Jagiellonia Mamrota nie pęka. Nawet w azerskim piekle. I tylko Góralskiego szkoda…

Autor wpisu: 13 lipca 2017 21:35

Jagiellonia zrobiła swoje – pojechała na trudny teren przetrwać bez strat w ludziach i przede wszystkim nie przegrać. To drugie udało się zrealizować (1:1 w Baku z Qabalą). To pierwsze? Oby też, choć uraz Jacka Góralskiego na jakiś czas wytrącił Jagę z równowagi. Oby nie okazał się poważny.

Bo ile Góralski dla Jagiellonii znaczy, wiadomo nie od wczoraj. W Baku od samego początku przejął władzę nad środkową częścią boiska, panując tam niepodzielnie. Jak tylko mógł, perfekcyjnie gasił akcje gospodarzy. A jak nie mógł, to ciął równo z trawą. Efekt był taki, że to Jaga grała i stwarzała pod bramką rywali zagrożenie, a jej przeciwinik próbował co najwyżej przeszkadzać. I to z mizernym skutkiem.
Patrząc na ten początek meczu, można się było zastanawiać – o co było tyle szumu z tą Qabalą? Że całkiem mocna drużyna? W dodatku mająca za sobą grę w fazie grupowej Ligi Europy? I co z tego. Jagiellonii nie dorasta do pięt. Efekt wzmocniła jeszcze bramka Romańczuka. 1:0, rywalowi puszczają nerwy, więc teraz pójdzie już z górki. Trzeba dobić frajera i wracać do domu…

No, ale jak wiadomo, w dzisiejszej piłce ani frajerów, ani kelnerów już nie ma. Nawet w Azerbejdżanie (to dopiero trzeci mecz z dziesięciu tej drużyny u siebie w el. Ligi Europy, którego nie potrafiła wygrać). Nic więc dziwnego, że ta Qabala jednak się otrząsnęła. Trochę nerwów wkradło się w szeregach Jagi pod koniec pierwszej połowy, jeszcze więcej na początku drugiej i gospodarze wyrównali. Potem było jeszcze trudniej, bo Azerowie zwęszyli krew i postanowili pójść za ciosem. I wtedy urazu doznał Góralski (kopnięty w jednym ze starć musiał opuścić murawę). Trzeba było trochę zmienić taktykę. Ale na szczęście nie zmieniło się oblicze Jagi, która napór wytrzymała, po czym znów zaczęła grać swoje. Kilka kontr było przedniej marki i tylko żal, że żadnej nie udało się wykorzystać. A już to, co zrobił Novikovas w sytuacji trzech na jednego, to był… kryminał. Szkoda…

– Z jednej strony wynik dobry, z drugiej czujemy niedosyt – przyznał po meczu Ireneusz Mamrot. Nie tylko on. To był trudny mecz, ale absolutnie do wygrania. Choć z drugiej strony równie dobrze można go było przegrać, bo kilka razy Kelemen musiał uwijać się jak w ukropie, a kilka razy dopisało mu zwyczajnie szczęście.

Najważniejsze jednak, że Jagiellonia w żadnym momencie tego meczu nie pękła. Szczególnie kiedy rywal próbował dusić, kiedy rozsypała się trochę gra w środku pola, nawet na moment nie pachniało paniką. Piłkarze Mamrota konsekwentnie robili swoje. Mieli na ten mecz plan i perfekcyjnie go realizowali.
Kilka dwójkowych akcji Sheridana z Černychem było przedniej marki, kilka zagrań Novikovasa również (na tę zmarnowaną trzysetkę spuszczamy kurtynę miłosierdzia), no a przede wszystkim bardzo fajnie pokazał się „czeski Vassiljev”, czyli Martin Pospisil. Nowy nabytek wicemistrzów Polski potrzebuje jeszcze czasu, by wgryźć się w ten zespół, ale kilka jego zagrań uświadomiło nam, że to może być grajek na bardzo wysokim poziomie i że Jaga może mieć z niego wiele pożytku. Teraz tylko głowa Mamrota w tym, żeby dobrze wtłoczyć go w tę białostocką machinę. I w miarę jak najszybciej.

Co przed rewanżem? Szczerze mówiąc, po tym, co widzieliśmy w tym pierwszym spotkaniu, nie wyobrażamy sobie, by Jaga miała tu odpaść. Jasne, że to tylko sport, a wynik 1:1 o niczym jeszcze nie przesądza. Ale piłkarsko Jagiellonia jest lepsza. Ma więcej jakości. No i będzie miała atut własnego boiska. Musi być dobrze!

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Jagiellonia Białystok

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli