Jan URBAN: W Hiszpanii wybór jest gigantyczny. U nas za chwilę nie będzie żadnego…

Autor wpisu: 23 października 2017 07:57

Jan Urban w rozmowie z Futbolfejs.pl. O tym, skąd biorą się hiszpańskie gwiazdy w polskiej lidze, kulturze wychowania hiszpańskich piłkarzy i poziomie szkolenia. I o niebywałej przepaści w możliwościach wyboru piłkarzy przez trenerów w Polsce i w Hiszpanii. Wspólnie liczymy: Polska – 124 zespoły w czterech najwyższych klasach rozgrywkowych, Hiszpania – 305! – Lada chwila u nas nie będzie już żadnego wyboru – emocjonuje się Urban.

FUTBOLFEJS.PL: O Angulo, Carlitosie, Ivanie Gonzalezie mówi dziś cała Polska. W Śląsku błysnął Joan Roman, jest mocny punkt – Sito Riera. Mamy Inakiego Astiza, byli Quintana, Carbrera, Jurado, który zresztą wrócił do Arki. Skąd tak dobrzy Hiszpanie biorą się w Polsce?
JAN URBAN: Zależy, o kim mówimy. Sito niewiele grał w Hiszpanii, tam się oczywiście ukształtował, ale potem grał w innych ligach i dopiero stamtąd trafił do nas. Joan Roman nie wyjechał z drugiej drużyny Barcelony do Śląska, ale do Bragi, czyli czwartej siły piłki portugalskiej. Ich było stać na odpowiednie kontrakty dla chłopaka z drugiej drużyny Barcelony, który zarabiał tam całkiem nieźle. Nas by nie było stać na kontrakt Joana, dlatego on był tylko wypożyczony. Do naszej ligi na ogół trafiają albo ci, którzy zdecydowali się już wcześniej szukać szczęścia w innych ligach niż czołowe hiszpańskie, albo jeśli bezpośrednio z Hiszpanii – to zawodnicy z poziomu trzeciej czy czwartej klasy rozgrywkowej.

Z pozoru nie brzmi to zachęcająco.
Tylko że w Hiszpanii poziom wielu drużyn w niższych klasach rozgrywkowych jest naprawdę dobry. Są tam zespoły z przeszłością z ekstraklasy. I jest tam dużo świetnych zawodników. Owszem, trafiają się i zespoły – powiedzielibyśmy – półamatorskie, ale naprawdę dużo jest takich, które dobrze płacą, dlatego mają dobrych piłkarzy. Szczególnie na południu Hiszpanii. Tam można spotkać wielu chłopaków, którzy nie dostali szansy w Primera Division czy szczebel niżej, mimo że mają jakość piłkarską.

Wciąż jednak nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że Hiszpan trafia do Polski.
Dziś normalną rzeczą jest, że jak Hiszpan może, to wyjeżdża. Jeszcze nie tak dawno tak nie było. Kiedyś Hiszpanów w ogóle nie było poza granicami. Mieli u siebie najlepsze kluby, najlepszą ligę i najlepsze pieniądze. Dopiero po kryzysie w gospodarce, gdy pękła bańka nieruchomości, zrobił się ruch, bo zaczęły się kłopoty finansowe. Wiele drużyn, szczególnie niższych klas, zaczęło mieć problemy. Hiszpanie zaczęli więc wyjeżdżać, szukać pracy też za granicami, a że mają olbrzymie umiejętności techniczne, potrafią to wykorzystywać. Bo piłkarzowi, który ma świetną technikę, zawsze będzie łatwiej w nowym środowisku. To podstawa. A wiemy, że piłka hiszpańska to przede wszystkim technika i dobre przygotowanie taktyczne. Jest im tym łatwiej, że często wyjeżdżają jako już ukształtowani gracze. 20-, 23-letni, którzy nie dostali szansy w najwyższych ligach u siebie. Czekali na szansę, ale nie dostali jej, więc szukają gdzie indziej miejsca, by grać jak najwyżej.

No i u nas z miejsca zostają gwiazdami…
Prawda? Od razu u nas mają status gwiazdy ligi. To kwestia ich klasy, ale też coś mówi o poziomie naszej ligi. Jeśli rozmawiamy o polskiej lidze, to wydaje mi się, że problem jest dużo poważniejszy. Często mówimy o obcokrajowcach, o limitach, o postaciach, jak Angulo, ale ja inaczej stawiam sprawę: a co z polskim zawodnikiem? My, trenerzy, mamy coraz mniejszy wybór wśród polskich piłkarzy w porównaniu z naszymi kolegami w innych ligach i wyborem, jaki oni mają wśród rodzimych piłkarzy. Pytasz mnie o piłkarzy z hiszpańskiej drugiej ligi B, którzy w Polsce robią za gwiazdy. To świadczy o możliwościach i o wyszkoleniu tych piłkarzy. Wielu zawodników, którzy u nas spisują się świetnie, tam nie dostaje nawet szansy. Bo ktoś inny ją dostał. Bo jest tak ogromny wybór, tak ogromna rywalizacja o miejsce w klubie Primera Division, czy drugiej ligi. Ci chłopcy, którzy tam się nie dostają, nie są słabi, tylko wyprzedzają ich jeszcze lepsi.

Tu Jan Urban ożywia się, bierze w rękę pisak i zaczyna szybko kreślić po tablicy, na której jeszcze chwilę wcześniej rozrysowywał taktykę najbliższego rywala (w poniedziałek Śląsk gra z Wisłą Płock). Głośno liczy.
HISZPANIA: La Liga – 20 zespołów, Segunda Division – 22 zespoły, Segunda B – 4 grupy po 20 zespołów, czwarty poziom rozgrywkowy – 9 grup po ok. 20 zespołów (183 zespoły w sumie, bo ligi są nierówne)! Razem 305 drużyn.
POLSKA: ekstraklasa – 16 zespołów, pierwsza liga – 18 zespołów, druga liga – 18 zespołów, czwarta klasa rozgrywkowa – 4 grupy po 18 zespołów. Razem 124 drużyny.
Tak wynika z odręcznego rysunku na tablicy – ale sprawdziliśmy: zgadza się.

Trzysta pięć do stu dwudziestu czterech! – akcentuje Urban. – A teraz weźmy pod uwagę, że na każdy klub trzeba liczyć kadrę mniej więcej 24-, 25-osobową. Średnio! Bo będą takie, które gdzieś tam w tych niższych ligach mogą mieć mniejszą, ale z kolei w wyższych będą mieć większą. No i teraz sobie to przemnóżmy! Jak gigantyczna różnica się nam robi. Przepaść w liczbie piłkarzy występujących na zauważalnym, zaawansowanym – profesjonalnym lub przynajmniej półprofesjonalnym – poziomie ligowym.
Na marginesie – mówimy o krajach porównywalnych wielkością. Polska to dziś ok. 40 mln obywateli, Hiszpania – ok. 48 milionów.

Człowiek, który niegdyś wbił trzy gole Realowi na Santiago Bernabeu, a potem przez lata szkolił i młodzież, i seniorów w Osasunie, wyraźnie się rozkręca:
Druga rzecz – w Centralnej Lidze Juniorów mamy dwie grupy, a wkrótce ma być jedna! W Hiszpanii… siedem!!! Siedem CLJ-tek jak byśmy u nas powiedzieli. To śmieszne. Na Zachodzie wszyscy rodzice dzieci wychowują przez sport. Nieważne, czy w przyszłości te dzieci zostaną sportowcami. To nie ma znaczenia. To po prostu element wychowania zdrowego społeczeństwa. A gdzie u nas mają grać te dzieci, ta młodzież? W jakichś wymyślanych turniejach? W porządku. Ale na co dzień, regularnie? Dlaczego za moich czasów mogło być bodaj 16 grup trzecioligowych zespołów? Były mocne trzecie ligi, druga, pierwsza. Był wybór, była jakość. A koszty nie były duże. Młodzież miała gdzie spróbować sił na w miarę wysokim poziomie – często z lepszymi od siebie, nie oddalając się od miejsca zamieszkania. Jak popatrzymy na polskich wybitnych piłkarzy z którejkolwiek epoki, większość wychowała się w małych klubach – trzecia, czwarta liga. A w pewnym momencie przeszli do większych. Bo była taka możliwość. A teraz? Przy takiej małej liczbie drużyn, które gwarantują przynajmniej podstawową jakość organizacji, treningu…

Czyli zmierzamy do tego, że wam, trenerom polskich klubów, najwyższych klas rozgrywkowych kończy się pole manewru przy szukaniu nowych piłkarzy?
Zupełnie szczerze? Ja już to wiele razy mówiłem w kuluarach, gdy toczą się środowiskowe rozmowy: u nas niedługo w ogóle nie będzie wyboru! A polski zawodnik, który cztery razy dobrze kopnie piłkę, będzie na naszym, wewnętrznym rynku kosztował krocie! Trochę taki ewenement spotkał też Anglików – że w transferach między klubami Anglicy kosztują nie wiadomo ile, choć wszyscy wiedzą, że nie są tego warci. Tylko kto bogatemu zabroni? A nasza liga zdaje się nie jest tak bogata jak angielska. Tymczasem już od jakiegoś czasu wystarczy się u nas wsłuchać w głosy z klubów: chciałbym Polaków, chętnie bym na nich postawił, ale oni tyle kosztują, że mniej zapłacę za zawodnika z zagranicy.

No i są lepsi, jak widać.
Jeśli patrzymy na decyzje, jakie w podobnych sytuacjach podejmuje młody Hiszpan, a jakie młody Polak, to widać, że Hiszpan jest bardziej pewny i częściej podejmuje dobre wybory. To wynika z braków w wyszkoleniu technicznym i taktycznym Polaka i w o wiele lepszym przygotowaniu Hiszpana. On dzięki temu po prostu myli się rzadziej. Dochodzimy do kwestii szkolenia – ono jest na o wiele wyższym poziomie w Hiszpanii niż w Polsce, po prostu. U nas jest dobra intensywność spotkań, ale to paradoksalnie bierze się stąd, że trzeba nadrobić braki. Piłka ucieknie, to starasz się ją odzyskać. Niby jest próba rytmu, ale najczęściej zdarzają się dwa, trzy podania i strata. Oczywiście, trafiają się dobre mecze, tak jak na Zachodzie trafiają się słabe. To jasne. Ale największa różnica jest w przygotowaniu ogólnym i wyszkoleniu technicznym. Ogromna różnica.

Czyli też po prostu inne podejście do kwestii szkolenia, także szkolenia trenerów?
W Hiszpanii juniorów muszą trenować trenerzy z licencją UEFA Pro. I jest ich na tyle dużo, że nie jest to żadnym kłopotem. Bo nie każdy trener nawet z tak wysoką licencją chce być przy pierwszym zespole profesjonalnego futbolu. Niektórzy wolą szkolić młodzież, to ich pasja i to też jest piękna sprawa. Wiem, bo sam przecież trenowałem w piłce młodzieżowej. No, ale właśnie to jeden z tych czynników, dla których tam jest przeogromny wybór wśród młodych piłkarzy. Przeogromny.

Wróćmy do tych naszych, „polskich” Hiszpanów. Oni chyba mają wielką łatwość aklimatyzacji w nowym środowisku. I szybko zostają liderami swoich drużyn – jak Angulo, jak swego czasu Astiz choćby.
Są otwarci. Nie wchodzą w konflikty. Spytaj któregokolwiek piłkarza Legii, czy miał kiedyś jakikolwiek konflikt z Hiszpanem w zespole. Jeśli chodzi o życie w grupie, są absolutnie bezproblemowi. Łatwo się z nimi dogadać i nie mówię tu o języku, tylko o mentalności. Są nacje, z którymi w szatni może się tak poukładać, że zdarzają się problemy, z Hiszpanami raczej nie. Każdy z szatni ci powie, że Hiszpan ten czy tamten jest otwarty, jest pozytywnie nastawiony. Nie dzielą się na grupy, nie noszą głowy w chmurach. Trzymają kontakt z każdym.

Kwestia wychowania?
Tak, to wynika z kultury wychowania, otwartości. Oni lubią rozmawiać, lubią poznawać nowych ludzi, lubią pytać, interesować się – także miejscem, w którym są, jego historią, społeczeństwem. Są bardzo fajni, komunikatywni, życzliwi. Reprezentują pozytywne podejście do życia. Może to też kwestia… słońca, które mają przecież na co dzień. Nie ukrywajmy – to też jest istotne! Budzisz się rano i słońce świeci, przecież to od razu lepiej nastawia cię do życia. Błahostka? Nie powiedziałbym. To wpływa na to, jak spędzisz dzień. Oczywiście, poziom rozwoju kraju i ogólnie stopa życiowa też mają znaczenie, że nie patrzysz z zazdrością na innych. Bo w moim życiu jest w porządku, bo jestem szczęśliwy. Mówimy tu niby o prostych sprawach, ale czy te proste sprawy nie mają znaczenia w tym, jak się do innych ustawiamy?

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Śląsk Wrocław

  • Piotr Borkiewicz

    Zauważyłem pewną prawidłowość. Ilekroć wywiad zaczyna dotyczyć polskiego szkolenia a raczej jego słabości, dziennikarz zmienia temat. Ja bym zapytał pana Urbana co jest złego w naszym szkoleniu i jak to jest zorganizowane w Hiszpanii?
    Ostatnio młoda Legia grała z zespołem islandzkim z 30-to tysięcznego miasta (cała Islandia to 320 tys mieszkańców) i nie było widac dużej różnicy. Legia ściąga zawodników z całej Polski a pod nosem Warszawę z przyległosciami (ok 2mln ludzi) a więc możliwość selekcji ogromną a Islandczycy potrafią „wycisnąć” z 30 tys taką jakość.
    To co jest z tym polskim szkoleniem? Odpowiedź jest prosta, oni na 320 tys mieszkańców mają około 700 trenerów z UEFA Pro, my na 38 mln mamy ich trochę ponad 400.
    Jakość nie bierze się z niczego.
    Nie maja słońca jak Hiszpanie ale mają zacięcie. A co my mamy?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli