Król Nemanja Nikolić pożegnał się z przytupem. Po królewsku

Autor wpisu: 18 grudnia 2016 20:02

W normalnych warunkach najważniejszym wydarzeniem meczu Legia – Górnik Łęczna byłby powrót Franciszka Smudy na Łazienkowską. Ale akurat w niedzielny wieczór sentymenty związane z byłym selekcjonerem musiały ustąpić pożegnaniu Nemanji Nikolicia. Piłkarza, który dla Legii strzelił ponad pół setki goli (dokładnie 55). Ostatniego w niedzielę o godzinie 19.33. Pożegnała go owacja na stojąco. Całkiem zasłużona.

Ten sezon „Niko” ma słabszy, ale jego zasług w sukcesach Legii nikt nie podważa. Serbskiego Węgra pożegnano na Łazienkowskiej ze wszystkimi honorami. A on sam powiedział „do widzenia” w taki sposób, jaki najlepiej lubią kibice – pakując trzy gole rywalom.

Odejście Nikolicia kończy pewną epokę na Legii. W pewnym momencie wydawało się, że to będzie dla stołecznego klubu „napadzior” na lata. W swoim pierwszym sezonie Nikolić strzelał seriami i niemal bez przerwy. Choć już wtedy pewien niepokój budził fakt, że już w meczach Ligi Europejskiej – czyli z bardziej wymagającymi rywalami – tak dobrze mu nie szło. Skuteczność Nikolicia nie mogła pozostać niezauważona. Zimą i latem przychodziły kolejne oferty (z Chin, Niemiec, USA), ale reprezentant Węgier postanowił pozostać na Łazienkowskiej. Latem tę decyzję ułatwił mu awans Legii do Ligi Mistrzów. Nikolić jednak – wbrew swoim oczekiwaniom – w Champions League sobie nie pograł. Przegrał wyraźnie rywalizację z Aleksandarem Prijoviciem, który jest napastnikiem o innej charakterystyce, ale piłkarsko jest bardziej kompletny i bardziej przydatny drużynie takiej jak Legia, która gra futbol techniczny, kombinacyjny, często w ataku pozycyjnym.
A że Nikolić ma większe ambicje niż wchodzenie na końcówki meczów za „Prijo”, to ławka w Legii zaczęła go uwierać nie do wytrzymania. Postanowił szukać nowego klubu, a Legia zdecydowała, że nie będzie go zatrzymywać za wszelką cenę.
Wypada życzyć szerokiej drogi i powodzenia. I zachować w życzliwej pamięci. Bo za skuteczność Nikoliciowi należy się niekłamany podziw i czapki z głów. Swój zmysł do strzelania goli pokazał w niedzielę, szczególnie przy trzeciej bramce, gdy popatrzył jak jest ustawiony bramkarz i kopnął piłkę tuż przy słupku. Klasa.

Czy Legia potrzebuje kupić tej zimy następcę Nikolicia? Niekoniecznie. W drużynie jest tylu kreatywnych pomocników, że trudno ich wszystkich w drugiej linii pomieścić na boisku. Przesunięcie któregoś z nich do ataku (Radović, Hämäläinen, Kucharczyk) jest wielce prawdopodobne. Choć oczywiście podstawowym wariantem będzie ten w ataku z Prijoviciem.
Vadis Odjidja-Ofoe i Miro Radović to są tacy piłkarze, na których przychodzi się na stadion. Chwilami grają, jakby występowali w koszykarskim „cyrku” Harlem Globetrotters – bawią się rywalami. Ich przewaga techniczna i pewność siebie są tak wielkie, że w Ekstraklasie spokojnie mogą pozwolić sobie na robienie show. W pierwszej połowie, w jednej i tej samej akcji, najpierw Radović zagrał piłkę nogą, na której stał, a po chwili – jakby podejmując to wyzwanie – tak samo zagrał Odjidja. Na Łazienkowskiej rozległy się brawa. Po to się przecież gra w piłkę, futbol ma ludzi przede wszystkim cieszyć.
„Rado” jeszcze w drugiej połowie popisał się efektownym zagraniem piętką do młodego Sebastiana Szymańskiego i zrobił to tak widowiskowo, że po trybunach przeszedł szmer podziwu i głośne: „uuuuuh!”.
Obecność na boisku Szymańskiego to znak firmowy trenera Jacka Magiery, który w ten sposób mobilizuje i motywuje do pracy młodych zawodników z drugiej drużyny. Mądra, pro-klubowa filozofia.

W cieniu głośnego pożegnania Nikolicia być może z Legią pożegnał się także Bartosz Bereszyński. Klub ma na niego dobre oferty, a i on sam jest nastawiony na transfer. „Bereś” też w końcówce mógł się pożegnać golem, ale piłka po jego strzale minimalnie minęła słupek.
W niedzielę z dobrej strony pokazał się Gruzin Waleri Kazaiszwili. Jego też – tak jak Nikolicia – trochę uwierała ostatnio ławka, ale dostaje teraz od Magiery coraz więcej minut i widać, że nie jest to inwestycja chybiona.

A Górnik Łęczna? Piłkarze Smudy od razu na początku popełnili grzech ciężki – wystraszyli się Legii, cofnęli się pod swoją bramkę, i pozwoli gospodarzom grać. Na karę nie musieli długo czekać – całe 5 minut. I dopiero strata gola na chwilę odblokowała gości. Na chwilę. bo potem padł drugi gol, a potem rządziła tylko Legia. 5:0 wygrała na dużym luzie.

  • ursynów

    No i do lutego będzie smętnie dla kibica piłkarskiego.Emocji nie dadzą mu skoki Stocha, czy Kota.Trzeba jakoś sobie radzić.Legia to jest Legia.To nie królowie Podlasia.Cztery punkty to dużo i jednocześnie niewiele do odrobienia.Wierzę ,że na wiosnę będzie git. Szkoda Nikolica, pewnie mogą odejść i inni. Ale wierzę, że Legia na wiosnę będzie silniejsza,a Rado i Dzidzia(Ofoe) będą błyszczeć.i doprowadzą Legię do kolejnego majstra.Legia na nasze warunki to potężny klub.Ma fajnego trenera, piękny stadion, pieniądze.Kibiców wiernych też, ale boję się ,że przez nich znowu może być jakiś obciach i kara.
    Redaktor Budka w swoim artykule postawił pytanie – I co ty teraz zrobisz z tym liderem Jago?
    A no Jagoś nie rokuję żubrom z Podlasia zdobytego mistrzostwa. Cernych to nie Prijo, Wasiliew to jest nie ta półka co Rado, a reszta-reszta jest milczeniem.
    I tylko szkoda Nikolica.Ponoć nie ma ludzi niezastąpionych,zobaczymy.Damy radę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli