Jozak vs. Owen, czyli pierwszy taki pojedynek doktorów

Autor wpisu: 14 października 2017 23:33

Jakoś trudno zauważyć, by Lotto Ekstraklasa była na drodze radykalnego postępu. Skoro brakuje jakości piłkarskiej, niech gwarantem widowiska i sukcesów staną się tytuły naukowe – asumpt do takiego spojrzenia na sprawę dały ostatnio i Legia, i Lechia oddając kwestie leczenia swych dolegliwości w ręce zagranicznych doktorów.

Obaj mają trochę podobną historię. Jak mówi Owen: – Dobrzy piłkarze grają, słabi się uczą. Owen i Jozak mało grali, a wiele się uczyli, są w swoich kręgach kulturowych (Owen – piłka walijsko-szkocka; Jozak – chorwacka) cenionymi teoretykami, choć akurat u Jozaka z tym „cenieniem” bywa różnie, bo ma też spory – jak to się mawia – elektorat negatywny. Obaj nie mają żadnych osiągnięć w samodzielnej pracy z piłkarzami, za to tytuły doktorskie.

Owen jest w o tyle lepszej sytuacji, że Lechię zna, bo przecież asystował Piotrowi Nowakowi od końca czerwca. W roli człowieka odpowiedzialnego za przygotowanie motoryczne, fizyczne – zgodnie ze swoim wykształceniem. Pomińmy kwestię, że to akurat na Nowaka spadły słowa krytyki za niedostatki właśnie na tym polu, co niektórzy próbowali wykazywać gdańszczanom.
O tyle ma zaś gorszej, że jako ten „pierwszy” za wiele się z nią nie napracował. Wygrał, owszem, mecz z Zagłębiem Lubin (szczęśliwie 1:0, ale trzem punktom w zęby się nie zagląda) i… z Gdańska wyjechał. No tak. Bo oprócz tego, że pracuje z Lechią Gdańsk, pracuje też wciąż z reprezentacją Walii, z którą był na EURO 2016. A teraz w roli asystenta Chrisa Colemana musiał przygotować reprezentację do meczów eliminacji MŚ 2018 z Gruzją i Irlandią.

To rzecz może nie pionierska, no ale w sumie rzadko spotykana na poziomie lig europejskich. Przynajmniej tych, które usiłują spoglądać wyżej niż niżej. No i taki trochę eksperyment w eksperymencie, rzec można.
Piotr Nowak na miejscu, w gabinetach dyrektorskich, Owen w kursie między Tbilisi a Cardiff, a Lechię do meczu z mistrzami Polski przygotowywali asystenci, analitycy i fizjoterapeuci, z którymi Owen był „w kontakcie”. – Wszystko mieli rozpisane i ustawione, no i zdawali mi meldunki, jak realizowane są zadania – jak zapewnia Owen. Wyobrażacie sobie na przykład Bogdana Zająca, który rzuca do Adama Nawałki: – Trenerze, chwileczkę z tymi pachołkami, bo tu mnie właśnie z klubu pytają, czy dobrze zrozumieli moją rozpiskę… ?
Sam Owen z Cardiff zresztą nie wraca z uśmiechem na ustach, bo Walijczycy stracili szansę na baraże przegrywając u siebie z Irlandią 0:1. Może gdzieś zabrakło koncentracji…

Jozak Legię dopiero poznaje, a efektem tego poznawania na razie jest jedna wygrana w trzech meczach i dwie porażki (w lidze), co – jak mu wyliczono – jest najgorszym bilansem otwarcia nowego trenera na Łazienkowskiej od 20 lat.
Kurs poznawania został gwałtownie przyspieszony przez nocne zdarzenia pod stadionem. W obie strony, zresztą. To znaczy drużyna też się wiele przez kilka dość gwałtownych godzin – w Poznaniu i na Łazienkowskiej – o Jozaku nauczyła.
Efektem nauki Chorwata jest na razie zmiana retoryki. Już nie jak po Lechu „dziewczynki”, a „wspaniali piłkarze, którzy kochają klub”.

Jozaka i Owena różni za to rzecz zasadnicza. Oczekiwania właścicieli. Ten polski – Legii, oczekuje oczywiście planu długofalowego, ale jednocześnie jednak tytułu mistrza Polski, no i w perspektywie gry w fazie grupowej europejskich pucharów. To akurat jasne.
Ten niemiecki – Lechii – oczekuje… Do końca nie wiadomo czego. Ogólnie – rozwoju i impulsu. Tyle, że tego chyba oczekuje każdy właściciel od każdego nowego trenera. Poza tym Franz Josef Wernze (na marginesie właśnie Advancesport AG przejęło akcje Lechii Right Managment, ale konia z rzędem temu, kto ogarnie, jakie to ma znacznie) jawi się jako zwolennik bezstresowego wychowywania trenerów.
Lechia w ostatnich latach była 4., 5., 5., 4. w kolejnych sezonach, czy wreszcie czas na podium? To pytanie, jakie padło na oficjalnej stronie Lechii. Odpowiedź? Godna mistrza dyplomacji: – Bardzo bym chciał, aby tak się stało, ale sport pokazuje, że nie zawsze nasze pragnienia i marzenia udaje się zrealizować.
Podziękować za alibi…

Mecz Legii z Lechią powinien być hitem. Bo oba zespoły mają piłkarzy o ogromnym potencjale. Jak na Lotto Ekstraklasę, oczywiście. Zanim doktorzy przystawią swoją pieczątkę na receptach zastanówmy się jednak przez chwilę, dlaczego wcale nie jesteśmy pewni, czy nim będzie… No i czemu w tym „hicie” gra 10. drużyna w tabeli z 12.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli