kilkoma klubami będącymi w bardzo trudnej sytuacji i muszę powiedzieć, że Wisła dziś na pewno nie jest w takim stanie, i dzięki Bogu daleko jej do tego, w jakim była chociażby Polonia Warszawa, gdy przejął ją nowy właściciel. Ja wiem, że pojawiały się nawet oczekiwania wśród niektórych kibiców, że Wiśle być może nawet zabierze się licencję, bo jej właściciel prawdopodobnie ma sfałszowaną maturę, ale odpowiadam na coś takiego: „Stańmy na ziemi, Komisja Licencyjna nie zajmuje się kłopotami prawnymi właścicieli klubów”.

Wymagaliście jakichś dokumentów od nowych władz Wisły?
Tak i stawili się z nimi. Dostaliśmy komplet dokumentów, które wyjaśniają strukturę właścicielską. Stuprocentowym akcjonariuszem Wisły Kraków jest spółka Projekt-Gmina.PL, w której absolutnie dominującym udziałowcem jest Jakub Meresiński. Na to są dokumenty i to nie budzi żadnych zastrzeżeń. Można oczywiście zadać sobie pytanie, czy to nie jest dziwne, że spółka, która zajmuje się prowadzeniem portalu internetowego, na którym wywieszane są ogłoszenia gmin o sprzedaży nieruchomości, przejęła klub sportowy, ale nie jest to przecież zabronione. Ja rozumiem, że z takiego ludzkiego punktu widzenia szereg rzeczy związanych z Wisłą budzi niepokój, tyle że z perspektywy licencyjnej nie wydarzyło się nic, co zmuszałoby nas do zabrania Wiśle licencji. Tym bardziej że proces licencyjny służy ochronie integralności rozgrywek. Co to oznacza? Jeżeli istnieje ryzyko, że ktoś dopuszczony do rozgrywek może nam te rozgrywki rozpieprzyć, bo ich nie dokończy, to nie należy tego kogoś do tych rozgrywek dopuszczać. Ale jak już rozgrywki ruszyły, to należy robić wszystko, żeby wszyscy te rozgrywki dokończyli. Więc z tego punktu widzenia pomysł zabrania Wiśle licencji jest z definicji złym pomysłem. To jakaś absolutna ostateczność. Jedyne realne działanie, jakie teraz podejmiemy, to uaktywnimy nadzór finansowy nad Wisłą, bo do tej pory był on lekko pasywny. Powiedzmy, że co najmniej w rytmie miesięcznym będziemy monitorować, co się w krakowskim klubie dzieje. I na razie to tyle. Bo obiektywne fakty wskazują na to, że Wisła nie jest dziś w takim stanie, który powodowałby konieczność bicia na alarm. Sytuacja Wisły jako klubu dzisiaj nie różni się w sposób istotny od sytuacji, jaka miała miejsce miesiąc temu. A nawet można byłoby postawić tezę, że jest trochę lepsza. I jeśli jest jakiś problem, to z właścicielami. Tyle że właściciele nie są przedmiotem procesu licencyjnego.

Jeśli deklaracje, które nowi właściciele złożyli, okażą się deklaracjami pustymi, czy Wiśle grozić będą w trakcie sezonu ujemne punkty?
Nie sądzę. Ujemne punkty nakładamy za naruszenie jakichś przepisów, a nie za trudną sytuację finansową. Trudna sytuacja finansowa skutkowała dotychczas albo zakazem transferów albo ograniczeniem wysokości wynagrodzeń. Natomiast ujemne punkty dotychczas zdarzały się za dwie rzeczy. Pierwsza to złamanie ugody, czyli jeśli ktoś umówił się, że mimo iż miał zapłacić do marca, zapłaci do września, to tego wrześniowego terminu ma już nie przekraczać. A jak przekroczył, to dostał taką właśnie karę. Dwa lata temu złamały to Górnik i Wisła. A Wisła w tym momencie ma wszystkie ugody spłacone. Ostatnią ugodą była ugoda z Franciszkiem Smudą, która została ostatecznie spłacona. Drugi powód, dla którego nakładamy ujemne punkty, to słynny już wymóg F.09, czyli to, za co ukarane w minionym sezonie zostały Ruch i Lechia. Chodziło o zobowiązania, które powstały przed 30 czerwca, muszą być uregulowane do końca listopada. Wisła ma jeszcze trochę takich zobowiązań, które powstały do 30 czerwca i które jeszcze nie zostały uregulowane, ale ich łączna kwota jest mniejsza niż listopadowa transza, jaką klub dostanie z Ekstraklasy. Więc musiałaby zrobić jakąś szczególną głupotę, by na takie minusowe punkty sobie zasłużyć.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | PZPN | Wisła Kraków

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli