Gra jak z ligi zakładowej, bijatyka jak z remizy

Autor wpisu: 10 marca 2017 21:51

W meczu Śląska z Piastem najpierw mieliśmy pokaz boiskowej beztroski i lekkomyślności, potem głupoty, a na koniec trochę amatorskiego boksu w wydaniu wiejskiej remizy. No i sędziego Szymona Marciniaka, który ostatnio jak się gdzieś pojawi, to gwarantuje emocje. Jeszcze trochę, a ludzie zaczną chodzić na mecze na niego. Nie będzie pytań typu: „kto z kim gra” tylko gdzie sędziuje Marciniak? Idziemy, tam będą emocje.

Trochę się nabijamy z tego całego nadęcia wokół Marciniaka, bo trudno nie odnieść wrażenia, że nie zawsze jest z jego decyzjami tak dobrze, jak się to nam wmawia. A sam sędzia nie bardzo lubi się bić we własne piersi. Dopiero co głośno było o Marciniaku po meczu Lecha z Lechią. I wtedy zabrakło mi – w tej całej długiej i wielowątkowej dyskusji na temat Peszki – mocnego głosu naszego eksportowego arbitra. Takiego stanowczego wyjaśnienia dlaczego tolerował werbalne chamstwo i obelgi ze strony Bednarka i Kędziory. Bo przecież nie jest tak, że ciężkie bluzgi spadają na – zagotowany, to fakt – łeb Sławomira Peszki, a sędziowie – też przecież obecni na boisku – nic nie słyszą. Zamiast udawać głuchego wolałbym, żeby arbiter podszedł do jednego i drugiego zawodnika Lecha – ludzi jeszcze młodych – i zaczął ich wychowywać. Przecież takie sadzenie obelg to jest niesportowe zachowanie. Można gościa ostrzec, można mu dać żółtą kartkę, można dać i czerwoną, jeśli nic do pustego łba nie dociera. Najgorzej to udawać, że nic się nie słyszy i potem mieć czyste papcie. Pod tym względem więcej oczekuję od najlepszego polskiego sędziego.
Tak samo, jak oczekuję od Szymona Marciniaka, że się nie zawaha podejmując trudną decyzję w końcówce meczu. Tak jak to miało miejsce w piątek we Wrocławiu.
W przedostatniej akcji meczu Śląsk kiepsko wykonał rzut rożny. Piłka została zagrana zbyt mocno, przeleciała przez całe pole karne i zmierzała na aut. W desperacką pogoń za nią ruszył Łukasz Madej, a za nim Brazylijczyk Hebert. Podanie było z tych „na zapalenie płuc” więc szansa, że pomocnik Śląska dogoni piłkę była naprawdę mała. Mimo to Hebert nie odmówił sobie pchnięcia w plecy Madeja, po czym obaj – już za linią – przewrócili się na siebie. Tuż obok całego zdarzenia, dosłownie metr od akcji, stał sędzia asystent – Tomasz Listkiewicz, który pokazał… aut dla gości. Madej się zagotował, bo wiedział, że został popchnięty. A że było 3:4 i Madejowi akurat styki z napięcia przepalało, to się chłop – mimo że doświadczony – zagotował.

Może jego pretensje do młodego Listkiewicza były nieuzasadnione, bo przecież asystent nie mógł widzieć pchania w plecy – obaj piłkarze biegli w jego kierunku. I tu mi zabrakło jaj u sędziego Marciniaka. Należało decyzję asystenta zmienić, przyznać wolnego Śląskowi i pozwolić gospodarzom na ostatnie wrzucenie piłki w pole karne. Tymczasem, Marciniak pozwolił wykonać Piastowi niesłusznie przyznany aut, po czym skończył mecz. Ducha sportu w tym nie było za grosz, a był sędziowski błąd. Głowy zawodnikom nie zdążyły ostygnąć. Rzucili się na siebie, choć – logicznie patrząc – powinni raczej na arbitra. Remizowa bijatyka. I jak sędzia Marciniak rozwiązuje tę sytuację? Czerwona dla Madeja, czerwona dla Heberta. Do dupy z taką sprawiedliwością.

A jeśli Marciniak tego pchnięcia Madeja w plecy nie widział? No to jeśli w piątek we Wrocławiu nie widział, a w niedzielę w Poznaniu nie słyszał, to może jednak nie jest tym najlepszym polskim arbitrem.
Oczywiście – jak mawiają komentatorzy – sędzia się wybroni. Tylko, że nie chodzi o to, żeby się wybronił, ale żeby podejmował sprawiedliwe decyzje.
A coś o sporcie? Mecz wyglądał jak pojedynek drużyn zakładowych i tak też się skończył – bijatyką. Jakości piłkarskiej było malutko, gra w defensywie obu drużyn to była farsa. Jeśli w meczu pada 7 goli, to kibice powinni być zadowoleni, że zobaczyli tyle bramek. A jednak to tylko teoria. Wynik 3:4 to wyłącznie zasługa zbyt luzackiego podejścia zawodników obu drużyn do gry defensywnej (i nie mamy tu na myśli wyłącznie obrońców).
Dariusz Wdowczyk ma swoje pierwsze zwycięstwo (przerwana została fatalna seria Piasta sześciu porażek z rzędu) i już widać, że drużyna złapała ten jego „walczacki” charakter.
A Jan Urban będzie miał niespokojną noc. Napastnicy nie strzelają goli, obrońcy nie bronią, a bramkarz? A bramkarz – jak powiedział Urban – powinien zrobić więcej.
Niezła w tym Śląsku zebrała się ekipa, nie ma co…

  • ursynów

    Sędzia Marciniak przypomina mi moją matkę i teściową razem wzięte. Jedna niedowidzi , druga niedosłyszy.Jeśli to jest nasz najlepszy sędzia,no to jest tragedia.Ale w Polsce jest ostatnio wszystko jakieś dziwne,ci co przegrywają okazuje się ,że ostatecznie wygrali.I taki jest sędzia Marciniak,który w każdym meczy daje d..y., ale wszyscy mówią ,że jest najlepszy w Polsce.W meczu w Poznaniu przeszedł samego siebie.Gość z Płocka, międzynarodowy arbiter, zachowuje się czasami na boisku jak w tym dowcipie o psie: – Po meczu piłkarskim kibic przegranej drużyny podchodzi do sędziego i pyta – a gdzie pana pies? Pies?- ja nie mam psa.
    Wobec tego bardzo panu współczuję,ślepy i bez psa.
    W razie potrzeby to mam namiary na dobrego okulistę i laryngologa.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli