Jacek BĄK: Pytanie retoryczne – wolelibyśmy, żeby o Ligę Mistrzów grała Legia czy Jagiellonia?

Autor wpisu: 21 maja 2017 10:01

Jacek Bąk będzie jednym z tych, którzy 9 czerwca na Łazienkowskiej postarają się udowodnić, że Polskie Legendy są lepsze na boisku od LaLiga Legends, czyli Fernando Morientesa i spółki. Ale uczestnika finałów MŚ 2002 i 2006 oraz EURO 2008 przepytaliśmy także na okoliczność mistrzostwa Francji Kamila Glika i… mistrzostwa Polski.

FUTBOLFEJS.PL: Do 9 czerwca jeszcze trochę czasu. I w tym czasie wyjaśni się, czy zagracie na stadionie… mistrzów Polski.
JACEK BĄK: Chcesz spytać, czy to Legia będzie mistrzem?

Tak jakby. Za Legią jeden kluczowy mecz – z Lechem, ale w niedzielny wieczór następny: z Jagiellonią, a potem jeszcze Lechia…
To w takim razie ja zapytam: zastanów się – chciałbyś, żeby o Ligę Mistrzów grała Legia czy Jagiellonia? I nie musisz odpowiadać, bo odpowiedź jest oczywista. Żadna inna drużyna ekstraklasy nie ma dziś takiego potencjału i takiej ekipy jak ma Legia. Żadna inna też nie ma szansy, by tak skutecznie jak Legia bić się o Ligę Mistrzów. To o czym my mówimy?

W futbolu nie zawsze tak bywa, że ci o największym potencjale sięgają po laury.
Bywa, oczywiście. Ale nie przewiduję, by Legii coś złego stało się na finiszu. Spójrzmy na piłkarzy, na kadrę, na budżet. Dziś Legia to jedyny klub w Polsce, którego stać na to, by stabilnie budować taką kadrę, jaka jest w stanie rywalizować nie tylko w naszej lidze, ale i w Europie. To fajnie, że znalazła się w tym sezonie taka Jagiellonia, o której teraz możemy rozmawiać, czy podgryzie Legię. Ale Jagiellonii nie stać na to, by konstruować kadrę na lata. Dziś się liczy, bo udało się jej ustawić fajny zespół na ten sezon. Czy on zostanie na następny? Na jeszcze następny? Legia też się zmienia, ale popatrzmy, ilu jest piłkarzy, którzy ją budują przez lata. Jagiellonii brakuje możnego sponsora, właściciela – nieważne, jak to określić. Futbol to też jest biznes, bez niego nie ma dużego wyniku. Taka jest prawda.

Tak czy siak, mistrza Polski jeszcze nie znamy. Znamy za to mistrza Francji. To Kamil Glik!
15 lat było trzeba, by ktoś mnie… zdetronizował.

No tak, 2001/2002 mistrzostwo dla Lyonu, ale zagrałeś w tamtym mistrzowskim sezonie tylko jeden mecz dla OL. Na początku rozgrywek, bo potem przeniosłeś się do Lens – późniejszego wicemistrza… Wtedy za astronomiczną jak na polskiego piłkarza kwotę 4 milionów euro. W twoim czasie więcej kosztował tylko Jurek Dudek.
Jeden mecz, ale za to jaki! Strzeliłem gola dla Lyonu, gdy z Bastią przegrywaliśmy 0:1. Na 1:1 i to przewrotką, polecam nagranie z YouTube (poniżej: gol Jacka Bąka 0:45 – red.)! Wygraliśmy ostatecznie 2:1, mi z rogu dorzucał Juninho, który potem sam wbił zwycięskiego gola. Różnica między Lyonem a Lens była tak mała na finiszu, że gdyby nie tamto zwycięstwo z Bastią, Lyon nie byłby mistrzem. Czyli swoją całkiem poważną cegiełkę dołożyłem, mimo że jedną.

Nie żal ci, że zamieniłeś mistrza – Lyon na jak się okazało wicemistrza – Lens?
Nie. Zapytam przewrotnie – a ilu piłkarzy może się pochwalić, że w jednym sezonie jednocześnie zdobyło… mistrzostwo i wicemistrzostwo ligi? W Lyonie grałem blisko siedem lat, Lens – gdy zaproponowało mi kontrakt – też było klubem grającym o wielkie cele, mającym kapitalnych kibiców. Ponad 30 tysięcy na Stade Bollaert – ciarki chodziły. Nie, nie żałuję.

Dobra, dość o tobie. Dziś to Glik jest bohaterem.
Zasłużył. Cieszę się. To mistrzostwo dla Monaco nie było oczywiste, bo przecież to PSG było faworytem i to wyraźnym. Kamil świetnie sobie poradził we Francji, błyskawicznie się zaaklimatyzował – co było kluczowe i świetnie się wkomponował w bardzo mocne Monaco, a trener miał na niego pomysł. Utarli nosa PSG i to się chwali.

Ze swoimi kolegami z lat minionych masz utrzeć nosa dawnym gwiazdom ligi hiszpańskiej. 9 czerwca na Łazienkowskiej zmierzycie się z LaLiga Legends. Dacie radę?
(ze śmiechem) Czemu mielibyśmy nie dać? 2×35 minut, lotne zmiany, jakoś ogarniemy. Ja do ciebie, ty do mnie. W moim przypadku ważne – za bardzo nie oddalać się od pola karnego, by nie okazało się, że człowiek nie zdąży wrócić.

Ale brak wam treningu…
Może będzie jeszcze tuż przed meczem okazja się spotkać, potrenować. Każdy musi dbać o swoją kondycję i myślę, że każdy kto dostał propozycję gry w tym meczu, dba. Przynajmniej w miarę, bo jasne, że zagrać pełne 90 minut byłoby bardzo ciężko. Z grą w futbol jest jak z seksem. Można grać w każdych okolicznościach, w każdym miejscu. Kto raz spróbował, nie zapomni, będzie wiedział, o co chodzi. I my jesteśmy właśnie w takiej sytuacji. Nie zapomnieliśmy. Naszkicujemy sobie jakąś taktykę i „pojedziemy” (śmiech).

Akurat ty za wiele okazji do gry „hiszpańskiej” jakoś nie miałeś za wiele okazji. Ale jednym z pierwszych twoich meczów w reprezentacji był ten przeciw Hiszpanii w 1994 roku – 1:1 po golu Koseckiego.
Tak, to było za trenera Henryka Apostela. Mieliśmy wtedy kapitalną „paczkę”: Kosecki, Juskowiak, Kowalczyk, Brzęczek, Łapiński, Woźniak, która jednak nie potrafiła udowodnić jakości awansując do wielkiej imprezy. Na to trzeba było, jak wiadomo, poczekać aż do Korei. A z Hiszpanami zagraliśmy wtedy towarzysko na Teneryfie. Zapamiętałem przede wszystkim Salinasa, bo często ścieraliśmy się na boisku, aczkolwiek to nie był jakiś wybitny napastnik. A na pewno nie pokroju Ronaldinho czy Romario, których się pamięta przez jakość, wirtuozerię zagrań. Nie miał w sobie tej magii co oni.

W barwach Lens grałeś przeciwko Morientesowi – w tym sezonie, gdy trafił do Monaco. Akurat jego spotkasz 9 czerwca na Legii.
Z tym, że Morientesa lepiej zapamiętałem przede wszystkim z Realu. To był wybitny napastnik, świetny piłkarz. Niesamowicie niebezpieczny dla obrońców, bo był wszechstronny. Miał szybkość, odejście, strzał, pomysł na grę. Gdy spotkamy się na Legii, będę miał chyba… całkiem sporo roboty.

Bilety na ten wyjątkowy mecz można kupić na: Laligalegendspoland.pl oraz bilety.legia.com

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli