Jozak strzelił z armaty we własny pokład!

Autor wpisu: 19 listopada 2017 14:11

W niedzielny poranek Romeo Jozak wpadł na zaledwie pięć kwadransów do studia Polsat Sport. To ewenement, bo rzadko się zdarza, żeby do programu na żywo przyszedł trener, który ma w tym dniu jeszcze mecz ligowy przed sobą. I w przypadku trenera Legii jaki to mecz! Z liderem – Górnikiem Zabrze. Ale dobrze, że Jozak przyszedł, bo powiedział ważne rzeczy o punkcie zwrotnym Legii w tym sezonie. O czymś, co ma zasadniczy wpływ na walkę o mistrzostwo Polski.


– Muszę przyznać, że to dopiero drugi taki przypadek w historii, że trener przychodzi do nas w dniu meczu. Kiedyś w Cafe Futbol wystąpił Orest Lenczyk, ale on miał o tyle łatwiej, że wówczas nasz program był nagrywany w hotelu i trener zjechał do nas windą w klapkach. Ale w niczym to nie przeszkodziło jego drużynie, Śląsk wtedy wygrał z Legią – mówił prowadzący program Bożydar Iwanow.
Obecność Jozaka w programie w dniu meczu od razu wywołała sporo komentarzy kibiców Legii. Nam osobiście wydaje się, że to całe opowiadanie o przedmeczowej koncentracji, która powinna trwać cały dzień, to zwyczajne bicie piany. Nawet piłkarze nie myślą całą dobę o zbliżającym się meczu, bo tylko tworzyliby sami sobie jeszcze większą presję. Nawet w dniu meczu jest czas na chwilę dla rodziny, na obiad, spacer. I mądrą rozmowę.
Jozak śpieszył się do klubu na tyle, że nie został nawet na pełne półtorej godziny, program został skrócony do pięciu kwadransów. Odprawy i przygotowania do meczu z Górnikiem Zabrze Chorwat na pewno nie zaniedbał.
A dobrze, że Jozak pojawił się w studiu, bo była szansa odnieść się jeszcze raz do przełomowego momentu w sezonie, jakim była porażka Legii z Lechem i wizyta kibiców w klubie w nocy, po przyjeździe drużyny z Poznania.
Jozak musiał się odnieść do swoich słów, jakie wypowiedział po porażce Lechem. Wtedy, w wypowiedzi pomeczowej dla Canal+, Chorwat mocno uderzył w drużynę, mówiąc że został przez zawodników zdradzony, że na co innego się z nimi umawiał. Pozwolił też sobie na dużą złośliwość mówiąc, że niektórzy legioniści zagrali jak… dziewczyny.
Za tę wypowiedź Jozak został wręcz rozjechany przez ekspertów i środowisko piłkarskie. Wskazywano, że tak się nie robi, że Chorwatowi zabrakło doświadczenia, że popełnił wielki błąd i że w ten sposób kompletnie utracił szatnię.
Jak się później okazało te opinie nie były warte nawet funta kłaków. Lech – zwycięski w tym prestiżowym pojedynku – paradoksalnie zapadł w totalną niemoc, która trwa do dzisiaj. Przestał wygrywać, zaczął notować remis za remisem. Zaciął się na dobre, w minioną sobotę znów zremisował i to z Sandecją Nowy Sącz. Punktując w ten sposób poznaniakom o mistrzostwo będzie bardzo, bardzo trudno.

A tymczasem – przegrana wówczas – Legia zaczęła iść w górę. Mecz z Lechem i „noc spadających liści” stały się dla drużyny punktem zwrotnym.
– Mecz z Lechem i ta wizyta kibiców w klubie była dla Legii wstrząsem. To była trudna sytuacja, ale trzeba to oddać Jozakowi, że świetnie zarządził tym kryzysem. Od tamtej pory Legia wygrywa, na co wpływ miało na pewno też późniejsze spotkanie zawodników z trenerem, gdy we własnym gronie wiele sobie wyjaśnili – mówił ekspert Polsatu Sport Roman Kołtoń.
A sam Jozak odniósł się do własnych, mocnych słów pod adresem legionistów w ten sposób: – Jestem osobą bardzo emocjonalną. Ja oddaję Legii wszystko: moje ciało, mój umysł, usta i duszę. I tego oczekuję także od zawodników. Czasem jest tak, że gdy idziesz spać musisz sobie odpowiedzieć, czy zrobiłeś dzisiaj wszystko, żeby osiągnąć swoje cele. To mogło nie wystarczyć do sukcesu, ale ważne jest czy sam zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, by ten sukces osiągnąć. I w tym kontekście mówiłem te słowa. Mecz z Lechem i to co się po nim wydarzyło było przełomem. Spotkaliśmy się z drużyną dopiero w środę – była przerwa na reprezentację, więc piłkarze mieli dwa dni wolnego – i długo rozmawialiśmy w szatni. Mówiłem ja, ale też mówili piłkarze. To była bardzo ważna rozmowa – podkreśla Jozak.
Ma rację. Od tamtej pory Legia wygrała wszystkie mecze w lidze i jeden w Pucharze Polski. A patrząc na Jozaka, trudno nie zauważyć, że wydarzenia z Poznania i nocna wizyta kibiców, także jego zmieniła. Przyśpieszyła Chorwatowi kurs dojrzewania w roli trenera seniorów. I to takiego trenera, który prowadzi drużynę będącą pod największą w Polsce presją odnoszenia sukcesów.
Ta lekcja życia bardzo się Jozakowi przydała. Wiele zrozumiał. Jeszcze na pierwszej, przedstawiającej jego osobę, konferencji w Legii mówił trochę jak kaznodzieja. Z pozycji kogoś, kto wie lepiej i kto zna odpowiedzi na wszystkie pytania i potrafi znaleźć receptę na wszystkie bolączki Legii.

Życie szybko tę postawę zweryfikowało. I tu mi Jozak zaimponował. Potrafił zrobić krok w tył, uznać, że nawet on – ze stopniem naukowym doktora – jednak jeszcze nie wszystko wie o futbolu. Na przykład w zakresie dotarcia do głów piłkarzy.
Nie wiemy jak wtedy wyglądała ta rozmowa w szatni, ale na pewno była kluczowa dla stosunków piłkarzy z trenerem. Widać to po wynikach.
W jednym z filmów fabularnych sprzed lat, kapitan piratów – tuż przed abordażem na obcy statek – strzela z armaty we… własny pokład. Ten szalony czyn stawiał jego bandę w prostym położeniu: jak nie zdobędzie obcego statku, wszyscy utoniemy. Wygracie albo zginiecie.
Wypowiedź Jozaka po meczu z Lechem była takim właśnie strzałem we własny pokład. Wydawało się, że to czyn szaleńca. Potrzeba było czasu, żeby to właściwie ocenić. Zamiatanie kolejnych kłopotów Legii pod dywan nic by nie dało. Tamten szok zmienił drużynę, Legia wróciła do gry o mistrzostwo.
Tylko, że wówczas, kilka dni po poznańskiej traumie, mało kto postawił by na to, że tak się właśnie stanie.

Michał Pazdan w Studio Fortuna: „My jesteśmy Legia”!

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli