To już najwyższy czas, by o Legię zacząć się bać. Sam Nagy meczu jej nie wygra. A Górnik? Powrót smoka!

Autor wpisu: 15 lipca 2017 22:58

Jeśli ktoś myślał, że porażka Legii o Superpuchar z Arką (po karnych, ale jednak) to tylko wypadek przy pracy, już wie, że to nieprawda. Legia została w blokach startowych i mentalnie chyba jeszcze w poprzednim sezonie. Natychmiastowa pobudka konieczna, bo inaczej to będą w Warszawie bardzo smutne wakacje. Górnik zaliczył w ekstraklasie powrót smoka – jak najbardziej zasłużone 3:1 z mistrzem Polski!

Kto ma w tej Legii grać? Dobre pytanie, bo niewielu tych, o których da się powiedzieć, że są w formie godnej gry w drużynie mistrzów Polski. Wyjątkiem na pewno Nagy. Młody Węgier ciągnie zespół Magiery od początku sezonu i pod nieobecność Vadisa i Radovicia wydaje się tym, który będzie miał w ofensywie najwięcej do powiedzenia. Szkoda, że nie miał należytego wsparcia w partnerach, bo sam meczu Legii nie wygra.

Guilherme? Jak w piosence Bajmu „Pojawiam się i znikam”… Z przewagą niestety na „znikam”.
Szwoch? Fajny chłopak, ale na razie to wciąż nie jest poziom godny gry w takim zespole jak Legia. Ma umiejętności, to pewne, ale gra zbyt delikatnie, wystarczy mu się postawić, przepchnąć go, przestawić, i Szwocha nie ma. Mateusz musi popatrzeć, jak w takich sytuacjach radzi sobie Nagy – piłkarz o bardzo zbliżonych warunkach fizycznych. Węgier nie odpuści nikomu. Szwoch – prawie każdemu. Taka to na razie między nimi największa różnica.
Hämäläinen? Katastrofa. Fin chyba już zgłupiał co do tego, jaką rolę ma w tej Legii odgrywać. Ofensywnego pomocnika? Cofniętego napastnika? Skrzydłowego? A może tego grającego na szpicy? Najgorsze jest to, że w żadnej nie jest w stanie się odnaleźć. Chima Chukwu i Kucharczyk wciąż dochodzą do zdrowia (Kuchy zaczął już grać w rezerwach), Niezgoda jest przemęczony i potrzebuje odpoczynku, a Sadiku dopiero co podpisał kontrakt, więc padło na to, że to właśnie Hämäläinen zacznie na szpicy. Pożytek był z niego żaden, szczególnie biorąc pod uwagę to, że zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje. Sadiku już w pierwszej swojej akcji w barwach Legii (gol na 1:3) zrobił więcej, niż Fin przez cały mecz. Albańczyk to może być transferowy strzał w dziesiątkę i tego Legii z całego serca życzymy.

Słabo wygląda też środek pola. O ile jeszcze Moulin w miarę przyzwoicie, o tyle Kopczyński jest kompletnie bez formy. Nie wiemy, czy to taki jednorazowy słabszy występ (bo i z Arką, i z Mariehamn było nieźle), czy to jednak zapowiedź czegoś poważniejszego. Tak czy inaczej dobrze, że jest Mączyński, bo to na pewno piłkarz z jeszcze wyższej półki. Tyle że jak zwykle w takich przypadkach słyszymy „potrzebuje czasu”. Ale tu – jak widać – czasu nie ma.

Środek pola to problem, ale obrona to w Zabrzu była czarna rozpacz. Widzieliście pogoń Jędrzejczyka za Angulo przy drugiej bramce? Dośrodkowania Brozia? Kompletne niezrozumienie Jędrzejczyka z Dąbrowskim w kilku akcjach, po których natychmiast śmierdziało stratą gola? Patrząc na to wszystko, człowiek zastanawia się, po kiego tak lekką ręką Legia oddała Wieteskę? I to do Górnika (a ten Wieteska zrobił kapitalną robotę przy golu na 1:0). Naprawdę w Warszawie tak bogato z wysokiej klasy defensorami? Może i tak, tyle że zupełnie tego nie widać.
Pisaliśmy już tutaj, że Legia jest niepokojąco naga i na sezon 2017/18 budowana zbyt wolno i zbyt późno. Można zaklinać rzeczywistość, ale po co? Mecz z Górnikiem pokazał, że tutaj absolutnie potrzeba świeżej krwi. W każdej formacji.

A Górnik? Rewelacyjny mecz. Szczególnie biorąc pod uwagę to, co rzucił – trochę nietaktownie – Filip Surma w przerwie spotkania: „Aż dziewięciu z was jest anonimowych…” Może dla niego, bo akurat my Górnika mamy dość dobrze „rozpracowanego” (lepiej niż… Legia). O drużynie Brosza pisaliśmy dużo w ubiegłym sezonie, gdy w niesamowitych okolicznościach wywalczyła awans do ekstraklasy, i od tamtej pory przecież ten zespół praktycznie się nie zmienił. Doszli tylko Wieteska, Kądzior i Koj. Transfery jak najbardziej przemyślane – co było doskonale widać już na inaugurację ekstraklasy.
Pomysł, determinacja, ambicja, nieustępliwość, skuteczność – wszystko było dziś po stronie Górnika. Kolejny raz słowa uznania dla Marcina Brosza za to, jak kapitalnie radzi sobie z tą młodą grupą chłopaków. I dla działaczy z Zabrza, że po awansie nie świrowali, tylko postanowili zaufać tym chłopakom, którzy wywalczyli awans. Uznano, że ten młody zespół jest OK, wywalczył awans, więc zasługuje na to, by pokazać, co potrafi również w ekstraklasie. I potrafi naprawdę niemało. Brawo!

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Górnik Zabrze | Legia Warszawa

  • Zbigniew Luśnia

    legia jeszcze w zimowym letargu,niektórzy dalej na wakacjach w Serbii ,druzyna na poziomie ruchu bo tam się wzmacnia,trener jakby zaskoczony ze z poziomem ruchu przegrywa w lidze chyba zapomniał ze jest to poziom 1 ligi

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli