Jacek ZIELIŃSKI: W Legii nocami przygotowywałem plany treningowe, a chłopcy byli na baletach

Autor wpisu: 8 lutego 2017 08:54

Jacek Zieliński wrócił z Suwałk do Warszawy. Były kapitan, potem trener Legii został dyrektorem technicznym ekipy z Łazienkowskiej. Rozmawiamy z nim o nowej roli, o doświadczeniach wyniesionych z pracy w roli dyrektora sportowego Wigier. Wspominamy też dawne czasy, kiedy pracował jako trener. – Legia, z której odchodziłem, a Legia dzisiejsza, to dwa różne kluby – mówi.

FUTBOLFEJS.PL: Czym się będzie zajmował dyrektor techniczny w Legii? Bo zdaje się, że tak nazywa się pana nowa funkcja.
JACEK ZIELIŃSKI: Nie wiem dokładnie, jak się nazywa moja funkcja, ale chyba rzeczywiście dyrektor techniczny (śmiech). W skrócie można powiedzieć, że kompetencyjnie będę takim pośrednikiem między dyrektorem akademii Jackiem Mazurkiem, a dyrektorem sportowym Michałem Żewłakowem. Mam odpowiadać za przepływ piłkarzy z drużyn juniorskich do kadry pierwszej drużyny. Na razie się wdrażam, poznaję struktury klubu, poznaję ludzi.

Z czym pan wraca do Warszawy z Suwałk? 
Z nowym doświadczeniem. Pracowałem tam jako dyrektor sportowy i zakres kompetencji, który mam teraz w Legii, częściowo pokrywa się z tym, co robiłem w Suwałkach. Tylko w Warszawie będę miał do czynienia z większą grupą młodych piłkarzy. Tam było kilkunastu chłopaków, tutaj jest ich kilkudziesięciu.

Odszedł pan już na dobre od trenerki na rzecz dyrektorowania?
Powiem tak: gdybym dostał taką propozycję, gdy kończyłem karierę piłkarską, to bym się tego nie podjął. Teraz, z takim bagażem doświadczeń – piłkarza, asystenta, trenera w klubie i reprezentacji młodzieżowej, asystenta w pierwszej reprezentacji, dyrektora sportowego – mam poczucie, że w obecnej roli mogę się spełnić. Tak jak spełniałem się w Wigrach. Chociaż przyznam, że cały czas czuję pewien niedosyt, że w tej trenerce skończyło się tak, jak się skończyło (w kwietniu 2014 roku Zieliński został zwolniony z reprezentacji U-20 po konflikcie z dyrektorem sportowym PZPN Stefanem Majewskim – red.) Zainwestowałem w to sporo czasu, nerwów, emocji, nauki. Mam jednak wrażenie, że obecna praca o tej trenerce pozwoli mi szybko zapomnieć.

Pewnie pan analizował, co poszło nie tak, że nie został pan na tej trenerskiej karuzeli?
Myślę, że po prostu za wcześnie zacząłem pracę trenerską z pierwszym zespołem, zabrakło mi doświadczenia. Rozmawiałem o tym wczoraj z „Vuko” (Aleksandar Vuković) i Tomkiem Kiełbowiczem i obaj mieli podobne zdanie: nie wyobrażali sobie objęcie pierwszej drużyny w takim klubie jak Legia tuż po skończeniu kariery piłkarskiej. Dziś jest łatwiej, bo sztaby szkoleniowe są bardzo rozbudowane, ty musisz umiejętnie zarządzać współpracownikami. Wyznaczasz jakiś kierunek, a oni ci pomagają. Wtedy w Legii współpracowałem z panem Lucjanem Brychczym i przez chwilę był Krzysiek Gawara. Ogarnąć to wszystko w tak skromnym składzie było bardzo trudno. W zasadzie trzeba było wszystkim zająć się samemu – trenowaniem, planowaniem treningów, monitoringiem wysiłku zawodników i jeszcze mieć cały czas kontakt z piłkarzami, rozmawiać z nimi. Ten kontakt mi umykał, bo brakowało na to czasu. Ale niczego nie żałuję, bo zebrałem ogromne doświadczenie. Rok takiej pracy to jak pięć albo dziesięć lat asystentury. Oczywiście ważny jest talent, ale okres wdrożenia jest niezbędny. Nawet Pep Guardiola nie skakał od razu na głęboką wodę, tylko zaczynał w drużynie rezerw.

Oficjalnie: Jacek Zieliński wraca do Legii. Już pożegnał Suwałki

Legia, którą pan opuszczał 10 lat temu, a ta, do której pan wraca…
…to dwa różne kluby. Infrastruktura – pierwsza sprawa. Rozbudowana akademia – druga. Gdy odchodziłem, Jacek Mazurek dopiero nad nią pracował. Wspomniałem już o rozbudowanym sztabie trenerskim. Różne, lepsze, nowocześniejsze narzędzia do monitoringu stanu fizycznego piłkarzy. Kiedyś w okresie przygotowawczym była taka zasada, że trzeba piłkarzom dołożyć 30 procent więcej. Wtedy jest pewność, że zrobią 100 procent, bo zazwyczaj te 30 procent sobie odpuszczają.

I stosował pan tę zasadę w Legii?
Nauczyłem się jej jeszcze w Igloopolu Dębica, ale nigdy nie zastosowałem. W Legii starałem się zindywidualizować treningi. Już wtedy taki trend zaczynał wchodzić do polskiej piłki. Poświęcałem mnóstwo czasu na analizowanie i opracowywanie różnych programów dla poszczególnych grup, czasem pojedynczych piłkarzy. Siedziałem nad tym nocami. A w tym czasie chłopcy byli na baletach, o czym dowiedziałem się od nich dopiero po latach.

Trochę przypomina to niedawną sytuację w reprezentacji Polski. Pewnie jest pan w stanie uwierzyć, że Adam Nawałka był tak zapracowany, że nie wiedział, że chłopcy posiedzieli do rana?
Jestem w stanie w to uwierzyć. Indywidualne podejście w kwestii obciążeń, to bardzo ważne, ale kontakt z zawodnikiem jest jeszcze ważniejszy. Trzeba to rozsądnie pogodzić, żeby starczyło czasu na jedno i na drugie.

Charyzmy, szacunku u piłkarzy kupić się nie da?
Szatnia nie przepuści żadnemu trenerowi (śmiech).

Obecni piłkarze inaczej podchodzą do zawodu niż 10 lat temu?
Jest więcej profesjonalizmu, ale to nie jest jeszcze norma. Byłem dumny z tego, co udało się zrobić w Suwałkach. Nikt nikogo nie zmuszał do tego, żeby przyjść wcześniej na trening i przygotować się do zajęć, porozciągać, porolować. Nikt ich nie zmuszał, że żeby zostać po treningu, a wszyscy to robili. Jest tam młody i ambitny zespół, zawodnicy żądni robienia postępów. Ale wiem, że nie wszędzie tak jest, aczkolwiek to coraz powszechniejsze. Duża w tym zasługa piłkarzy reprezentacji Polski – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka. Ci młodzi chłopcy obserwują ich i chcą się zachowywać tak, jak oni, chcą nad sobą pracować. Odzwyczajają się od piwa, od czekolady. I te coraz młodsze pokolenia są coraz bardziej profesjonalne, coraz pewniejsze siebie. Nie wiem, czy nie trzeba będzie tych młodych uczyć skromności i pokory. Bo te cechy powodują, że człowiek dostrzega własne niedoskonałości, a to z kolei motywuje go do pracy. Zbytnia pewność siebie może być zgubna. Ciekawie o tym mówił Sergio Navarro, dyrektor metodologii szkolenia Villarreal podczas konferencji Football Lab w Warszawie. Podkreślał, jak ważne jest budowanie skromności, wrażliwości na przykład przez kontakt z dziećmi niepełnosprawnymi. Pozwala to nabrać realnego spojrzenia na świat.

Rozumiem, że przychodzi pan do Legii i ma swoją wizję tego, co i jak zamierza robić?
Mam kolegę, który przychodził do jednego ekstraklasowego klubu, nie wiedział, jak wszystko jest poukładane, jakie są struktury, a już miał wizję, jak to trzeba zrobić. Wychodzę z założenia, że najpierw trzeba poznać i ogarnąć to, co jest, a potem dopiero wdrażać swoje pomysły, które mogą usprawnić działalność w obszarze, w którym będę działał. Mam swój styl pracy. Generalnie nie lubię niczego narzucać na siłę, bo to nie działa. Mogę podpowiedzieć, wskazać jakieś rozwiązanie, porozmawiać, zasugerować. Tak właśnie pracowałem w Suwałkach.

W Wigrach zajmował się pan też skautingiem. Da się poznać dobrego piłkarza po tym, jak wchodzi po schodach? Tak powiedział kiedyś pana szef Franciszek Smuda, gdy pracowaliście w reprezentacji Polski.
Można traktować to hasło z przymrużeniem oka, ale w ocenie piłkarzy bardzo trudno uniknąć subiektywizmu. Zwracamy uwagę, jak zawodnik się porusza. Bywa, że coś nam nie pasuje w tym, jak biega. Widzimy jakąś niezdarność, sztywność. A ten piłkarz wcale nie musi być słaby. Trudno się jednak takiego odczucia wyzbyć, a można się przez nie pomylić.

„Jacek Zieliński wraca do domu” – to hasło, które najczęściej wypowiadają kibice Legii na wieść o pana zatrudnieniu. Jak się pan poczuł, przychodząc w poniedziałek do pracy na stare, ale nowe śmieci?
Nie powiem, że byłem stremowany, ale też nie czułem się zbyt pewnie, może odrobinę zmieszany. Znam się tutaj mniej więcej z co piątą osobą. Ale wszedłem z przekonaniem, że szybko się wdrożę.

Pan zna co piątą osobę, ale wszyscy znają pana.
Być może, ale gdy ktoś mi się przedstawiał, to ja też się przedstawiałem. Jak się okazywało, nie musiałem (śmiech).

Z trenerem Jackiem Magierą, któremu proponował pan pracę w Wigrach, zdążył pan porozmawiać?
Jeszcze nie, bo gdy ja byłem w Legii na rozmowach, Jacek był z drużyną w Hiszpanii. Minęliśmy się też w moich pierwszych dniach pracy. Na razie widziałem się tylko z Vuko, ale na pewno z Jackiem wkrótce się spotkamy i porozmawiamy.

NX_tomasz-lapinski_011

Bywał pan na stadionie Legii, gdy pracował w Suwałkach?
Niezbyt często. Znacznie częściej na meczach drugiej drużyny niż pierwszej. Oglądałem mecze, które mogły coś dać pod kątem Wigier. Na głównym stadionie takich zawodników raczej trudno byłoby mi znaleźć. Pierwszą Legię śledziłem głównie w telewizji.

Partnerskie stosunki z Wigrami pewnie będą w Legii pielęgnowane?
Bo trzeba szukać takich klubów, gdzie jest dobra infrastruktura, gdzie jest mądry sztab trenerski, gdzie jest jakaś myśl prowadzenia drużyny. Dobrze jest mieć ze dwie takie drużyny, gdzie można umieszczać zawodników, by się ogrywali. Młodym piłkarzom trudno się przebić bezpośrednio z rezerw do pierwszej drużyny, w Legii jest to praktycznie nierealne. W zimowych sparingach świetnie wyglądał Sebastian Szymański, ale to są tylko sparingi. W meczach o stawkę nie będzie mu łatwo. Ogranie się w zespole z pierwszej czy nawet drugiej ligi pozwala na płynniejsze przejście na ten najwyższy szczebel.

Z Suwałkami trudno było się rozstać? Wiem, że nosił się pan z tym zamiarem od jakiegoś czasu.
Propozycja Legii pozwoliła mi zadziałać w sposób bardziej zdecydowany. Bardzo dobrze czułem się w tej pracy zawodowo, miałem satysfakcję z tego, co robiłem. Pierwszy raz w życiu w Suwałkach trafiłem na klub, w którym wszyscy pchali wózek w jedną stronę – od pana z OSiR-u, który zajmował się boiskiem, poprzez ludzi z władz miasta, pracowników klubu, aż po władze klubu. Zaczynała mi jednak doskwierać rozłąka z rodziną. Mniej więcej 80 procent czasu spędzałem poza domem. O rozluźnieniu więzów rozmawialiśmy z prezesem Darkiem Mazurem już rok temu. Myślę, że w Legii będę mógł pogodzić dwie rzeczy: satysfakcję z pracy i bycie razem z rodziną.

Rozumiem, że na mecze półfinału Pucharu Polski Wigier z Arką Gdynia wybiera się pan?
Mam nadzieję, że dostanę pozwolenie z Legii, żeby te mecze obejrzeć, bo zdaje się, że oba zostaną rozegrane w tygodniu.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli