Sheridan i Černych zabawili się z Gruzinami. Żeby tylko jeszcze celniej strzelali…

Autor wpisu: 29 czerwca 2017 20:13

Fajerwerków nie było, ale i nikt na te fajerwerki nie liczył. Trzeba było jechać, wygrać, przy okazji nie dać sobie połamać nóg i wrócić w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. I to się Jagiellonii w oficjalnym debiucie Ireneusza Mamrota w roli jej trenera udało. 1:0 na wyjeździe z Dinamem Batumi i chyba spokojnie można przymierzać się do kolejnej rundy.

To jest ten moment sezonu, kiedy do wygrania nie ma nic, za to można narobić sobie tylko obciachu, potykając się na pierwszej pucharowej przeszkodzie, którą z reguły tworzą drużyny, których nazw za nic w świecie nie jesteście w stanie spamiętać. Dinamo Batumi akurat to może jakieś piętro wyżej, bo nazwa przecież nie jest jakaś anonimowa, ale też na kolana nie rzuca. Wiadomo, że w dzisiejszej piłce „kelnerów już nie ma”, ale skoro już ich „nie ma”, to tym bardziej trzeba z nimi wygrywać.
Jaga sprawy nie pokpiła i to jest największy plus wyprawy do Gruzji. Mamrot zaczął przygodę z Jagiellonią poważnie, tak samo jak poważnie Jagiellonia zaczęła przygodę z europejskimi pucharami. I oby jedna przygoda i druga trwały jak najdłużej.

Ten mecz może i nie był spacerkiem, trzeba się było naharować, nabiegać i napocić, ale też nawet przez moment nie ulegało wątpliwości, po czyjej stronie jest przewaga. Jagiellonia musiałaby się naprawdę „postarać”, by dać się temu Dinamu pokonać. Wszystkie atuty były po jej stronie – inteligencja, pomysł, dojrzałość, taktyka, technika… Nie ma nawet sensu porównywać.
I tylko dwóch rzeczy można, a nawet trzeba żałować. Pierwsza to kartki. Po diabła aż cztery? To może być w kolejnych rundach bardzo kosztowne, tym bardziej że złapała je trójka naprawdę kluczowych piłkarzy – Sheridan, Góralski i Romanczuk (tym czwartym rezerwowy Sekulski). Jasne, że nie można było pozwolić tym Gruzinom wejść sobie na głowę, ale cena za to trochę za wysoka.

I druga sprawa to skuteczność. Sheridan i Černych zabawili się z rywalami, ale żeby jeszcze celniej strzelali… Ten pierwszy zmarnował karnego, pod koniec w dogodnej sytuacji trafił w słupek. Černych też trochę napsuł. A gdy do tego dodać jeszcze znakomitą sytuację z 41. minuty, jaką zmarnował Novikovas (z około 12 metrów uderzył prosto w bramkarza Dinama), oraz gola, którego sędzia w 36. minucie nie uznał (Sheridan na spalonym), no to trzeba mieć niedosyt, bo prawda jest taka, że już po pierwszym spotkaniu sprawa awansu powinna być rozstrzygnięta.
Tak czy inaczej nie wyobrażamy sobie, by w rewanżu mimo wszystko coś mogłoby pójść nie tak.

Inne artykuły o: Jagiellonia Białystok

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli