Jędrzejczyk ma problem? Chyba, że odejdzie albo… „wygryzie” Hlouška

Autor wpisu: 13 stycznia 2018 10:41

Artur Jędrzejczyk może wiosną zostać… najlepiej opłacanym rezerwowym w historii Lotto Ekstraklasy. Transfer Marco Vešovicia i ostatnie wypowiedzi prezesa Dariusza Mioduskiego świadczą, że miejsce w Legii kurczy  się dla niego radykalnie. A jak się skurczy w Warszawie, to zaczynie go brakować i w kadrze narodowej. Lekarstwo? Transfer albo… podgryzienie pozycji Adama Hlouška na lewej obronie.

Niby sam transfer jeszcze niczego nie przesądza. Czarnogórzec sam przyznaje, że może z równym powodzeniem, jak na prawej obronie, grać o wiele bardziej ofensywnie – bądź to bocznego pomocnika w ustawieniu 4-4-2, bądź nawet skrzydłowego. Może być brany także pod uwagę przy obsadzaniu lewej strony, bo i takie „przeprowadzki” mu się w karierze zdarzały.

Problemem czy też ciężarem dla Jędrzejczyka staje się ten transfer dopiero w zestawieniu ze słowami Dariusza Mioduskiego, który dla „Przeglądu Sportowego” wypowiedział się ostatnio tak:
„Powinien rozważyć przejście do klubu, w którym będzie regularnie grał. Po sprowadzeniu Vešovicia w Legii będzie mu o to znacznie trudniej. Wydaje mi się, że wiosną będzie ciążyła na nim coraz większa presja. Wytworzą ją i kibice, i pozostali zawodnicy, bo od piłkarza, który ma najwyższe zarobki w klubie, wymaga się gry na najwyższym poziomie.”
Ale to jeszcze nic, bo dalej jest tal:
„Maksymalna kwota, wraz z bonusami, nie powinna być wyższa niż 500 tys. euro jako całkowity koszt dla klubu rocznie. Chcemy płacić dobrze, pewnie zawsze będziemy oferowali najwięcej w Polsce, ale nie może być sytuacji, w której wynagrodzenia jednego czy dwóch zawodników przerastają pensje wszystkich innych. Szczególnie, gdy nie są to absolutne supergwiazdy. Poza tym tak wysoki kontrakt, jaki ma Artur, to problem w negocjacjach z zawodnikami. Inni piłkarze przychodzą i pytają, dlaczego zarabiają mniej.”

Uff… Trudno o bardziej wyrazisty przekaz. To jak wywieszenie gigantycznego billboardu przy Torwarze i drugiego – na wszelki wypadek – na rogatkach Warszawy: „Chłopie, szukaj sobie nowego klubu, bo u nas nie pograsz!”.
Rzadko się zdarza, by szef klubu dawał jasny komunikat wypuszczony w przestrzeń publiczną – tak bardzo wprost. Ale prezesowi trudno się dziwić. Kontrakt Jędrzejczyka oscylujący wokół 800 tysięcy euro rocznie to dziś dla budżetu Legii (podobnie jak ten Chimy Chukwu) ogromne obciążenie. Nic w tym dziwnego, że klub szuka równie dobrych, a tańszych opcji.

Trudno jednak winić za sytuację samego piłkarza. Nie tak dawno w rozmowie z nami w „Studiu Fortuna” Jędrzejczyk zauważył: „Nie przyszedłem do Legii dla pieniędzy”. I całkiem słusznie tłumaczył, że przecież w lidze rosyjskiej miał do zarobienia – gdyby tam został – o wiele większe kwoty. Pamiętajmy, że z Rosji nikt „Jędzy” nie wyrzucał. Odwrotnie: to Legia (wtedy jeszcze pod batutą Bogusława Leśnodorskiego) go tak bardzo chciała, że chłopakowi zawróciła w głowie. Sentyment sentymentem, ale o ile można zejść ze swoich zarobków, nawet jeśli nowy pracodawca bardzo wam pasuje?

Jędrzejczyk pomógł Legii zdobyć mistrzostwo – to bez dwóch zdań, ale jesienią zgasł. Nie dlatego, że się nie starał. W naszym materiale (do obejrzenia poniżej) tłumaczy, jak trudno mu było grać ze złamanym palcem, którego uraz co chwila się ponawiał. A jak wiemy, w drugiej części rundy trafił na stół operacyjny i koniec roku musiał poświęcić na rehabilitację. Zimą miał zacisnąć zęby i harować, by wrócić do formy.
I znając „Jędzę” – harować będzie. Tylko czy to wystarczy? Niby, gwoli całkowitej poprawności, o miejscu na placu powinna decydować aktualna forma. A może to Jędrzejczyk będzie na tyle dobry, że wygryzie Vešovicia? Teoretycznie… Tylko że słowa prezesa nie zostawiają wątpliwości, kto i co będzie priorytetem. Ile byśmy też nie wspominali o trenerskim obiektywizmie, jasne jest, że – jeśli szkoleniowiec decyduje się na sprowadzenie znanego sobie piłkarza – to raczej po to, by grał. I to inni muszę w takiej sytuacji udowodnić zdecydowaną nad nim przewagę.
Pamiętajmy, że na prawą stronę obrony jest jeszcze Łukasz Broź, który w końcówce jesieni na ogół „dawał radę”, jak można powiedzieć.

Problem Jędrzejczyka w Legii, oznacza też jego problem w kadrze. Bo to oczywiste, że Artur musi grać, by myśleć o finałach MŚ w Rosji. Trudno oczekiwać, że Adam Nawałka powoła do ostatecznej kadry rezerwowego z polskiej ekstraklasy. Tym bardziej, że na lewej stronie w ostatnich meczach eliminacyjnych (gdy „Jędzy” nie było) na lewej obronie bardzo dobrze spisał się Bartosz Bereszyński, a przecież jest jeszcze Maciej Rybus.
Właśnie – lewa obrona. Oczywiście, gdyby trener Jozak chciał, mógłby spróbować i z taki ustawieniem, bo Adamowi Hlouškowi wyraźnie brakuje tu konkurencji. Ale po pierwsze – to żadna gwarancja gry, a po drugie… Coś się tak wydaje, że chyba trener jednak nie będzie chciał.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli