Jarosław NIEZGODA: Taki już jestem, że nie potrzebuję być w centrum uwagi…

Autor wpisu: 9 lutego 2018 08:55

Uchodzi za osobę skrytą, zamkniętą w sobie i małomówną, ale nic bardziej mylnego. Spotkaliśmy się z Jarkiem Niezgodą i musimy stwierdzić, że bardzo chętnie rozmawia z dziennikarzami, na każde pytanie ma odpowiedź i – co najważniejsze – wie, co mówi. A przy tym lubi żartować, co znaczy, że do siebie i tego, co robi, ma całkiem zdrowy dystans. Jeśli z takim samym entuzjazmem będzie się prezentował wiosną na boiskach, to… drżyjcie rywale.

FUTBOLFEJS.PL: „Nie chcę wywierać presji na Adamie Nawałce, ale wierzę, że wkrótce powoła Jarka” – niezłą reklamę zrobił ci trener Romeo Jozak tymi słowami. Takie teksty bardziej cię motywują, czy raczej przeszkadzają? A może nawet peszą?
JAROSŁAW NIEZGODA: Nie przeszkadzają i nie peszą. Widać, że trener jakiś potencjał we mnie dostrzegł i w związku z tym pokłada we mnie nadzieje. To budujące i motywujące, kiedy piłkarz może przeczytać czy usłyszeć od swojego szkoleniowca słowa, które świadczą o tym, że ten w niego wierzy. Zdecydowanie odbieram to na plus.

Tam padło takie słowo „wkrótce”. Wkrótce to będzie mundial w Rosji. Jarek Niezgoda ma myśli związane z tym turniejem, a konkretnie z tym, by do tej Rosji pojechać jako reprezentant Polski?
Pewnie. Jestem w takim miejscu i w takim wieku, że to chyba nic niezwykłego. Dobra gra w Legii będzie mi chyba pozwalała na to, by myśleć o powołaniach do reprezentacji. Nawet na mundial. Mam tu przecież kolegów, którzy regularnie jeżdżą na zgrupowania kadry i regularnie w tej drużynie grają, więc i ja chciałbym do kadry trafić. Wiem, że do tego droga jeszcze daleka. Najpierw potrzebuję regularnych i dobrych występów w Legii, ale nie ukrywam, że o tym myślę.

Czyli plan na wiosnę jest taki: Puchar Polski, mistrzostwo Polski, korona króla strzelców w ekstraklasie i powołanie do kadry na mundial. Łatwo nie będzie, ale przecież nikt nie mówił, że ma być łatwo…
(ze śmiechem) To już chyba maks, więcej nie da rady wycisnąć. No chyba, że ktoś jeszcze dorzuci medal na mistrzostwach świata albo koronę króla strzelców mundialu…

Wracamy do teraźniejszości. Powiedz, jak to jest, że wykańczasz każdego napastnika, który przychodzi do Legii. Latem przyszedł Sadiku i wydawało się, że to on będzie napastnikiem numer jeden, ale nic z tego. Nie wytrzymał tu nawet pół roku i już go nie ma. Teraz przychodzi Eduardo i już w pierwszym meczu doznaje urazu. I znów wygląda na to, że to ty będziesz wiosną numerem jeden w ataku. Rzucasz na nich jakąś klątwę?
Nie, no bez przesady. Eduardo jest już w pełni zdrowy, pauzował raptem tydzień, tak więc nie wiem, kto jest bliżej wyjściowego składu, kto będzie numerem jeden w ataku. A może zagramy razem? Przekonamy się w piątek w Lubinie.

Jak zareagowałeś, gdy usłyszałeś, że Legia pozyskała Eduardo: „Kurde, kolejny rywal z nazwiskiem z górnej półki, przez którego będzie mi trudniej o regularną grę”, czy raczej „Super, przychodzi gość, od którego będę mógł się sporo nauczyć”?
Pierwsza reakcja była taka, że coś mi to nazwisko mówi, ale musiałem sprawdzić, co takiego. A jak już sprawdziłem i skojarzyłem, że Arsenal, Szachtar, reprezentacja Chorwacji, to od razu przypomniało mi się, że na pewno grałem nim w FIFĘ (śmiech).

Mówiłeś mu o tym?
Jeszcze nie (śmiech). A wracając do tego, jak zareagowałem na ten transfer, to całkowicie spokojnie. Nie było żadnej panicznej reakcji, jakichś myśli, że teraz przestanę grać, bo przyszedł Eduardo. Raczej właśnie takie, że będzie kogo podpatrywać i się od kogo uczyć.

I co, podpatrujesz?
Nie mam wyjścia, przecież trenujemy razem, więc siłą rzeczy na każdym treningu widzę, co potrafi. To świetny zawodnik, szczególnie pod względem wyszkolenia technicznego. Zobaczymy, jak te umiejętności przełoży na naszą ekstraklasę. Jeśli choćby w połowie będzie tak dobry, jak z czasów Arsenalu czy występów w reprezentacji Chorwacji, to będzie dla Legii ogromnym wzmocnieniem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Prezes Mioduski na spotkaniu wigilijnym nie mógł się ciebie nachwalić, mówiąc, że jesteś piłkarzem bardzo progresywnym. Zresztą w ostatnim wywiadzie powtórzył to samo trener Jozak. Wszyscy w Legii są ponoć zaskoczeni postępem, jaki zrobiłeś po powrocie z wypożyczenia w Ruchu, mówią, że bardzo szybko chłoniesz wiedzę, w lot chwytasz to, co ci się tłumaczy i tak dalej. Z drugiej strony ty sam jesteś wobec siebie bardzo krytyczny, na każdym kroku powtarzasz, że wiele rzeczy masz jeszcze do poprawy. Co takiego poprawiłeś podczas tych zimowych przygotowań, nad czym szczególnie pracowałeś?
Będzie się można przekonać o tym w trakcie rundy. Na pewno poprawy wymaga u mnie gra bez piłki. Muszę się częściej ruszać z przodu, szukać wolnych pozycji, wychodzić na nie, dawać kolegom szansę, by do mnie zagrali. Trener szczególnie tego ode mnie wymaga, żebym ruszał właśnie do tych prostopadłych zagrań. Co jeszcze? Przytrzymanie piłki, szczególnie w sytuacji pod presją, z rywalem na plecach. Było i nadal jest kilka rzeczy do poprawy, ale systematycznie nad tym pracujemy, więc myślę, że wiosną będzie pod tym względem lepiej niż jesienią.

Trener Jozak mówi, że jesteś człowiekiem skrytym, małomównym, ale z drugiej strony jak się z tobą rozmawia, to nie sprawiasz wrażenia kogoś, kto nie wie, co powiedzieć, osoby zamkniętej w sobie. Skąd ta opinia?
Pewnie stąd, że nie udzielam się zbytnio w grupie, w szatni. Można powiedzieć, że częściej słucham, niż mówię. Taki już jestem, że nie potrzebuję być w centrum uwagi. Tak to zapewne często wygląda z boku, również z perspektywy trenera, że prawie każdy ma coś do powiedzenia, a ja zazwyczaj siedzę cicho. Ale to nie jest tak, że mam w Legii problemy z komunikacją. Nie mam i nigdy ich nie miałem.

A jak to z tym „Coach, how are you?” było?
Jak to przeczytałem, to się zaśmiałem. Ale powiem szczerze, że nie za bardzo sobie przypominam tę sytuację.

Pod koniec roku powiedziałeś, że czujesz się już jednym z liderów Legii. Można być liderem w tej drużynie, nie udzielając się zbyt często w szatni, nie będąc – jak to mówisz – w centrum uwagi?
Jeśli rzeczywiście jestem jednym z liderów Legii, to widocznie można.

A jesteś?
Powiem tak: czuję się tu coraz pewniej, co pewnie związane jest z coraz większą liczbą udanych występów i coraz większą liczbą goli, jakie strzelam. Łatwiej komuś, kto regularnie gra, zdobywa bramki i decyduje o wygranych, być takim liderem, niż komuś, kto siedzi w szafie.

A propos tej pewności – to już jest ten poziom pewności siebie, jaki miałeś w Ruchu?
Faktycznie, był taki moment w Ruchu, że trener Fornalik stawiał na mnie cały czas. Nawet jak coś mi nie wyszło, to nie miało to żadnego wpływu na moją pozycję w zespole. Czułem się pewniakiem. Czy w Legii złapałem już taką samą pewność, jak w tamtym momencie w Ruchu? Hmm… Myślę, że jeszcze nie. Jeszcze trochę do tamtego poziomu brakuję.

Waldemar Fornalik i Romeo Jozak uchodzą za szkoleniowców, którzy potrafią pracować z młodymi piłkarzami. Da się ich pod tym względem jakoś porównać?
Jeśli chodzi o trenera Fornalika, to bez wątpienia świetnie sobie radzi z młodymi zawodnikami. Przecież doskonale wiadomo, ilu chłopaków będących mniej więcej w moim wieku przewinęło się w ostatnim czasie przez jego ręce i jak dobrze przy nim wyglądali. Wielu z nich, gdy tylko odeszło z Ruchu, już tak dobrze sobie nie radziło. To nie może być przecież przypadek. Zresztą współpraca z tym szkoleniowcem to był jeden z powodów, dla których poszedłem do Ruchu. A jeśli chodzi o trenera Jozaka, to pod tym kątem trudno mi go oceniać, czy porównywać do trenera Fornalika, bo tu w Legii mamy dużo bardziej doświadczony zespół od tego, jaki był w Ruchu. Z młodych na ten moment to tu jestem tylko ja i Sebastian Szymański.

Ale wiele osób mówi, że Jozak to najważniejszy trener w twojej dotychczasowej karierze, bo postawił na ciebie w Legii od samego początku, w zasadzie jeszcze cię nie znając. Mają rację?
Coś w tym pewnie jest. Dla kogoś, kto ogląda Legię, zna jej kadrę, pewnie zaskoczeniem było to, że jesienią to ja grałem najczęściej jako podstawowy napastnik. W oczach dziennikarzy, czy kibiców przed sezonem byłem pewnie drugim albo trzecim wyborem w ataku. A wyszło tak, że dostałem szansę, wykorzystałem ją i zadomowiłem się w tym pierwszym składzie na dłużej.

Jak się odnajdujesz w nowych schematach taktycznych ćwiczonych na zimowych zgrupowaniach: 3-5-2, 4-3-3?
Dla mnie to bez większej różnicy. Prawda jest taka, że jeśli chodzi o zadania, jakie do wykonania ma napastnik, to w schematach, które ćwiczyliśmy, praktycznie się one od siebie nie różnią. Są jakieś drobne niuanse, ale to tylko niuanse.

Z kim ci się z przodu najlepiej gra?
Trudno powiedzieć… Z Rado zagrałem razem na ostatnim obozie może z 20 minut, z Eduardo to chyba ani razu. Ale to tak naprawdę większego znaczenia nie ma. Rado, jak jest w formie, to wiemy, co potrafi i ile może dać drużynie. Z tym że napastnik musi się go nauczyć, musi się odpowiednio ustawiać, bo Rado gra specyficznie. To zawodnik, który lubi przełożyć jednego, drugiego, czasem nawet trzeciego rywala, więc w odpowiednim czasie trzeba dać mu sygnał. Bo jak nie, to nawet się nie zorientujesz, kiedy będziesz na sześciometrowym spalonym. Ale jak już się z Rado nauczysz grać, to masz z tego mnóstwo korzyści.

Te zimowe przygotowania różniły się pod jakimś względem od tych, w których brałeś udział do tej pory?
Mogę porównać do przygotowań za trenera Czerczesowa. Te były lżejsze (śmiech). Ale też trzeba wziąć pod uwagę, że byłem wtedy na innym etapie. Przychodziłem z drugiej ligi i być może inaczej to odebrałem.

Ale na Zagłębie jesteście przygotowani w stu procentach?
To pytanie z gatunku takich, na które jest tylko jedna odpowiedź. Nawet jak byśmy nie byli, to nikt by się do tego nie przyznał (śmiech). Tak więc i na Zagłębie, i na całą rundę wiosenną jesteśmy przygotowani w stu procentach. A jaki będzie efekt tych przygotowań, okaże się w trakcie meczów.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli