Krzysztof DOWHAŃ: Wiadomo, że serce bije teraz za Arkiem Malarzem

Autor wpisu: 18 marca 2017 17:27

Przed meczem Lechia – Legia spotkaliśmy się z Krzysztofem Dowhaniem, trenerem bramkarzy Legii. Człowiekiem, o którym się mówi, że potrafiłby nauczyć fruwać w bramce nawet worek ziemniaków. Spotkaliśmy się przede wszystkim po to, żeby porozmawiać o Arkadiuszu Malarzu i Dušanie Kuciaku – bramkarzach, którzy jeszcze niedawno rywalizowali o bluzę z numerem 1 w Legii, a w niedzielę staną naprzeciwko siebie.

Pytamy między innymi o bramkę puszczoną przez Malarza w Amsterdamie. Ale rozmawiamy nie tylko o Malarzu i Kuciaku. Jest też o Arturze Borucu, który zdecydował się odejść na reprezentacyjną emeryturę, o Wojciechu Szczęsnym i Radku Majeckim, który podobno ma taki sam talent, ale lepsze warunki fizyczne niż Wojtek. Prosimy też o wyjaśnienie, dlaczego trener Dowhań odrzucił kiedyś propozycję z Arsenalu i czy dostał kolejną. Zapraszamy do lektury!

FUTBOLFEJS.PL: Chciałbym wejść w pana głowę i dowiedzieć się, co pan myśli i czuje przed takim meczem jak Lechia – Legia, gdy naprzeciwko siebie stanąć mają Dušan Kuciak i Arkadiusz Malarz, czyli bramkarze, których niedawno trenował pan w Legii.
KRZYSZTOF DOWHAŃ: Najpierw obejrzę mecz ligi angielskiej Bournemouth – Swansea, czyli rywalizację Artura Boruca z Łukaszem Fabiańskim. To jest też wydarzenie. A co do niedzielnego spotkania, jestem w tym miejscu, w którym jestem, pamiętam, co Dušan zrobił dla Legii, przez 4,5 roku fajnie nam się współpracowało, ale teraz jest po drugiej stronie. I wiadomo, że serce będzie biło za Arkiem.

Zgodzi się pan, że Kuciak bardzo dobrze wyglądał w dotychczasowych spotkaniach w Lechii?
Gdyby nie jego postawa, to Lechia miałaby już pozamiatane, mówiąc kolokwialnie.

I jest to zaskakujące, bo przez rok w Anglii zagrał jeden mecz. Był pan z nim w kontakcie przez ten czas?
Cały czas. I Dušan miał inne oczekiwania, i ja też liczyłem, że jest na tyle dobrym bramkarzem, że da sobie radę i powalczy. Ale od początku w rozmowach z nim wyczuwałem, że stoi na straconej pozycji. Że nie jest tak, że wszyscy w drużynie mają równe szanse. Nie wiem, czym to było spowodowane. Nie mówił tego wprost, ale czułem, że coś jest nie tak. Dziwne, bo nie jest to przypadkowy zawodnik, ale takie jest życie.

Dušan Kuciak – oj boli ta Anglia, boli… A teraz trzeba zabrać tytuł Legii

Wcześniej podobny los spotkał Jana Muchę.
W jego przypadku wyglądało to trochę inaczej, bo w Evertonie numerem 1 był wtedy Tim Howard, uznana marka w Premier League. Jano mógł liczyć tylko na jakiś sprzyjający zbieg okoliczności, bo wiadomo, że bramkarzy tak często się nie zmienia.

Przy szczęśliwym zbiegu okoliczności bramkarze Dowhania obstawiliby pół Premier League.
Nie aż tak, ale trochę się ich nazbierało. Ale ja zawsze powtarzam, że to ich zasługa.

Mówi się, że Dowhań jest w stanie nauczyć fruwać w bramce nawet worek ziemniaków. Jak pan to robi?
Eee, tam… Ja zawsze powtarzam, że to jest zasługa chłopaków, ich podejścia. Ja nikogo nie zmuszam do pracy. Trzeba zacząć od tego, że mam szczęście trafiać na takich bramkarzy.

Ale to pan ich wybiera.
I czasami się pomylę. Ale zazwyczaj miałem zawodników, którzy chcieli pracować. Ja mam coś do zaproponowania, jeśli piłkarze to przyjmują, to wtedy pojawia się nić porozumienia. Nie będę przecież na nikogo krzyczał i zmuszał do pracy. Fajne jest to, jak bramkarze w Legii od siebie się uczą, zwłaszcza ci młodzi od starszych. Czasem w ogóle nie ingeruję, tylko na treningu stoję z boku i słucham, jak jeden drugiemu podpowiada. Jeśli młody bramkarz chce, to jest dla niego najlepsza nauka. Chociaż zdarzali się tacy, o których Dušan mówił: „Z nim nie chcę pracować, bo on psuje trening”. Ale to dobrze świadczyło o Dušanie czy Arku, że chcą pracować na najwyższych obrotach. Oni nie złościli się, gdy jakiś młody bramkarz chciał wykonać ćwiczenie, ale nie umiał, oni nie akceptowali tego, gdy się nie przykładał.

W jednym z wywiadów powiedział pan o Radku Majeckim, obecnie trzecim bramkarzu Legii, że to bardzo plastyczny materiał…
Mam nadzieję, że jak to powiem, to nie zwariuje, ale uważam, że jest to talent na miarę Wojtka Szczęsnego. A nawet uważam, że w pewnych elementach wygląda lepiej niż Wojtek w mniej więcej jego wieku.

W jakich elementach?
Na przykład jest silniejszy fizycznie. Wojtek był raczej wątły. Obaj równie szybko się uczą. Wojtek był wzorem, pokazaliśmy mu jakieś ćwiczenie, a on po jednej-dwóch powtórkach już to umiał. Podobnie jest z Radkiem. Atutem obu jest mocna głowa.

Wojtka głowa nie jest czasem aż za mocna?
Może czasami. Słyszeliśmy o jego nieporozumieniach z Arsenem Wengerem w Arsenalu, przez które Wojtek musiał odejść. Myślę, że tutaj zdecydowała ta gorąca głowa. Radek jest trochę spokojniejszy.

Zeszliśmy na Majeckiego i Szczęsnego, ale ja chciałem zapytać o to, jak plastycznym materiałem jest Arek Malarz. Dostał go pan do obróbki, gdy chłop miał już 35 lat. Co można zrobić z tak ukształtowanym zawodnikiem?
Pewnych rzeczy nie da się już zmienić, na przykład techniki chwytu czy wstawania. Błędem byłoby, gdybyśmy chcieli go zmieniać w tych elementach. Można pracować nad motoryką podczas okresu przygotowawczego, w sezonie nad podtrzymywaniem tego, co się wypracuje. W technice nie ma już co grzebać. Trzeba też pracować nad psychiką, koordynacją, szybkością. Arek jest w tej pracy bardzo sumienny, jest wzorem profesjonalisty – na treningu, poza treningiem. Ostatnio świat się zachwycał interwencją Jana Oblaka. Gdyby ktoś mu nie stworzył takiej sytuacji podczas treningu, to nie widziałby, jak się zachować podczas meczu. O to też w tej pracy chodzi.

Dużo pracy było nad Arka głową?
Nie. Arek pokazał w meczach w Lidze Mistrzów, że jest mocny. Raz został wybrany do jedenastki kolejki, był w czołówce bramkarzy pod względem liczby obronionych strzałów. Silną psychikę w Legii pokazywał zresztą od początku. Gdy odszedł Kuciak, miał duży udział w obu tytułach: mistrzostwie, Pucharze Polski. Pamiętamy, jak się zachował w finale na Stadionie Narodowym, gdy poleciały race i groziło przerwanie meczu. Zachował spokój, co jest świetnym dowodem na to, jaki jest mocny.

Gdy przychodził do Legii, był skazany na bycie rezerwowym Kuciaka?
Arek w codziennych rozmowach zawsze podkreślał, że on przyszedł tutaj grać. To mnie bardzo cieszyło, bo to jest właściwa postawa. Gorzej by było, gdyby zadowolił się rolą rezerwowego. Było mu trudno, bo wiadomo, jak mocną pozycję miał wtedy Dušan. Cieszy mnie to, że po odejściu Kuciaka wskoczył do bramki i jest naprawdę mocnym punktem drużyny.

Był pan spokojny, że jako numer 1 da sobie radę? Do dziś nie brakuje opinii, że to świetny numer 2.
To było widać w treningach i w meczach, w których grał. Zdarzyła mu się czerwona kartka w meczu z Lechem, ale takie rzeczy przytrafiają się każdemu. Ogólnie szybko potwierdził, że podjęliśmy słuszną decyzję, stawiając na niego.

Teraz w sytuacji Arka z czasów Kuciaka w Legii jest Radosław Cierzniak.
To bardzo pozytywna postać, świetnie wyszkolony bramkarz. Gdybyśmy chcieli patrzeć przez pryzmat meczu w Dortmundzie (porażka 4:8 – red.) – 80 tysięcy widzów, Liga Mistrzów. To był dla niego pierwszy w karierze mecz o taką stawkę. Poza tym nie wszystkie bramki było jego.

A ile?
Najbardziej ta trzecia, gdy piąstkował. Dla mnie pocieszające było to, co powiedział mi po tym spotkaniu: że gdyby miał zagrać w kolejnym takim meczu, to by chciał zagrać. Przyjąłem osiem, trudno, chcę grać dalej. To świadczy o tym, że ma swój cel. Na treningach pracuje tak, żeby nam pokazać, że zasługuje na bycie numerem 1. Na razie jest taka, a nie inna hierarchia i trudno to burzyć.

Rozumiem, że jest pan zwolennikiem teorii, że tej hierarchii nie burzy się po jednym błędzie?
Wychodzę z założenia, że skoro ustaliliśmy jakąś hierarchię – mówię my, bo decydujemy z całym sztabem szkoleniowym – to nie ma sensu wywracać tego do góry nogami z byle powodu. Oczywiście w przypadku obniżki formy tego pierwszego, daje się jakiś czas pograć drugiemu, żeby pierwszy odzyskał równowagę. Mieliśmy taką sytuację za czasów Darka Wdowczyka. Po mistrzowskim sezonie Łukasz Fabiański niby nie popełniał błędów, ale przegrywaliśmy mecze. Wpuściliśmy Janka Muchę, zagrał pięć świetnych meczów, ale potem wrócił Łukasz i znów bronił na swoim poziomie. Czasami tak się robi. Pojedyncze błędy na tej pozycji zdarzają się wszystkim, nawet w tych największych klubach.

Malarz spalony na stosie. A że saga Legii w Europie to jego saga? Kto by się przejmował…

Skoro mówimy o błędach – Arek mógł się lepiej zachować przy puszczonym golu w meczu z Ajaksem?
Mógł zachować się inaczej, ale po analizie tej sytuacji wiem, na czym polegał problem. Po prostu Arek nastawił się, że rywal odda silny strzał, na to się szykował. I gdyby tak uderzył, to byłyby większe szanse, że Arek to obroni inaczej. Tymczasem piłka prześlizgnęła się strzelającemu po nodze i w ułamku sekundy bramkarz musi się przestawić na inną interwencję. Co więcej, piłka się kręciła, a po odbiciu wpadła kolejnemu piłkarzowi Ajaksu pod nogi. Można się zastanawiać, czy nie trzeba było jej łapać. W telewizji widać, że wolno leci, ale bramkarz ma ułamek sekundy na podjęcie nowej decyzji, na przestawienie się na inną reakcję. Pamiętamy sytuację z pierwszego meczu, gdy po Arka interwencji piłka przeszła za linię, ale jego reakcja na tak silny strzał z bliska była świetna. Za tę bramkę z Amsterdamu tak definitywnie ja bym go nie winił.

Wracając do Dušana, zauważył pan, że oprócz tego, że dobrze broni, to na razie jest pobłażliwy dla kolegów z drużyny, którzy dopuszczają rywali do strzałów? W Legii trudno mu było trzymać nerwy na wodzy.
Dušan ma taki charakter – jest spokojny poza boiskiem, a na boisku jest bardzo ekspresyjny. I nie jest to żadna poza. Wynika to z tego, że on chce być do bólu profi. Chciałby, żeby wszyscy grali na najwyższym poziomie. Tłumaczyłem mu: „Każdemu może się zdarzyć gorszy moment i nie musimy reagować w ten sposób”. A on odpowiadał: „Trenerze, nie mam pretensji, że zrobił błąd, tylko nie zdążył wrócić, albo mu się nie chciało wrócić”. Ale i tak pod koniec w Legii troszkę się uspokoił. Rozumiał to, że nie powinien tak robić, ale taki ma charakter i czasem go puszczało.

W Lechii bardziej się pilnuje?
Widać, że spokorniał. Bo życie uczy pokory. Jeśli przyjrzymy się największym bramkarzom, to oni zazwyczaj są spokojni. Taki Iker Casillas – nie pamiętam, żeby kiedyś spiął się z jakimś obrońcą. Raczej chciał pokazać, że jeśli się ktoś pomylił, to on potrafił naprawić błąd. Ludzie są różni.

Legia w ogóle nie rozważała jego powrotu?
Chcielibyśmy mieć najlepszych bramkarzy, ale jest Arek Malarz, są Radek Cierzniak i Radek Majecki. Z Dušanem byłoby za dużo tych bardzo dobrych bramkarzy.

Rozmawiał pan z nim przed tym meczem?
Nie, na razie nie rozmawiamy. Wiadomo, że nie będę mu życzył słabej gry, chciałbym wygrać, ale żeby to się odbyło normalnie.

Z innej beczki – decyzja Artura o zakończeniu reprezentacyjnej kariery zaskoczyła pana?
Nie. Widocznie uznał, że wystarczy. Gdyby był pierwszym bramkarzem, to pewnie mógłby grać dalej, bo zdrowia i umiejętności mu nie brakuje, co pokazuje w Bournemouth.

Boruc skończył czy został skończony

Różnicę między Fabiańskim, Szczęsnym i Borucem to chyba możemy mierzyć długością paznokcia?
Tak, te różnice są minimalne, mieliśmy kłopot bogactwa. Na któregokolwiek z nich nie postawić, to nie byłoby pomyłki.

Jego powrót do Legii jest realny?
Z Legii wyszedł w wielki świat, fajnie by było, gdyby na koniec kariery do Legii wrócił. Myślę, że mógłby jeszcze sporo dać klubowi.

Arek by ustąpił miejsca?
Nie byłoby to takie proste. Arek swoją pracą zasłużył na to, gdzie dziś jest.

Nie mogę nie zapytać pana o propozycję z Arsenalu, którą pan swojego czasu dostał, mniej więcej 10 lat temu. Czy kiedyś pojawiła się kolejna taka oferta?
Nie, już potem nie. Gdybym dostał ją pod koniec sezonu, to co innego, ale nie w trakcie. Praktycznie z dnia na dzień trzeba by było się spakować. Miałem kilka dni na podjęcie decyzji. Propozycja przyszła wiosną, bo akurat kogoś wtedy potrzebowali w akademii. Nie było mowy, że zaczynamy współpracę na przykład od czerwca.

Ale przez te kilka dni pan się zastanawiał? Miał pan dylemat?
Oczywiście, że się zastanawiałem, bo była to dla mnie szansa. Nie znam trenera, który nie chciałby pracować w klubie z Premier League. Propozycja dotyczyła co prawda pracy w akademii, ale być może istniała szansa przeskoczenia wyżej. Pomijając finanse, akademia a Premier League to inny prestiż. Pewnie, że chciałbym pracować w Premier League, gdybym dostał taką propozycję. Gdybym się zdecydował na akademię, to potraktowałbym to jako szansę, by się zaprezentować i być może awansować. Ale było, minęło.

Rozmawiał Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli