Jacek BEDNARZ: Ruch obronił swoją reputację i to jest jego sukces

Autor wpisu: 3 stycznia 2017 07:34

Ruch został uwolniony od winy umyślnej, co próbowano wmówić opinii publicznej. Uważam, że to sukces klubu, bo tym samym obronił on swoją reputację – mówi nam Jacek Bednarz już po tym, jak uprawomocnił się wyrok Komisji ds. Licencji Klubów nakładający na Ruch karę minus 8 punktów za złamanie wymogu F09 z Podręcznika Licencyjnego.

Ruch po uprawomocnieniu się tego wyroku spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Do zajmującej bezpieczną, 14. lokatę Cracovii traci teraz dziewięć punktów. Ale jeśli do 31 stycznia klub lub jego fundacja ureguluje wszelkie zaległości finansowe względem byłych i obecnych zawodników, odzyska cztery punkty.

FUTBOLFEJS.PL: Sprawa Ruchu zakończyła się, pana zdaniem, sprawiedliwym werdyktem?
JACEK BEDNARZ
(członek Zarządu Ekstraklasy SA, od listopada 2013 do czerwca 2016 prokurent w Ruchu Chorzów SA, odpowiedzialny m.in. za przygotowanie wniosku licencyjnego): Ruch przyznał, że mógł popełnić błąd i w związku z tym uznał swoje przewinienie, ale działanie w żadnym wypadku nie było celowe. Czy to wyrok sprawiedliwy? Uważam, że wydanie sprawiedliwego orzeczenia w tym przypadku było arcytrudne i jeszcze długo będzie budzić sprzeczne emocje.

Dlaczego?
Dlatego, że redakcja przepisów Podręcznika Licencyjnego w zakresie, jaki był przedmiotem badania w sprawie Ruchu, nie była jednoznaczna. Przyznała to sama Komisja Licencyjna. Tak niejednoznacznie sformułowane przepisy pozwalają bronić innego poglądu i przedstawiciele Ruchu tego poglądu bronili. Natomiast dla wyniku postępowania najistotniejsze było to, że ostateczna interpretacja tych przepisów należała do komisji. To było jej prawo i ona z tego prawa skorzystała, po czym logicznie uzasadniła wydanie werdyktu w oficjalnym komunikacie. Niemniej bardzo istotne jest to, że orzeczenie uwalnia klub od winy umyślnej, co próbowano – na szczęście nieskutecznie – wmówić opinii publicznej. Pod tym względem uzasadnienie orzeczenia nie pozostawia żadnego miejsca na jakiekolwiek spekulacje. To bez wątpienia sukces Ruchu, który tym samym obronił swoją reputację. Mimo tego myślę, że w Chorzowie będą tacy, którzy uważają, że należało walczyć do końca.

Czyli pana zdaniem w gruncie rzeczy lepiej było się Ruchowi przyznać, nie było wyjścia?
Ruch stanął przed naprawdę poważnym dylematem i w związku z tym podjął taką, a nie inną decyzję. Ja mam komfort, bo mogę obstawać przy swoim, za co nie grożą mi konsekwencje. Natomiast w przypadku chorzowskich działaczy było inaczej. Dlatego absolutnie rozumiem ich decyzję, chronili coś ważniejszego, czyli interes klubu, walczyli o możliwość złapania jakiejkolwiek szansy na to, by spróbować się utrzymać. Bo to orzeczenie jakąś teoretyczną przynajmniej szansę Ruchowi na to daje. Z tego punktu widzenia zrobili mądrze.

Pan wciąż jednak uważa, że komisja nie miała racji?
Ja przede wszystkim uważam, że skoro klub, co udowodniono w trakcie postępowania, nie zrobił niczego celowo, umyślnie, a jedynie popełnił błąd, to można było mniej arbitralnie orzec o karze. A właściwie skupić się na egzekucji podstawowego obowiązku, czyli obowiązku zapłaty zaległych wynagrodzeń w możliwie szybkim terminie pod rygorem ujemnych punktów oraz wykorzystać ten przykład, żeby pokazać całemu środowisku problem, żeby w przyszłości nikt inny nie pomylił się w interpretacji tych – powtórzę to raz jeszcze – niejednoznacznych przepisów. Bardziej byłoby to z duchem gry, a tabela układałaby się wyłącznie na boisku, czyli tam, gdzie powinna. Mam też inną wątpliwość, czy cała procedura mieści się w ogólnych ramach przepisów, mówiąc oględnie branżowych czyli piłkarskich.

To znaczy?
W dużym uproszczeniu z punktu widzenia przepisów PZPN-owskich rozliczamy się we własnym gronie, we własnej branży. Czyli według tych przepisów zawodnik nie może pójść ze swoim kontraktem do sądu powszechnego, a jeśli uważa, że został skrzywdzony, ma się sądzić w sądzie polubownym. Składa taką deklarację, że poddaje się jurysdykcji dyscyplinarnej wyłącznie w strukturach piłkarskich, czyli PZPN, UEFA i FIFA. I przepisy licencyjne chronią jego interes w ramach organów tych instytucji. A w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której zawodnik, poza graniem w piłkę, pracuje w Fundacji – przynajmniej tak twierdzi – i ma wyrok sądu powszechnego nakazujący uregulowanie wszystkich zaległości wobec niego za tę pracę, ale już po egzekucję tego wyroku idzie do organów PZPN-owskich. Choć zgłaszając się do sądu powszechnego, złamał związkowe przepisy. Co więcej, idzie do PZPN-u i mówi: „Ochrońcie mój interes, bo ja wcale w tej fundacji nie pracowałem, tylko to był mój kontrakt”. Brakuje mi więc w tym wszystkim logicznej konsekwencji. Bo jeśli Ruch zasłużył na karę i ją dostał, to na podstawie tych samych przepisów powinien być pociągnięty do odpowiedzialności zawodnik. Bo on na pewno skłamał, składając oświadczenie, że kontrakt to jego jedyne wynagrodzenie z tytułu gry w piłkę. Mało tego, poszedł po jurysdykcję na zewnątrz, a potem wrócił z tą jurysdykcją z powrotem do PZPN-u.

Członkowie komisji jakoś to panu wytłumaczyli?
Tak, ale tylko w części się z tym zgadzam. Nie ma w tym zakresie jednoznacznych regulacji i na przyszłość dobrze by było to sprecyzować.

To oznacza, że w procesie licencyjnym są jakieś luki?
Jak pokazuje postępowanie w sprawie Fundacji Ruchu, tak. Zresztą przyznała to także sama komisja.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | PZPN | Ruch Chorzów

  • Jazmig

    Ruch niechcący, przez pomyłkę, nie płacił zawodnikom. Pogratulować logiki Bednarzowi.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli