Jan Urban w Lechu staje się ofiarą własnego optymizmu 

Autor wpisu: 7 sierpnia 2016 12:07

Może piłkarzom Lecha trzeba mówić to, co Claudio Ranieri mówił zawodnikom i kibicom Leicester w ubiegłym sezonie: gramy o utrzymanie

Lech Poznań ma problem mentalny. Trener Jan Urban dobrze o tym wie, przyznał to po klęsce z Koroną, ale wciąż szuka rozwiązań doraźnych. A może problem jest szerszy i trzeba zmienić cele drużyny? Może wmawianie zawodnikom, że walczą o mistrzostwo, to błąd?

Październik 2015 roku. Lech, prowadzony przez Macieja Skorżę, jest na dnie ligowej tabeli. Przychodzi nowy trener (Jan Urban) i reanimuje zespół. Dostaje się z nim do grupy mistrzowskiej. Ulga, ale przecież Lech gra zawsze o mistrzostwo. W grupie mistrzowskiej na siedem meczów Kolejorz wygrywa jeden (w ostatniej kolejce z Ruchem Chorzów), przegrywa cztery, dwa remisuje. Werwy starczyło na kilka miesięcy, nowy impuls przestał działać. Zła passa z końcówki sezonu zamieniła się w jeszcze gorszą w nowym sezonie – trzy porażki i jeden remis w czterech spotkaniach. Lech gra słabo, przewidywalnie. Ani błyskotliwie, ani twardo, ani ofensywnie, ani defensywnie. Właściwie – trudno określić jego styl. Najbardziej pasuje określenie: nijakość. Za zwalnianie trenera biorą się na razie kibice. Ten do dymisji podawać się nie zamierza. Po meczu w Kielcach przyznaje, że zespół ma problem mentalny.

Na czym ten problem polega? Lechici nie radzą sobie z presją, z oczekiwaniami kibiców – to już wiadomo od dłuższego czasu. Jedna czy dwie porażki zbyt długo siedzą im w głowie, pojawi się strach, niepewność. A wiadomo, że publika w Poznaniu jest wymagająca, Lech to przecież potęga, musi walczyć o najwyższe cele. Inne myślenie zakrawa na działanie na szkodę klubu. W podobny ton popadł trener, który te mocarstwowe apetyty rozbudza i podkreśla w każdej sytuacji – walczymy o mistrza. Tak mówił pod koniec ubiegłego roku po świetnej serii  (23 punkty na 30 możliwych w 10 spotkaniach). Potem powtarzał to przed startem rundy finałowej w grupie mistrzowskiej. No i ta sama śpiewka przed tym sezonem.

Jan Urban to niezwykle pogodny i optymistyczny facet, stara się nigdy nie narzekać, zaraża optymizmem. Z dwóch technik motywacyjnych – kija i marchewki – zdecydowanie częściej sięga po marchew. Ale czasem ten jego optymizm jest oderwany od rzeczywistości. Patrząc na to co się dzieje w Lechu w tym oknie transferowym, to aż się prosi, żeby trener postąpił tak, jak Radoslav Latal w Piaście Gliwice – walnął w stół i powiedział: „panowie, dość tego!”. Urban, jak to Urban – próbuje wmawiać, że czerwone jest zielone, chociaż cała Polska widzi co innego. Wszyscy chyba widzą na przykład to, że z takimi napastnikami Lech nie ma szans na żaden sukces. Marcin Robak najlepsze lata gry w piłkę ma już za sobą. Ale Urban tłumaczy go przewlekłą kontuzją i przekonuje, że jego powrót do drużyny, to jak dobry transfer. Nicki Bille-Nielsen? Już chyba po tylu występach można go ocenić i powiedzieć – to nie jest wysokiej klasy napastnik, nawet jak na ekstraklasę. Duńczyk stara się, biega, walczy, gdyby mógł, wyrwałby sobie sercę, ale niestety natury nie oszukasz. Dawid Kownacki – oprócz wahań formy i braku doświadczenia doszły problemy ze zdrowiem.

Trener Lecha nie powie jednak złego słowa. Mam, to co mam, spróbuję coś z tym zrobić, może się uda. Czasem wspomni coś o kontuzjach, o pechu. Na pewno nie będzie  publicznie domagał się wzmocnień. Tak jak od kilku tygodni robił to w Legii Besnik Hasi. To nie jego styl. A może jednak trzeba by wywrzeć presję na szefach? Otworzyć im oczy na to co się dzieje? Bo za chwilę zapłaci za to oczywiście trener…

Urban ślepo wierzy w sukces i mówi o nim bez względu na okoliczności. Jest zwolennikiem teorii, że jeśli nie podchodzisz do gry z nastawieniem, że chcesz zgarnąć całą pulę, to nie ma sensu wychodzić na boisko. Stąd też biorą się te deklaracje o mistrzostwie. I jak znam trenera, to powiedziałby w tym momencie: „no przecież nie powiem w szatni, że naszym celem jest pierwsza ósemka, nie w takim klubie”. No właśnie, może tutaj tkwi problem. Może piłkarzy Lecha ta świadomość walki o najwyższe cele jednak uwiera. Wczoraj trener mówił w Kielcach: –  Musimy sobie powiedzieć, że mamy problem mentalny. To jak ktoś jest chory na jakieś uzależnienie – jeśli chory się nie przyzna, to trudno się go leczy.

Gdy piłkarze – razem lub osobno przyznają się w końcu do choroby – proponuję trenerowi taką terapię: zamiast przekonywać ich jacy są świetni i że na pewno dadzą radę, trzeba im powiedzieć to, co przez prawie cały ubiegły sezon mówił Claudio Ranieri w Leicester City: gramy o utrzymanie. Jak to się skończyło? Wszyscy chyba wiedzą. Można inaczej? Można!

Inne artykuły o: Blogi | Ekstraklasa | Lech Poznań

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli