Jacek BEDNARZ: Kto robi nagonkę na Ruch?

Autor wpisu: 18 grudnia 2016 16:00

O procesie licencyjnym Ruchu wie wszystko, bo jako prokurent klubu był odpowiedzialny za przygotowanie wniosku licencyjnego. I przekonuje, że Ruch absolutnie niczego przed Komisją Licencyjną nie zataił, ale padł ofiarą nagonki i manipulacji. – A przy okazji zarzucono mi, że jestem oszustem. Ci, którzy to zrobili, mogą być pewni, że tak tego nie zostawię – mówi. O polowaniu na Ruch rozmawiamy z Jackiem Bednarzem.

FUTBOLFEJS.PL: Czy Ruch zataił zadłużenie przed Komisją Licencyjną?
JACEK BEDNARZ (członek Zarządu Ekstraklasy SA, od listopada 2013 do czerwca 2016 prokurent w Ruchu Chorzów SA): Oczywiście, że nie.

To o co chodzi? Skąd zamieszanie z Fundacją Ruchu?
Gdy pracowałem w Ruchu i byłem odpowiedzialny za przygotowanie wniosku licencyjnego, fundacja była pokazywana w strukturze klubu zarówno w trakcie procesu licencyjnego dotyczącego sezonu 2015/16, jak i w kolejnym. Tego zresztą wymaga Podręcznik Licencyjny. To standardowa procedura.

Dla Komisji Licencyjnej nie mogła być więc ona żadnym zaskoczeniem?
Żadnym. Mało tego – to, co dziś jest przedmiotem badania komisji, też nie mogło być dla niej żadnym zaskoczeniem.

Dlaczego?
W trakcie procesu licencyjnego dotyczącego sezonu 2015/16 dostaliśmy dokumentację z PZPN, w której informowano nas, że do Komisji Licencyjnej docierają informacje związane z fundacją.

To skąd się wzięła ta cała nagonka na Ruch i sugestie, że Komisja Licencyjna za chwilę wysadzi klub w powietrze?
Jest to dla mnie coś absolutnie niezrozumiałego. Tym bardziej że za tą nagonką idą pomówienia bardzo konkretnych osób, w tym mnie. Pomówienia zarzucające mi niekompetencję, brak elementarnej wiedzy, ale – co najgorsze – insynuujące, że jestem oszustem, bo wprowadzałem Komisję Licencyjną w błąd i prowadziłem jakieś nielegalne działania z punktu widzenia Podręcznika Licencyjnego, Regulaminu Dyscyplinarnego oraz w ogóle prawa powszechnego. To jest bardzo przykre, nieprawdziwe i niesprawiedliwe. A skąd się wzięła ta cała nagonka? Zapytałbym tych, którzy takie rzeczy kolportują, czyli panów Stanowskiego, Borka, Smokowskiego, dlaczego napletli tyle bzdur. Narracja problemu z ich strony, która wynika z tego, że rzekomo zapoznali się z dokumentami mającymi potwierdzać te ich absurdalne tezy, według mnie oznacza, że ci ludzie bardzo słabo rozumieją to, co czytają. Poza tym pokazuje, że prawdopodobnie nigdy nie mieli w ręku Podręcznika Licencyjnego. Wygląda na to, że wypowiadają się o czymś, o czym nie mają zielonego pojęcia.

Istnieją jakieś dokumenty mogące poświadczyć to, o czym pan mówi – że Ruch niczego przed Komisją Licencyjną nie zataił?
Tak. Jestem w posiadaniu dokumentacji, z której wynika, że nieprawdą jest, iż PZPN, w tym Komisja Licencyjna, dopiero teraz, w grudniu dowiedziała się o rzekomo haniebnych praktykach Ruchu. W lutym 2015 roku dostaliśmy w Chorzowie korespondencję faksową z PZPN-u, w której związek poinformował nas, że jeden z piłkarzy zatrudnionych w fundacji skarży się Komisji Licencyjnej, że nie otrzymał wynagrodzenia i prosi o reakcję. Wraz z tym pismem dołączony został nakaz zapłaty temu zawodnikowi, który uzyskał on w Sądzie Pracy, oraz kopia umowy z fundacją zawarta w 2013 roku. Było też dołączone pełnomocnictwo pełnomocnika tego zawodnika, którym była pani adwokat, a więc zawodowiec. Była też informacja z Kancelarii Adwokackiej, która go reprezentowała, przygotowana 20 stycznia 2015 roku i wysłana do Komisji Licencyjnej, w której wprost napisano, że Ruch Chorzów dopuszcza się praktyk polegających na tym, że dzieli kontrakt na dwie części. Jedna to umowa kontraktowa, druga to część kontraktu wrzucona do wynagrodzenia w fundacji. Pełnomocnik piłkarza, pani adwokat, a więc zawodowiec – co podkreślam raz jeszcze – pisze w tym piśmie: „Powyższa umowa została zawarta w związku z podpisaniem kontraktu z klubem Ruch Chorzów SA, dn. 31 stycznia 2013 r., która stanowiła jego dodatkowe ustalenia m.in. dotyczące kwestii wynagrodzenia. Była wymogiem do podpisania wyżej wymienionego kontraktu, albowiem Ruch Chorzów umówił się z zawodnikiem w ten sposób, iż część wynagrodzenia będzie on otrzymywał ze spółki w ramach kontraktu, a część z fundacji w ramach umowy o pracę”. Pominę jeden akapit i zacytuję jeszcze zdanie, którym pani adwokat kończy to pismo, a które nie pozostawia żadnych wątpliwości: „Należy zauważyć, że zawarcie z zawodnikiem umowy o pracę w ramach Fundacji Ruch Chorzów miało na celu ominięcie wypłacania mu całościowego wynagrodzenia przez klub Ruch Chorzów SA”.

O jakiego piłkarza chodzi, bo nie jest to chyba tajemnica?
O pana Roberta Chwastka. Taką informację w styczniu 2015 roku dostaje PZPN i oczywiście Komisja Licencyjna. Proszę sobie wyobrazić, jaki byłem zdumiony, gdy przeczytałem niedawno wywiad z niejakim Łukaszem Wachowskim – mam nadzieję, że to nie ten sam Łukasz Wachowski, który pracuje w PZPN-ie – w którym twierdzi on, że nic o fundacji nie wiedział i w zasadzie już skazał Ruch na karę minus dziesięć punktów. Bo pod tym wspomnianym pismem z początku 2015 roku, które Ruch dostał z PZPN-u, figuruje podpis – no, proszę zgadnąć czyj…

Czyżby Łukasza Wachowskiego?
Brawo. Dlatego tym bardziej cała ta sprawa jest mocno zastanawiająca. I tu wrócę do pytania – komu może zależeć na nagonce na Ruch? Zapytałbym o to właśnie pana Wachowskiego i wspomnianych dziennikarzy. Ja tego absolutnie nie rozumiem. Natomiast jestem w stanie udowodnić, że było dokładnie odwrotnie, niż mówi o tym kolportowana przez tych panów wersja zdarzeń. Z chęcią świadczące o tym dokumenty opublikuję. Zresztą uważam, że powinien to zrobić Ruch, który jest wielką ofiarą tego wszystkiego.

Jak wówczas zareagowaliście na to pismo i wezwanie Komisji Licencyjnej, bo pewnie takie wezwanie dostaliście?
Dostaliśmy. Ale bardzo istotna jest w tym wszystkim jeszcze jedna rzecz. Zanim dostaliśmy to wezwanie, a wcześniej pismo z PZPN-u dotyczące pana Chwastka, wysłaliśmy do Komisji Licencyjnej wniosek takiej treści: „Szanowna Komisjo, Ruch Chorzów walczy dramatycznie o utrzymanie. Ma limit na wynagrodzeniach określony przez Komisję do 15 tys. zł. W wyniku intensywnych działań zredukowaliśmy nasze miesięczne wydatki na wynagrodzenia o prawie 160 tys. zł, ale prosimy Was w związku z tym, żebyście w ramach tych oszczędności pozwolili nam zawrzeć kontrakty z trzema zawodnikami, bo na kilku kluczowych pozycjach potrzebujemy piłkarzy, którzy prezentują poziom wyższy niż przeciętny, a za 15 tys. zł nie zatrudnimy nikogo, kto pomoże się nam utrzymać”. Wysłaliśmy ten wniosek 23 stycznia 2015 roku. Dołączyliśmy szczegółowy wykaz tego, jak zeszliśmy z kosztów wynagrodzeń. Za kilkanaście dni przyszedł do klubu wspomniany faks z PZPN-u, a potem wezwanie na posiedzenie Komisji Licencyjnej. Po co o tym mówię? By pokazać, że choć po tej redukcji kosztów mieliśmy wolnych 160 tys. zł, które mogliśmy bez problemu wydać, chcieliśmy być w porządku wobec Komisji Licencyjnej, pokazać dobrą wolę, to, że się restrukturyzujemy, więc poprosiliśmy o zgodę.

Ale na wezwanie komisji pan, jako przedstawiciel Ruchu, się stawił?
Tak, 12 lutego. Rozmawialiśmy o naszym wniosku, o tym, ile Ruch chce wydać, jak zaoszczędził te 160 tys. zł, jak redukuje koszty itp. Pojawiło się również pytanie o pana Chwastka i fundację. Odpowiedziałem zgodnie z tym, co się dowiedziałem od prezesów fundacji, że zawodnik ten normalnie pracuje w tej fundacji i ma tam dodatkowe zajęcia. Przeczytałem treść umowy tego piłkarza i dodałem, że na mój stan wiedzy nie dotyczy ona obowiązku licencyjnego, więc nie muszę tego przed komisją raportować. W ten sposób wyjaśniłem całą kwestię członkom komisji. Przypominam – to było 12 lutego 2015 roku.

I co oni na to?
Przyjęli to do wiadomości i nie procedowali w tej sprawie. Czyli uznali wyjaśnienia za wystarczające. Miesiąc później złożyliśmy wniosek licencyjny, w którym pokazaliśmy fundację. Nikt tego nie zakwestionował. Otrzymaliśmy licencję z ograniczeniami finansowymi, ale nie było słowa o tym, że ktokolwiek ma jakikolwiek problem z tym, że zawodnicy, którzy mają kontrakt w spółce, pracują również w fundacji. Rok później, przy kolejnym procesie licencyjnym, również nikt niczego nie kwestionował, mimo iż znów pojawiła się sprawa pana Chwastka i zaległości z fundacji. Dopiero teraz, po październikowych wyborach w PZPN i ukonstytuowaniu się nowej Komisji Licencyjnej, robi się z tego wielki problem.

Dlaczego?
Daje mi to do myślenia, ale nie chcę mówić, bo nie mam żadnych dowodów. Natomiast bardzo ciekawe w tej sprawie jest to, że wszystko zaczęło się od wniosku pana Babiarza, który twierdzi, że Ruch musi mu zapłacić, bo wynagrodzenie z fundacji to część jego kontraktu z klubem. Dokładnie tak samo wcześniej argumentował pan Chwastek – a właściwie jego pełnomocnik, pani adwokat, czyli raz jeszcze podkreślę – zawodowiec. I tak sobie myślę, że jeśli piłkarz nie rozróżnia, co jest prawem powszechnym, a co prawem związkowym, to mu wybaczę. Ale adwokatowi już nie. Jeśli adwokat pana Chwastka dwa czy trzy lata wcześniej idzie do Sądu Pracy i twierdzi tam, że piłkarz pracował dla fundacji i chce, by sąd zasądził mu wynagrodzenie za tę pracę, to znaczy, że albo oszukiwał ten sąd, albo oszukiwał Komisję Licencyjną, przed którą zeznał, że działalność w fundacji to nie była jego praca, lecz część kontraktu za grę w piłkę. Na pewno pan Chwastek i jego pani adwokat nie mówili prawdy, czyli są oszustami. Złożyli sprzeczne zeznania. Dokładnie tak samo zrobił teraz pan Babiarz. W sądzie stwierdził, że pracował w fundacji, a przed Komisją Licencyjną, że to była część jego kontraktu za grę w piłkę. Moim zdaniem jest to podstawa do tego, żeby ruszyć postępowanie przed Sądem Pracy i unieważnić ten wyrok. Mało tego, powinien się tym zainteresować jakiś organ państwa, bo według mnie istnieje uzasadnione podejrzenie, że zostało w tej sprawie popełnione przestępstwo.

Będzie pan jeszcze składał wyjaśnienia w tej całej sprawie przed Komisją Licencyjną?
Mam nadzieję, że będę miał taką okazję. Jeśli stawię się na posiedzeniu, to pierwsza rzecz, jaką powiem członkom komisji, będzie taka: „Panowie, dajecie wiarę oszustowi. Dowód na to, że pan Babiarz was oszukuje, mieliśmy już wtedy, gdy przysłał do Was te dokumenty”. Być może ktoś teraz panu Babiarzowi, a wcześniej panu Chwastkowi sprytnie podpowiedział, że jeśli wmówią opinii publicznej, że tak faktycznie było, jak mówią, to od razu uzyskają ochronę licencyjną, no i natychmiast wrócą do nich pieniądze.

Sprawa dotknęła nie tylko Ruch, ale i osobiście pana. Zamierza pan coś z tym zrobić?
Uważam się za osobę, która zawodowo żyje z tego, że jest postrzegana jak uczciwa. Moją największą reputacją jest wiarygodność. Grałem w piłkę w latach 90., kiedy na ligowych boiskach panoszyła się wszechobecna korupcja. Nigdy w trakcie wielkiej afery korupcyjnej nie pojawiłem się w prokuraturze czy w sądzie nawet jako świadek, co uważam za spore osiągnięcie. Wiarygodności będę bronił do końca swoich dni, więc jeśli ktoś zarzuca mi oszustwo i działania niezgodne z prawem, to może być pewien, że tak tego nie zostawię.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | PZPN | Ruch Chorzów

  • Robert

    Brawo panie Bednarz ! Szacun

  • Temur

    Panie Bednarz prosze opowiedzieć o praktykach stosowanych przy kontrakcie Rolanda Gigolaeva, a wtedy zweryfikujemy Pana wiarygodność i uczciwość,

  • Juz wyjasniam

    Kto to jest babiarz?

    • Krzysztof Budka

      Bartłomiej Babiarz, obecnie piłkarz Termaliki Nieciecza

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli