Jagiellonia w Kielcach, czyli trafiła kosa na kosę

Autor wpisu: 5 maja 2017 22:53

W meczu dwóch drużyn, którym w ekstraklasie tak optycznie najbardziej się chce, czyli Korony z Jagiellonią, remis 1:1. Gospodarze co prawda strzelili gola ze spalonego, ale goście z Białegostoku, patrząc na liczbę okazji bramkowych, z punktu powinni być zadowoleni. Zwłaszcza, że utrzymują pozycję lidera.

Może nie było technicznych fajerwerków, ale mecz Korony z Jagiellonią oglądało się z przyjemnością. Było tempo, była walka, były okazje bramkowe, były też gole. Co prawda jeden ze spalonego, co pozostawia na pewno spory niesmak. Niemniej obiektywnie, jak to się mówi: z przebiegu gry, na więcej zasłużyła Korona.

Po kwadransie spotkania zastanawialiśmy się: jak długo Korona wytrzyma grając w takim tempie i z takim zaangażowaniem? To pytanie nasuwa się zresztą w każdym spotkaniu ekipy prowadzonej przez Macieja Bartoszka. Powinniśmy się już do tego przyzwyczaić. Trener kielczan z determinacji zrobił pieczątkę swojej drużyny. Mijają minuty, a Korona prawie w ogóle nie opada z sił. Tyle samo energii co zawodnicy wkłada w każdy mecz także Bartoszek. Słońce, deszcz czy śnieg – on biega przy linii, w gestykulacje wkłada całe serce, jakby chciał przekazać piłkarzom całą swoją energię. I chyba to działa! Przy szkoleniowcu Korony Michał Probierz – do niedawna mistrz ekspresji – wypada blado. Probierz ostrzegał przed spotkaniem, że jego zespół czeka w Kielcach ciężki bój. I to był dla Jagi naprawdę Ciężki Bój, taki właśnie przez wielkie „C” i wielkie „B”.

W ostatnich sześciu dniach oglądaliśmy dwa niby bardziej prestiżowe mecze – ligowy klasyk w Warszawie między Legią i Wisłą, potem finał Pucharu Polski między Lechem i Arką, ale to w Kielcach obie drużyny walczyły na noże, jakby stawką było mistrzostwo Polski. Dla Jagiellonii taka jest stawka każdego z kolejnych meczów, Korona walczy… po prostu walczy. Spadek jej nie grozi, na puchary nie ma szans. A szkoda, bo chciałoby się widzieć na europejskiej scenie zespół walczący z taką determinacją.

W pierwszej połowie Jagiellonia była dość mocno wycofana. Reprezentant Polski Jacek Góralski w pewnym momencie podbiegł do linii bocznej i wylał na głowę butelkę wody. W tym czasie lało jak z cebra. Piłkarz Jagiellonii tłumaczył, że było mu duszno, ale on chyba nie bardzo wierzył w to, co się dzieje na boisku. Bo jak to? Przecież determinacja, to jest też znak firmowy Jagi, a tymczasem trafiła kosa, na jeszcze ostrzejszą kosę.

Po przerwie trener Probierz wprowadził  Konstantina Vassiljeva. Czyżby taki był plan, żeby pozwolić wyszumieć się gospodarzom i ruszyć na nich po przerwie? Być może, ale nic z tego, Korona nie zamierzała zwalniać i kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry prowadziła 1:0. Prowadziła niezasłużenie z punktu widzenia przepisów, bo Serhij Pyłypczuk strzelał ze spalonego. Odpowiedź była natychmiastowa – Arvydas Novikovas huknął zza pola karnego i nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. Przy golu asystował Cillian Sheridan. Irlandczyk tym razem częściej dogrywał kolegom, bo obrońcy Korony dość uważnie go pilnowali.
Więcej okazji mieli gospodarze – sam Pyłypczuk mógł strzelić jeszcze co najmniej dwa prawidłowe gole, świetną okazję miał Palanca, już nawet przerzucił piłkę nad Marianem Kelemenem, ale spudłował. Jagiellonia? Po meczu Piotr Tomasik utrzymywał, że powinien być rzut karny po tym, jak został sfaulowany w szesnastce. Pretensje do sędziego na pewno uzasadnione przy golu dla Korony, tutaj być może również, ale zwalanie całej winy na błędy arbitra – to byłoby trochę na wyrost.
Remis sprawia, że punktowo z ekipą z Podlasia może się zrównać Lech Poznań, ale jej nie wyprzedzi, bo decyduje bilans punktowy z rundy zasadniczej. Wygrane Kolejorza, Lechii i Legii sprawią, że w pierwszej czwórce zrobi się ogromny tłok.

  • tomi936

    Tym artykulem „obiektywnosc” tej strony sie skonczyla w kontekscie artykulu o sedziowaniu marciniaka meczu legia – pogon. Piszecie tam ze marciniak mogl spieprzyc legii mistrzostwo gdzie tutaj o tym w ogole nie wspominacie. Fakt korona byla grozniejsza ale nie liczy sie ilosc stworzonych sytuacji a ich skutecznosc. Bramka ze spalonego i ewidentny karny dla Jagiellonii a wy piszecie ze zwalanie winy na sedziego troche na wyrost haha. Zmiencie nazwe na legia.pl.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli