Hämäläinen: – W Poznaniu sięgnęliśmy dna. Wtedy powiedzieliśmy sobie: dosyć!

Autor wpisu: 12 lutego 2018 17:13

Kasper Hämäläinen w Legii gra już trzeci sezon, ale dopiero Romeo Jozak postawił na Fina bardzo mocno i konsekwentnie. Od Chorwata „Hama” dostał nie tylko zaufanie, ale również ważniejszą rolę w drużynie. Już nie jest jedynie „jokerem”, który wchodzi na końcówki meczów żeby ratować wynik, a piłkarzem podstawowego składu. Fin, póki co, odwdzięcza się za to zaufanie: gra lepiej, pewniej, na większym luzie. W końcu zaczyna przypominać siebie, z najlepszego okresu w Lechu Poznań.

FUTBOLFEJS.PL: Jaka jest ta obecna, „nowa Legia”, po zimowej przebudowie? Chyba ty możesz to ocenić najlepiej, bo teraz stałeś się już jednym z tych, którzy są w klubie najdłużej.
KASPER HÄMÄLÄINEN: Przede wszystkim ta drużyna jest inna. Trochę młodzieży, ale też wielu starszych piłkarzy. Ja też jestem wśród tych najbardziej doświadczonych zawodników, od których oczekuje się najwięcej, którzy muszą brać na barki odpowiedzialność za losy drużyny. Myślę, że ta „nowa Legia” jest naprawdę dobra. Mamy za sobą pierwszy okres przygotowawczy przepracowany z nowym sztabem i jestem spokojny o nasze przygotowanie do sezonu.

Od trenera Romeo Jozaka dostałeś dużo więcej zaufania niż od poprzednich szkoleniowców Legii. Widać, że dzięki temu poczułeś się pewniej, grasz lepiej, więcej dajesz drużynie.
Rzeczywiście tak jest, czuję tę różnicę. Dostałem więcej zaufania, gram więcej, mam ważniejszą rolę do odegrania. „Urosłem ” jako piłkarz. To z drugiej strony wiąże się także z większą odpowiedzialnością za wynik, ale mnie to pasuje. Nie zamierzam tej odpowiedzialności unikać. Pracowałem na to zaufanie trenera, dostałem je i teraz bardzo bym nie chciał go zawieźć. A jeśli ktoś w ciebie wierzy, daje tego dowody, to wychodzisz na boisko z większą pewnością siebie, nie jesteś zdenerwowany, grasz na luzie i – co za tym idzie – grasz lepiej. Możesz być skoncentrowany tylko na tym jak zagrać w danej sytuacji, jak rozwiązać daną akcję i nie myślisz co będzie, jakie cię dotkną konsekwencje, jeśli coś się nie uda.

No ale kibice oczekują, że skoro teraz jesteś zawodnikiem podstawowego składu i grasz więcej, to także więcej będziesz Legii dawał konkretów: goli i asyst. Nie przegrasz z tą presją?
Mam świadomość presji, ale ona mnie nie paraliżuje. To nie jest nic nowego, jestem już do niej przyzwyczajony. To w sumie przyjemne, że kibice na mnie liczą, lubię to. To mi dodaje więcej motywacji i więcej energii.

Czy ta „nowa Legia”, ta po zimowych przygotowaniach ma tyle samo jakości piłkarskiej co te poprzednie drużyny, w których grałeś przy Łazienkowskiej? Da się to na przykład porównać do Legii z Nikoliciem i Prijoviciem?
Ten obecny zespół jest na pewno innym niż ten, który grał w Lidze Mistrzów. Porównanie do epoki Nikolicia i Prijovica jest trudne. To byli topowi napastnicy. Nie chcę przez to powiedzieć, że obecna Legia jest słabsza czy silniejsza. Jest po prostu inna. Sztuką jest to, żeby z każdego zawodnika drużyny wyciągać to, co ma najlepszego i nad tym właśnie musimy pracować. Musimy być silni jako zespół, bo jestem przekonany, że jakość piłkarska tej „nowej Legii” wcale nie jest mniejsza. Naprawdę mamy duży potencjał.

Teraz jesteście liderem, zbieracie pochwały, ale przecież ponad połowę rundy jesiennej byliście w poważnym kryzysie. Co było momentem zwrotnym dla Legii w tym sezonie? Czemu to się naprawiło, zaskoczyło, znów zaczęło działać? Czy takim oczyszczeniem nie była wysoka porażka z Lechem? Nie był to taki dzwon, który w końcu was obudził?
Tak. To był punkt zwrotny. Wiedzieliśmy po porażce w Poznaniu, że sięgnęliśmy dna i że teraz jest przed nami tylko jeden kierunek: musimy się od tego dna odbić i iść w górę. Każdy z nas czuł, że nadszedł moment kiedy trzeba sobie powiedzieć: dość, wystarczy już takich porażek. Na pewno pomogła nam szczera rozmowa w szatni z trenerem. Odzyskaliśmy energię, wygraliśmy kolejny mecz i jakoś to poszło. Dla nas ważne też było zwycięstwo z Górnikiem Zabrze, dodało nam pewności siebie, pokazało, że możemy wygrać z każdym.

To już twój trzeci sezon w Legii, a ciągle nie milkną dyskusje, na jakiej pozycji ty właściwie powinieneś grać: na skrzydle czy jako ofensywny pomocnik, tuż na plecami napastnika?
Grywałem i tak i tak. Czasem w meczu zaczynam jako skrzydłowy, a potem schodzę do środka. Mamy bardzo ofensywnych bocznych obrońców, więc czasem trzeba im zostawiać wolne korytarze. Wtedy schodzę do środka. W sumie dobrze się czuje w takim ustawieniu, jak to ostatnio wyglądało. Mam sporo swobody w ofensywie, ale mam też zadania defensywne.

W przerwie zimowej zrobiło się w Legii, w środku boiska, ciaśniej. Wyzdrowiał Miro Radović, a przyszło do klubu kilku pomocników: Antolić, Philipps, Vesović, a przecież także William Remy może zagrać w drugiej linii. Konkurencję masz teraz bardzo mocną!
Ale to dla nas tylko dobrze. Piłkarze potrzebują silnej konkurencji, bo tylko wtedy się rozwijają. Kilku pomocników zimą także odeszło, więc nie jest jakoś ekstremalnie ciasno w tej pomocy. A ci co przyszli już pokazali się z dobrej strony i dodatkowo dają nam komfort, że w razie jednej kontuzji nie posypie się cała drużyna.

Tak jak powiedziałeś masz dobre relacje z Romeo Jozakiem. Jaki to jest człowiek? Co miał w sobie tak wyjątkowego, że potrafił trafić do waszych głów, odblokować zespół, po słabym początku sezonu?
To przede wszystkim spokojny człowiek. Nie dostaje ataków furii, nie krzyczy. Jest analityczny i rzeczowy. Umie przemówić do drużyny. Potrafi zwrócić uwagę na wiele szczegółów, które czasem piłkarzowi wydają się oczywiste, ale na boisku, w ferworze walki, zdarza się o nich zapomnieć. Wtedy trener te detale przypomina. To także bardzo dobry motywator. Potrafi też porozmawiać indywidualnie z zawodnikami i każdy z nas wie, że jeśli ma problem, może się z tym udać do trenera.

Mówiłeś, że jesteście dobrze przygotowani, że oba obozy przebiegły bardzo dobrze. A jednak porażka 1:5 z Viktorią Pilzno trochę zmroziła waszych kibiców. Szczególnie rozmiary tej przegranej. Pojawiły się pewne wątpliwości czy na pewno Legia idzie w dobrym kierunku.
Przede wszystkim nie powinniśmy przeceniać znaczenia tej porażki. Była wysoka, to fakt. Ale po pierwsze to był tylko sparing, a po drugie Czesi karcili nas za każdy indywidualny błąd, jaki nam się zdarzył. To na pewno silna drużyna, ale nadal jestem pewien, że jako zespół idziemy w dobrym kierunku. Oni grali bardziej na rezultat, dość defensywnie, my chcieliśmy potrenować ofensywę, graliśmy bardzo otwarty futbol. Normalnie tak nie grasz, gdy walczysz o punkty. Wynik jest jednoznaczny, ale – choć trudno w to uwierzyć – całymi fragmentami meczu graliśmy dobrze, choć to oni zdobywali gole z kontrataków. Pomimo wszystko uważam, że to była… dobra porażka. Nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, a była zimnym prysznicem, który nas trochę wybudził. To nam przypomniało, że w meczu trzeba być w każdej chwili skoncentrowanym. Jeśli chcesz się rozwijać, to porażka czasem daje więcej niż zwycięstwo, bo musisz przemyśleć swoje błędy, zastanowić się jak ich kolejnym razem nie popełniać, wyciągnąć wnioski. To czasem bardziej pożyteczne niż wygrana, bo ona trochę usypia np. wygrasz 1:0 i zapominasz o tym, co w meczu zrobiłeś źle, bo zwycięstwo cię rozgrzesza. Ale oczywiście nie możemy żadnej drużynie pozwolić na to by nam strzeliła pięć goli. Nawet w sparingu. Jesteśmy Legią.

Legia nigdy w historii nie zdobyła mistrzostwa trzy razy z rzędu. Czy tym razem będzie inaczej?
Wierzę w nas. Ten zespół stać na przełamanie tego fatum. Jestem przekonany, że to będzie dla nas fantastyczny sezon i w maju będziemy świętować kolejne mistrzostwo.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli