Miało być na noże, ale Górnik wyjął giwerę i Chojniczankę po prostu rozstrzelał

Autor wpisu: 24 października 2017 22:50

Chojniczanka miała z Górnikiem rachunki do wyrównania, ale wygląda na to, że będzie je mogła wyrównać najwcześniej za rok (kto wie, może nawet w ekstraklasie). Dziś te dwa zespoły dzieli przepaść. Sprawa awansu do półfinału Pucharu Polski została już w zasadzie rozstrzygnięta. I to bez żadnych wątpliwości.

W pewnym momencie zanosiło się nawet na pogrom, gdy Rafał Kurzawa podchodził do karnego. Było już 3:0 dla Górnika i wydawało się, że z gospodarzy nie będzie za chwilę co zbierać. Kurzawa spudłował, kilka minut później kapitalnie z wolnego przymierzył Piotr Kieruzel i skończyło się na 3:1. Ale to w zasadzie i tak bez różnicy, bo Chojniczanka nawet przez moment nie zbliżyła się do tego, by człowiek patrząc na ten mecz, pomyślał, że jest w stanie tego Górnika wyeliminować. Jakość, kultura gry i skuteczność zdecydowanie po stronie gości.

Była taka akcja, chyba najlepiej obrazująca to, co działo się na boisku. W 53. minucie Rafał Grzelak przejął piłkę na własnej połowie i ruszył z kontrą. Przebiegł ponad połowę boiska, po czym jeden z zabrzan podbiegł do niego, lekko się zastawił i z dziecinną łatwością zszokowanemu Grzelakowi piłkę odebrał. Dokładnie tak Górnik ograł Chojniczankę – z dziecinną łatwością. Jakby grał sparing, bez żadnej napinki. Przyjechał tu jak po swoje, zrobił, co do niego należało, i odjechał, zostawiając gospodarzy z lekkim szokiem i niedowierzaniem. No bo nie tak to przecież z ich perspektywy miało wyglądać.

Pamiętamy doskonale, gdy rok temu ten sam Górnik przyjechał do Chojnic na mecz ligowy. Wtedy wyglądał na takiego, który to właśnie od Chojniczanki powinien uczyć się gry w piłkę. Zresztą to był moment, w który oba zespoły dzieliła prawie przepaść (jak na pierwszoligowe standardy). Chojniczanka robiła furorę, niemal niepokonana (tylko z jedną porażką w rundzie jesiennej) za chwilę miała skończyć rok na miejscu lidera. Górnik grał piach. Kompletnie nie mógł przyzwyczaić się do pierwszoligowej rzeczywistości, niemal co tydzień zderzając się z nią wyjątkowo boleśnie. Dziś ta Chojniczanka wcale nie jest drużyną słabszą od tamtej – zresztą wielu uważa, że nawet lepszą, co potwierdza jej miejsce w pierwszoligowej tabeli. Ale Górnika może co najwyżej podziwiać, bo o rywalizacji z nim jak równy z równym na razie nie ma mowy. To niesamowite, jak ogromny postęp zrobiła zabrzańska drużyna w ciągu ostatnich miesięcy. Kto nie pamięta tamtego Górnika, sprzed roku, ten nie jest sobie w stanie tego nawet wyobrazić. A przecież w większości grają w nim ci sami młodzi chłopcy, którzy grali wtedy (doszli tylko Kądzior, Wieteska i Koj) – z tą różnicą, że w międzyczasie Zabrze opuściło trzech „hamulcowych weteranów”, czyli Danch, Plizga i Kosznik. Robota Marcina Brosza jest naprawdę godna podziwu. Tak jak i cierpliwość tych, którzy w trudnych momentach wytrzymywali ciśnienie i pozwalali mu tę robotę kontynuować. Dziś Górnik to już solidna ekstraklasowa firma, która przez kilka miesięcy w tej elicie okrzepła, nabrała pewności siebie i jest w stanie rozstawiać po kątach każdego – niezależnie czy to mistrz Polski, czy lider pierwszej ligi. Dziś Górnika ogląda się z przyjemnością, bo to zespół, który uwielbia grać do przodu i strzelać gole. A że czasem jest niefrasobliwy w tyłach? Ano jest – w końcu nad czymś trzeba pracować, prawda?

W Chojnicach pewnie nastawili się na to, że z tym Górnikiem powalczą o awans do półfinału Pucharu Polski na noże, a tu się okazało, że Górnik wyjął giwerę i gospodarzy po prostu rozstrzelał. No i teraz szczęki lekko opadły. Cóż, taka to jest różnica między czołówką pierwszej ligi, a czołówką ekstraklasy. Górnik tak duży krok zrobił w niecały rok. Pokazał, że można, więc może nie ma co rozpaczać, tylko najlepiej wziąć z niego przykład…

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli