Ireneusz Mamrot: Mogłem zostać w Głogowie. A za ileś lat siąść przy kominku i się zastanawiać, czemu nie skorzystałem

Autor wpisu: 19 czerwca 2017 12:28

Ireneusz Mamrot w Jagiellonii ma już za sobą pierwsze treningi z zespołem wicemistrzów Polski. Czas będzie teraz leciał bardzo szybko. Krótki wyjazd do Grodziska Wlkp., za chwilę mecz pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy, rewanż i już ligowa inauguracja. Na tle planów Chrobrego to… kosmiczne przyspieszenie.

FUTBOLFEJS.PL: Pierwsze koty za płoty… Pierwszy trening z wicemistrzami Polski za panem. Ba, nawet drugi i trzeci. Można spytać o wrażenia?
IRENEUSZ MAMROT: Jestem zbudowany profesjonalizmem tych chłopaków. Mają wpojoną dyscyplinę i widać tu rękę mojego poprzednika – Michała Probierza. Fajne jest to, że łapią, co mam im do przekazania. W każdym treningu staram się i będę się starał wprowadzać jakieś swoje elementy, nad którymi wiele myślałem – i już widzę, że oni nawet to, co jest dla nich nowe, chwytają z łatwością. Chcą współpracować i ja to czuję. To komfortowe dla trenera. Dobrze jest mieć także takiego kapitana jak Rafał Grzyb, który ma bardzo dobre i profesjonalne podejście do tego, co robi. No i rzeczywisty wpływ na zespół.

Całej drużyny jeszcze pan nie ma do dyspozycji.
Nie. Zaczęliśmy w piątek zajęcia bez Vassiljeva i Góralskiego – oni musieli dostać wolne po meczach reprezentacji, w których zagrali.

Vassiljev ma kontrakt tylko do końca czerwca… Nie ma go na liście tych, których zabiera pan do Grodziska Wielkopolskiego.
Ale to rozmowa nie ze mną. Nie mam wpływu na decyzje Vassiljeva. Myślę, że wszystko wyjaśni się w najbliższych dniach, po jego spotkaniach z szefami klubu.

Nie pan też Frankowskiego, który jest na młodzieżówce, no i Mackiewicza z Wasilukiem.
Mackiewicz dopiero wraca do obciążeń treningowych po kontuzji, Wasiluk przechodzi rehabilitację. No, a Frankowski – wiadomo, gra na młodzieżowym EURO. Jak skończy, będzie musiał jeszcze dostać kilka dni na odpoczynek zanim do nas wróci.

A tu tymczasem tydzień w Grodzisku i… do grania!
Tak, jedziemy do Grodziska Wielkopolskiego na tygodniowy obóz, z czego bardzo się cieszę. Bo oprócz spraw czysto szkoleniowych będziemy tam wszyscy razem i będziemy mieli okazję lepiej się poznać. A to podstawa. Potem wracamy i… mamy trzy dni do pierwszego meczu. To oczywiście wielki minus sytuacji, w jakiej jest nasz futbol klubowy – że musimy zaczynać tak wcześnie, gdy wszystkie większe ligi są jeszcze głęboko na wakacjach. Łatwiej by mi było i drużynie także, gdybyśmy mieli ze dwa tygodnie więcej czasu na spokojną pracę. Ale nie ma co narzekać. Trzeba po prostu dobrze się przygotować do tego, co nas czeka.

Czeka was wiele. Gdybyście konsekwentnie awansowali w pucharach, czego życzymy, do końca sierpnia „grozi” wam… 16 meczów do rozegrania.
Na dziś kadra Jagiellonii jest szeroka, jest z kogo wybierać i mam nadzieję, że tak zostanie. A w każdym razie bardzo bym chciał, aby tak zostało. Bo to stwarza możliwości rotowania składem i odpowiedniego rozkładania sił, co jest podstawą w planowaniu najbliższych dwóch miesięcy. Oczywiście – drużynę czeka ogromne wyzwanie gry dwa razy w tygodniu, ale moja w tym głowa, aby sobie z tym radzić. Od tego jestem na tym miejscu, na którym jestem. Wiedziałem, na co się piszę.

Piotr Stokowiec w zeszłym roku dobrze sobie radził w lipcu i sierpniu – i w lidze, i w pucharach, potem Zagłębie jednak „siadło”.
Bo to jest oczywistość – nie ma drużyny, jakkolwiek silna by nie była, która przez pół roku grać będzie cały czas na maksymalnych obrotach. W trakcie sezonu są różne fazy – fazy, w których zespół czuje się lepiej, i takie, w których czuje się gorzej. Trzeba być na to przygotowanym, także z punktu widzenia trenera.

Rozmawiamy tuż przed losowaniem europejskich pucharów. W drugiej rundzie możecie trafić na znany zespół, z którym nie będziecie faworytem. Ale przejście pierwszej to obowiązek – zdaje sobie pan z tego sprawę?
Oczywiście, że tak. To przecież element mojej pracy. Wiedziałem do jakiego klubu idę, z jakiego poziomu i jakie są cele takiej drużyny. Mówimy o wicemistrzach Polski, którzy jakieś doświadczenia pucharowe już mają i to naturalne, że kibice, środowisko, a także szefowie klubu mają swoje apetyty i cele. I na pewno jednym z tych celów jest dobra gra Jagiellonii w europejskich pucharach.Toteż postaram się wszystko tak poustawiać i przepracować, byśmy w tych pucharach pokazali się jako dobra drużyna.

To obrazuje, jak radykalna zmiana nastąpiła w pańskim życiu. Jeszcze kilkanaście dni temu planował pan sparing z Górnikiem Polkowice, sąsiadem zza między. A teraz trzeba się pakować do samolotu i lecieć tysiące kilometrów, by walczyć o Europę.
Nie chcę się porównywać do Jacka Magiery, bo on ma za sobą zupełnie inną historię. Ale jeśli pan akurat o to pyta – proszę sobie przypomnieć: Magiera miał właśnie jechać na mecz do Mielca, a pojechał do Lizbony na Ligę Mistrzów. To jest futbol, a my jesteśmy trenerami. Zawsze musimy się spodziewać rzeczy i zmian nieoczekiwanych. Z różnych powodów. Cieszę się, że ostatnimi czasy tylu trenerów z pierwszej ligi jest docenianych w ekstraklasie, bo to świadczy o tym, że idziemy jako środowisko w dobrym kierunku, że pracujemy nad sobą i ktoś to zauważa. Ale oczywiście – nie brak przecież i przykładów w drugą stronę. Szkoleniowcy o olbrzymim doświadczeniu, z sukcesami trafiają do lig niższych. Taka praca.

Napięcie „pierwszych dni” już zeszło?
Człowiek od razu wpadł w wir pracy. Nie myślę o tym, co za mną, myślę o tym, co mam do zrobienia. Normalnie – jest drużyna, sporo pracy a czasu mało. Trzeba było się wdrożyć w nowe tryby i pracujemy. Szybko to wszystko poszło.

Nie miał pan momentu refleksji – rany, gdzie ja „wdepnąłem”?
To naprawdę nie są puste słowa – nigdy nie przyszło mi na myślę, że porywam się z motyką na słońce. Może za długo czekałem na swoją szansę, by pójść gdzieś wyżej, żeby teraz tak stawiać sprawę. Wyzwanie jest duże, ale nie myślę w ten sposób. Myślę, co zrobić, żeby poukładać tę drużynę po swojemu, jaki nadać jej kształt, jak prowadzić zajęcia. Dużo pracy przede mną, przed nami i to jest wyzwanie. Tylko że ja nigdy się pracy nie bałem. Wymagam dużo od siebie i wymagam dużo od tych, z którymi pracuję. W tym widzę cel i podstawę. A co będzie dalej – bez sensu o tym dywagować. To jest sport, to jest piłka, tu rzeczy dzieją się bardzo szybko, w ekstraklasie bywa, że dużo szybciej niż w pierwszej lidze. Ale przecież to nie znaczy, że trzeba tylko siedzieć i się cały czas zastanawiać, co będzie.

Wiem – ten wątek wciąż się przewija, ale w pana przypadku przenosiny z Chrobrego do Jagiellonii to olbrzymi przeskok. Nie chodzi nawet tyle o poziom piłkarski, co o diametralnie inną skalę działalności klubu.
Mogłem zostać kolejny rok w Głogowie. I kolejny, i kolejny. Mieć 50 lat i wciąż pracować w Głogowie. A potem usiąść sobie przy kominku i pomyśleć rozżalony na samego siebie: dostałeś szansę, czemu z niej nie skorzystałeś? Muszę docenić i cieszyć się z tego, że w takim klubie jak Jagiellonia doszli do wniosku, że warto postawić na gościa z pierwszej ligi, że warto mu tę szansę dać. To niebywale motywujące. Pewnie, że tutaj, w Białymstoku, jestem w zupełnie innej sytuacji. Ale przede wszystkim dlatego, że jestem tylko częścią całej organizacji. W Głogowie musiałem zajmować się dosłownie wszystkim, poza finansami. Ale już sprawy organizacyjne, przede wszystkim transferowe – wiele było na mojej głowie. Rozmowy z piłkarzami, ich agentami, negocjacje i tak dalej. Tutaj ja się tym nie zajmuję. Odpowiadam za zespół. Jego przygotowanie, grę, wyniki. I to postaram się robić najlepiej jak umiem mając nadzieję, że… (ze śmiechem) wypełnię kontrakt, a potem go… przedłużę.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Jagiellonia Białystok

  • zgubek

    No to powodzenia Panie Trenerze.Zobaczymy czy mamrot nie zaszumi w głowach piłkarzom Jagiellonii, tak jak Solejukowi,Hadziukowi,Japyczowi,Pietrkowi i innym bohaterom serialu Rancho.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli