Ireneusz Mamrot: Nie wiem, czy są szczęśliwi trenerzy na świecie

Autor wpisu: 25 września 2017 16:10

Ireneusz Mamrot po meczu z Legią w rozmowie z Futbolfejs.pl o bombie Černycha, czy mistrz z wicemistrzem grali w szachy, ważnych postaciach na ławce rezerwowych, jak zmienia się Legia Jozaka, a także dlaczego piłkarzom coraz częściej zdarza się krytykować trenerów. No i oczywiście o „Mamrot time”!

FUTBOLFEJS.PL: Trenerze, zdążyliście już w tym Białymstoku ochłonąć po eksplozji radości?
IRENEUSZ MAMROT: Zdecydowanie. Radość była intensywna, ale krótka. Cieszy przede wszystkim, że wygraliśmy u siebie. Bo od meczu z Górnikiem Zabrze mieliśmy z tym problem. Trochę punktów po drodze zebraliśmy, no ale w Białymstoku ciągle nam czegoś brakowało. A wiadomo, że na to kibice szczególnie zwracają uwagę. Dlatego fajnie, że to przełamaliśmy i to jeszcze takim meczem. Nie bez znaczenia, że to akurat Legia. Wiadomo, jakie emocje towarzyszą meczom Jagiellonii z Legią.

Emocje tak, ale tym razem trochę tych emocji zabrakło przez 86 minut.
Słyszę narzekania, że to była partia szachów…

A nie była?
Właśnie jestem w trakcie oglądania i analizowania niedzielnego spotkania. I szachy to na pewno nie były. Mecz był szybki, pewnie na jego odbiór wpłynęło to, że ani jedna, ani druga drużyna nie stwarzały sobie sytuacji podbramkowych. Tych było faktycznie jak na lekarstwo.

No właśnie. Mało się działo. W sensie dramaturgii, poza końcówką oczywiście.
Ale to nie wynikało z tego, że oba zespoły wyszły na boisko z myślą, by grać na zero zero. Absolutnie nie. Obraz gry wynikał z tego, że obie zagrały naprawdę dobrą partię w defensywie. Bardzo skoncentrowane, uważne, świetnie zorganizowane. Nikt nie zostawiał wolnych przestrzeni, do tego doszła dobra asekuracja, co kosztowało mnóstwo pracy. W efekcie jeśli chodzi o nas, mogę powiedzieć, że w defensywie był to nasz najlepszy mecz w tym sezonie. Podkreślam – w defensywie. Oczywiście na odbiór meczu wpływają inne rzeczy. Ale summa summarum liczy się na końcu wynik.

I bomba Černycha!
No tak. Z perspektywy ławki na ten strzał to się dopiero patrzyło! Piłka była piekielnie szybka, z rotacją. Leciała fantastycznie. Przez ułamek sekundy zdawało się nam, że minie bramkę, ale wylądowała gdzie trzeba. Dobrze, że Fedor się przełamuje. Ważny był jego gol w Gdańsku, jeszcze ważniejszy ten z Legią.

W „Mamrot time” – jak zdążono ochrzcić końcówki Jagiellonii. Z Górnikiem Zabrze, z Pogonią, Koroną, Cracovią, teraz z Legią. W ostatnich minutach króluje Jaga.
(ze śmiechem) No, tydzień temu to nam ten, jak pan mówi, „Mamrot time” nie wyszedł, bo to Lechia nas dopadła. Ale faktycznie – zdecydowanie więcej zyskaliśmy niż straciliśmy. Nazywajcie sobie to, jak chcecie, ale mnie przede wszystkim cieszy to, że drużyna pokazuje charakter, że walczy, że wierzy. W to, że naprawdę do ostatniej sekundy meczu można odwrócić niekiedy niekorzystne dla siebie losy. Z Cracovią mieliśmy jeszcze jedną szansę – na gola dającego zwycięstwo, mieliśmy też okazję z Piastem. Tu nie chodzi o siły do biegania, siły do biegania na 90 minut mają tak naprawdę wszyscy w ekstraklasie. Tu chodzi o to, by te siły w decydujących momentach umieć przełożyć na coś pozytywnego. I my się tego nauczyliśmy i wciąż jeszcze uczymy.

Widząc pański wybuch radości pomyślałem sobie, że może pan o sobie powiedzieć: „Jestem szczęśliwym człowiekiem”?
Szczęśliwym? Nie. To tak nie działa. Nie wiem, czy są szczęśliwi trenerzy na świecie, nie wiem, czy w tym zawodzie ktoś może o sobie powiedzieć, że jest szczęśliwy. Można mieć moment satysfakcji, można mieć moment zadowolenia. Tyle, że to są krótkie chwile. Bo potem trzeba wracać do pracy. Przecież to tylko jeden mecz, za chwilę jest następny. Ale ja ten zawód i tak bardzo lubię.

A propos zadowolenia – imponuje teraz wasza ławka rezerwowych. Z Legią choćby Sheridan, Novikovas, Guilherme, Świderski, Mitrović…
Gdy poprawiła nam się sytuacja zdrowotna i wrócili do zajęć ci, którzy leczyli różne kontuzje, muszę przyznać, że grupa zrobiła się bardzo mocna. I to widać także na treningach. Praca, rywalizacja jest na całego, każdy chce się pokazać. Widać jakość, widać, jak mocno do przodu poszło zaangażowanie, choć i wcześniej nie mogłem narzekać na ten aspekt. Było dobrze, jest jeszcze lepiej.

Ziggy Gordon, który był podstawowym piłkarzem wiosną i wyróżniał się w lidze gdzieś się zawieruszył.
Nie „zawieruszył”, tyko to właśnie efekt tej rywalizacji, o której mówię. Pracuje, stara się, ale po prostu nie zmieścił się w „18” na mecz z Legią.

Jedyny kłopot zdrowotny to Kelemen.
Marian wróci, jak będzie już na sto procent gotowy i jak będziemy pewni, że jest gotowy. Nie ma potrzeby, by ryzykować. Na głowę Damiana Węglarza spadło trochę krytyki za mecz w Gdańsku, ale meczem z Legią się na pewno podbudował. To był dla niego bardzo ważny występ, bo tak się złożyło, że – choć w Białymstoku już chwilę jest – dopiero debiutował przed białostocką publicznością. W tak ważnym meczu.

Dla pana Legia Romeo Jozaka też była nowością – jak dla nas wszystkich. Miał pan wrażenie, że się zmienia?
Byłem na meczu Legii z Cracovią, tam jeszcze nowego było niewiele. Z nami w sumie też. Po tym, jak została zestawiona Legia na mecz Pucharu Polski, dość łatwo było przewidzieć, jaka jedenastka wyjdzie na nas, pomijając oczywiście uraz Mączyńskiego. Tu nas więc Legia nie zaskoczyła. A co do stylu nowego trenera? Proszę mi wierzyć: to nie jest tak, że przychodzi nowy trener i w kilkanaście dni zmienia drużynę, czy nadaje jej własny kształt. To proces, który musi trwać. Myślę, że więcej będzie można powiedzieć już po przerwie na reprezentację. Teraz jest na to za wcześnie. Można oczywiście trochę pozmieniać personalia, dorzucić własny schemat stałych fragmentów gry, coś tam poprawić w organizacji i tyle. Słyszę już komentarze, że Legia Jozaka lubi grać piłką. A za Magiery nie grała? Ostatnie mecze były faktycznie trochę inne, ale wcześniej przecież też tak to wyglądało. Choć generalnie pewnie tak – trener Jozak chyba będzie się starał przede wszystkim podkreślać ofensywne walory swojej drużyny.

Zwrócił pan uwagę, że jakoś ostatnimi czasy piłkarze mają zaskakująco wiele do powiedzenia w sprawie swoich trenerów? Zaczęło się od Sebastiana Dudka z Zagłębiu Sosnowiec, potem była Wisła Płock, teraz wyszły podobne sprawy w Legii – a to tylko te najgłośniejsze historie.
To pomieszanie ról. Prezes jest od tego, by zatrudniać i zwalniać trenera i go rozliczać. Trener jest od tego, by stworzyć drużynę i wybrać zawodników do jedenastki i na ławkę rezerwowych. A piłkarz, przy całym szacunku dla tego, co robi, jest od tego, by dawać od siebie maksimum podczas ciężkiego treningu, w czasie gry, zadbać o odpowiednią regenerację, dietę i kondycję. Piłkarzowi nie powinno przyjść do głowy, by iść do zwierzchników trenera i dyskutować o jakości pracy trenera. Nie ten kierunek. Powinien mieć respekt i szacunek.

Mam wrażenie, że takie sytuacje są prowokowane przez zbyt częste i zbyt łatwe zmiany trenerów w polskich ligach.
Trenera rozlicza jego zwierzchnik i tylko on. I dobrze byłoby, gdyby szefowie klubów byli stanowczy i nie dawali przyzwolenia w jakikolwiek sposób na podobne zachowania piłkarzy, o ile takie się zdarzają. Muszę powiedzieć, że ja też kiedyś otarłem się o podobną historię. Przytrafiła się gorsza seria meczów i okazało się, że kilku piłkarzy próbowało się poskarżyć tu i tam. Od dyrektora usłyszeli krótki przekaz: panowie, nie ma tematu zmiany trenera, a jak komuś się nie podoba, zapraszam do gabinetu – rozwiązujemy kontrakt.

I pomogło?
Następne mecze drużyna wygrała – to chyba najlepsza odpowiedź. Trochę tak jest niestety, nie patrząc na Legię czy Jagiellonię, ale szeroko na zespoły lig centralnych, że zbyt często odpowiedzią na kryzys jest zmiana trenera. Przez to trenerzy nie mają się kiedy „uczyć” zespołów i na odwrót. Nie mają też szansy uczyć się radzenia z sytuacjami kryzysowymi, przechodzenia przez nie. A piłkarze przecież też widzą, słyszą, co się dzieje. I trochę tak jest, że gdzieś tam w głowach im siedzi: jest kryzys, pewnie zaraz przyjdzie nowy trener. A potem przychodzi nowy, przez moment się sprężają i znów zaczyna się to samo.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Jagiellonia Białystok

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli