Hit Ekstraklasy fajny jak wizyta u dentysty

Autor wpisu: 6 maja 2018 20:45

Jak się w weekend obejrzało występy trzech kandydatów do wygrania Ekstraklasy, to chciałoby się zakrzyknąć cytatem z „Piłkarskiego pokera”: mistrza Polski nie ma! Lech, Jagiellonia i Legia, liczone razem do kupy, nie potrafiły zdobyć nawet jednej bramki, a ciekawych akcji zrobiły ze dwie… No dramat. Jakość piłkarska tej ligi jest często zastraszająca. Na trzy kolejki do końca nadal nic nie wiadomo i to trzymanie w napięciu do końca to jest główna wartość polskich rozgrywek. Można i trzeba zapłakać.

Kibice Legii na mecz z „Jagą” czekali z optymizmem. Bo Legia ostatnio w gazie, bo wygrywa, jest na fali, złapała w końcu trochę pewności siebie. Jakby drużyna z Warszawy w końcu się poukładała (osobiście wątpię, żeby coś z tym wspólnego miał Dean Klafurić, a takie zachwyty można ostatnio poczytać w mediach). Kibica Legii uspokajało także to, że w niedzielę nie mógł zagrać świeżo upieczony reprezentant Polski Taras Romanczuk (kartki), który w tym sezonie grał w „Jadze” wszystko i to od dechy do dechy. Z konieczności musiał go zastąpić Piotr Wlazło, ale jednak to zawodnik z innej półki.
Kibicowi Legii nie mogło ujść uwadze, że zespołowi z Białegostoku ostatnio nie szło. Cztery porażki w pięciu ostatnich kolejkach, w tym aż trzy u siebie. „Jaga” się zacięła i wygląda na to, że ten problem bardziej siedzi w głowach niż nogach piłkarzy Ireneusza Mamrota. Bo Jagiellonia wiosnę zaczęła znakomicie. Zdążyła jeszcze zlać Legię przy Łazienkowskiej (2:0), ale później pojechała na Bułgarską, gdzie sama dostała ciężkie baty 1:5 od Lecha i wszystko się w drużynie z Białegostoku posypało. Mamrot próbuje mentalnie podnosić mentalnie drużynę, ale nie jest to takie proste. Bo co innego być „czarnym koniem” rozgrywek, gdy nikt na ciebie nie liczy, a co innego, gdy pojawia się presja, że trzeba. Bo całe miasto i całe Podlasie na to czeka. Chyba jeszcze poczeka.
Sytuację w Legii przed meczem z „Jagą” trzeba było ocenić jako super komfortową. Klafurić mógł sobie pozwolić na to, żeby na ławie zostawić dość imponujący zestaw: Broź, Pasquato, Radović, Phillips, Cafu i Eduardo.
Było na tyle „na bogato”, że kibic Legii musi się chwilę nagłowić kogo brakuje. Mógł się doliczyć, że w kadrze meczowej nie ma kontuzjowanego Krzysztofa Mączyńskiego, Michała Kopczyńskiego, i Artura Jędrzejczyka. Bo takiego Mauricio to wcale nie musiał się doliczyć, bo do faceta mało kto zdążył się przyzwyczaić. Jest w Legii trzeci miesiąc a jakoby go nie było.
Ale szybko się okazało, że optymizm kibiców z Warszawy był – jak to już nie raz w tym sezonie – na wyrost. „Jaga” nie jest Arką Gdynia i gra się z nią dużo trudniej.
Drużyna gospodarzy miała konkretny pomysł na Legię: nie dać się zdominować, nie dać jej rozgrywać piłki, atakować ją jak najszybciej wysokim pressingiem. No i kiedy się da, to kontrować przy pomocy szybkich skrzydeł: Arvydasa Novikovasa i Przemysława Frankowskiego, rozgrywającego Martina Pospisila i napastnika Romana Bezjaka.
Pomysł na Legię trenera Mamrota był na tyle trafiony, że zespół z Warszawy przez całą pierwszą połowę nie sklecił nawet jednej sensownej akcji. Zresztą z grą Jagiellonii było nie wiele lepiej. Utrzymywała się dłużej przy piłce, ale za to nie umiała przejść do konkretów pod bramką Arkadiusza Malarza. Z obu stron było sporo kiksów i nieporadności, a Legia była kompletnie bezzębna.
Na pewno wpływ na to miała także niedyspozycja Jarosława Niezgody, który z blokadą grał już w środowym finale Pucharu Polski. W Białymstoku też wyszedł na boisku nie w pełni zdrowy, bo konieczność była taka, mecz miał przecież swój ciężar gatunkowy. Ale taki Niezgoda Legii pomóc nie mógł, został zmieniony w przerwie. Wszedł za niego na plac Phillips, ale do środka pola. Miejsce w ataku zajął Kucharczyk. To dużo mówi o formie „gwiazdy” – Eduardo.
W Legii wolą najpierw Kucharczyka czy chorego Niezgodę niż faceta, który miał być gwiazdą Ekstraklasy. W końcu pojawił się i on: cały na biało, Eduardo da Silva. Pograł kilkanaście minut, ale nie pokazał nic. To są jaja. Zupełnie nic.
Za kiepskiego w tym meczu Hämäläinena wszedł w 72. minucie Miroslav Radović, ale też nie rozruszał gry Legii. A nawet raz zaliczył poważna stratę piłki, przez co sytuację faulem (i żółtą kartką) ratować musiał Phillips. Jego wejście na boisko pozwoliło odważniej pograć do przodu Domagojowi Antoliciowi i to był jedyny legionista, który zagrał w Białymstoku przyzwoicie.
Jeśli to miał być hit ligi, to przy następnym można spokojnie iść na spacer.

Do beznadziejnej gry piłkarzy doszło beznadziejne zachowanie działaczy. Po raz kolejny kibice Legii pojechali do Białegostoku jedynie na parking przed stadionem i wrócili. Dlaczego? Bo mieli zgodę na wejście, ale bez flag. Tzn. podobno wiceprezes PZPN i prezes Jagiellonii Cezary Kulesza wcześniej obiecał, że mogą wejść, ale na miejscu okazało się, że jednak wejść nie mogą. Słabe to, jak ten mecz w Białymstoku.
Piłka nożna jest dla kibiców, ale dzisiaj nikt nie będzie za nich umierał, bo ludzie jeszcze dobrze pamiętają burdy po finale Pucharu Polski. I nikt nie wnika, kto burdy robił, kto prowokował, kto zaczął. Obowiązuje, niestety, odpowiedzialność zbiorowa.
Piłkarze Legii opóźnili swoje wyjście na mecz na znak protestu. Później, dla jaj, poklaskali do pustej trybuny.
Ale puste są też te gesty. Niczego nie zmienią. W sprawie kibiców nie ma w polskim futbolu żadnej merytorycznej dyskusji. Zresztą nie tylko w tej sprawie.

  • ursynów

    To sztuka pisać o czymś, czego nie było. Bo ten mecz niby był, no bo wyszły 2 drużyny na boisko, w tym jedna z opóźnieniem, no może dla jaj, ale to co później się działo, to były naprawdę jaja.Ktoś już wysnuł w Canal+, że Legia tak grała bo była zmęczona. Zmęczony, to może być gościu co rozwozi przez 8 godzin towar w supermarkecie,a nie młode byki, które biorą ciężkie za to pieniądze.Legia zamiast zapewnić sobie już dzisiaj bezpieczną przewagę nad Lechem, a Jagiellonię zepchnąć w otchłań,zaprezentowała się katastrofalnie.No cóż, taki mistrz jacy uczniowie.Klub który zdobędzie mistrzostwo, będzie najsłabszym mistrzem od lat. Ja chociaż trochę już żyję na tym świecie,nie przypominam sobie, żeby klub zdobywający ten tytuł miał tyle porażek na swym koncie.A co do płaczu nad poziomem , to szkoda łez. Jedyna pozytywna wiadomość z Białegostoku, to wielka przenikliwość władz Jagiellonii, które zaoszczędziły kibicom z Warszawy oglądania tego żenującego widowiska. Kibicom z Białegostoku powinno się zwrócić za bilety.I jeszcze jedna dygresja na koniec. Panie Bońku, z racami pan przegrał, masz pan szansę by poprawić swój wizerunek.Jaka będzie pana reakcja na to co zdarzyło się z kibicami Legii. Jestem człowiekiem słabej wiary, w pana w ogóle nie wierzę, no ale cuda się ponoć zdarzają .Amen.

  • xymoxon

    Co do tego incydentu przedmeczowego, poczekajmy na fakty, bo formułowanie sądów na podstawie „podobno” jest po prostu bardzo słabe.

    • zgubek

      To kolejny raz gdy nie wpuszcza się kibiców z Warszawy na stadion Jagiellonii. Białystok ma awersję do Warszawy po tym jak doszło do przerwania meczu na Łazienkowskiej. To jest chuchanie na zimne,nie pomogło to jednak piłkarzom Jagi wygrać nawet z tak grającą Legią.Po prostu to bardzo słabe są gierki kierownictwa Jagiellonii, a nie formułowanie sądów.

  • Adam Ibrahim

    Uhhhh jednak tego Majstra chce tylko Mioduski z całej ligi. Jego grajki już niezbyt.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli