Jesteśmy prymitywną drużyną – to samo-obelga, czy realna ocena poziomu Legii?

Autor wpisu: 10 sierpnia 2018 00:04

Legii na razie nie ma. Ta drużyna sportowo nie istnieje. Ale nie istnieje sportowo, bo nie istnieje mentalnie. Dopadły ją wszystkie plagi egipskie, wszystkie choroby i niemoce, jakie dopaść mogły. A jeszcze klubowi skaczą po łbie „szamani kłamstwa”, z którymi prezes Mioduski nie potrafi sobie poradzić, a to szkodzi całej Legii. Ci jednak, którzy śmieją się z satysfakcją z porażek Legii, niech pamiętają, że to od lat najlepsza drużyna w Polsce. Wszystkie pozostałe są jeszcze gorsze, co pokazują czwartkowe porażki największych krajowych rywali Legii, czyli Lecha i Jagiellonii. Taki jest poziom polskiej piłki.

Kompromitacja reprezentacji Polski na mundialu to był dopiero początek piłkarskich nieszczęść tego lata. Kurtyna, którą dla polskiej piłki, tworzył Robert Lewandowski i spółka, opadła z hukiem. Zobaczyliśmy mało ciekawy widok: goła d…
– Przykro, wstyd, ale co mam pierdzielić rożne głupoty. I tak nie znajdę złotego środka. Ale wspomnicie moje słowa po rewanżu, my awansujemy dalej, przejdziemy ten Luksemburg – zaklinał rzeczywistość bramkarz Legii Arkadiusz Malarz. I dodawał: – Naszym problemem nie jest trener, my mamy problem sami ze sobą. I co najdziwniejsze już na początku sezonu.
To prawda. W Legii niemal wszyscy wyglądają źle. Piłkarze pokazali się gorzej niż w Trnawie, gdy w rewanżu musieli grać w „dziesiątkę”, a nawet w „dziewiątkę”. Widać, że to nie chodzi jedynie o siłę fizyczną, o poruszanie się po boisku. Problem siedzi w głowach, więc pozbyć się go nie będzie tak łatwo. Każdy z piłkarzy gra grubo poniżej własnych możliwości. Dotyczy to liderów, czy też tych, którzy mieli nimi być: Szymańskiego, Pazdana, Mączyńskiego, Carlitosa czy Kante.
Nie ma sensu porównywać obecnej drużyny – jak robią to niektórzy –  do zespołu, który niedawno grał w Lidze Mistrzów i remisował z Realem Madryt. To było dawno, bardzo dawno. Wieki temu. Dziś Legia szturmuje Ligę Europy: Wieteską, Żyrą, Hołownią…
To jest zespół zmasakrowany psychicznie. Alekandar Vuković już na początku swojej przygody trenerskiej staje przed trudnym zadaniem. Nikt nie będzie patrzył jak trudne ma zadanie. Albo jakimś cudem wyciągnie Legię – nie z kryzysu, tylko na powierzchnię wody, żeby się nie utopiła – albo latami będzie czekał na następną szansę samodzielnej pracy w Ekstraklasie.
Nie ukrywamy, że Aleksandar Vuković od dawna nam imponuje swoją postawą. Serb spędził w Polsce już kilkanaście lat, z krótkimi epizodami zagranicznymi, ma nasz paszport, taki z orłem w koronie. Świetnie rozumie co tu się dzieje – nie jest implantem jak zagraniczni trenerzy sprowadzani tu na chwilę.
– Powiedziałem ostro co myślę na przedmeczowej konferencji, bo najważniejsze jest wewnętrzne odczucie czy jest się krzywdzonym czy nie. A Legia jest krzywdzona kłamstwami, musi się przed tym bronić – mówił Vuković i mu wierzę. Bardziej niż pijaczkom, którzy dla hecy bredzą i walą na oślep byle mocniej. „Aco” mówi to, co myśli.
Szkoda, że tak jak „Vuko” nie komunikuje się ze światem prezes Mioduski. Dziwne były wypowiedzi prezesa po meczu w Trnawie. Brakuje spójności w polityce komunikacji Legii. Najlepszym PR-em jest mówienie wprost, tak jak jest, bez owijania w bawełnę. Szkoda, że nikt tego prezesowi nie podpowie.
Dla tych, co krzyczą z trybun: „K… mać, Legia grać” mamy złą informację. Nic takiego teraz nie nastąpi. Trzeba jasno to powiedzieć: przygotowania do sezonu zostały schrzanione i na razie niewiele da się z tym zrobić. Można tylko próbować przetrwać. I nie kupuję pieprzenia samozwańczych „ekspertów”, którzy twierdzą, że to wina tego, że Legia nadal gra bez trenera. Dziś tej drużynie – tak z dnia na dzień – nie dałby rady pomóc i Pep Guardiola, i Jurgen Klopp, i nikt inny. Każdy trener – nie tylko Vuković – potrzebuje czasu.
Uczciwie przyznajmy, że mistrz Luksemburga zaprezentował się w Warszawie bardzo dobrze. To wybiegana drużyna, silna fizycznie, a i technicznie wcale nie słaba. Na Legię zbyt silna. To zespół z dużą agresywnością w grze i pewnością, która rosła z każdą udaną akcją luksemburczyków.
Legia ma problem nie z rywalem, ale ze sobą. Taki Carlitos pokazał klasę tylko dwa razy. Raz przy golu, a drugi gdy po tym, jak głupio stracił piłkę pod bramką rywali, wrócił za rywalem aż do połowy boiska, odzyskał futbolówkę i ruszył do przodu. Kapitalnie rozprowadził akcję, wyprowadzając Michała Kucharczyka, ale „Kuchy” – jak to „Kuchy” – jak ma okazję niemal pewną, to wtedy jest niemal pewne, że spudłuje. Zamiast walić na bramkę zagrał coś dziwnego: ani podanie ani strzał. Niedyskretność kamery pozwoliła telewidzom oczytać z ruchu ust trenera Vukovicia siarczyste przekleństwo zaczynające się na literę k, a kończące się wyrazem „mać”.
Zaskoczył komentator TVP Marcin Żewłakow – którego przez całe lata zapamiętaliśmy jako eksperta – który unikał radykalnych ocen w swoim komentarzu (nawet bywał przez to po prostu nudny). Tym razem pruł się w TVP na całego. Cały mecz krytykował. Miał prawo, ale nieprzyjemnie nas zaskoczył zdaniem: „Ciekawe, czy po meczu będzie jakaś rozmowa kibiców z piłkarzami, bo taka gra uwłacza Legii”.
Naprawdę? To mówi Marcin Żewłakow? Brak słów.
– Mnóstwo błędów w obronie, okazaliśmy się prymitywną drużyną. Jesteśmy razem w szatni, ale na boisku tego nie widać. Spadliśmy na totalne dno. Jak się od niego nie odbijemy, to kibice mają prawo na nas gwizdać tak jak dzisiaj – powiedział Michał Kucharczyk.
– Legia potrzebuje zwycięstw – mówił przed meczem Vuković. – Na krytykę najlepiej odpowiedzieć dobrą grą – mówił też przed spotkaniem ekspert TVP Sport Marek Jóźwiak. Ani jedno, ani drugie się nie zdarzyło. Na razie na miejscu piłkarzy Legii zrobiłbym sobie odpoczynek od internetu i od mediów społecznościowych.
A co mają robić kibice? Na razie chodzić na spacery.
– Teraz przyszedł w Legii czas na próbę charakteru – powiedział po meczu Vuković.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli