Legia na ostro, czyli wystarczy zapieprzać!

Autor wpisu: 3 kwietnia 2018 20:55

Jak najlepiej odzyskać pewność siebie? Przypomnieć sobie o męskich wartościach: walce, honorze, odwadze. Tak zagrała Legia w Zabrzu w półfinale Pucharu Polski z Górnikiem. Okazało się, że żeby było dobrze, do piłkarskiej jakości wystarczy dodać prosty środek: zapieprzać. Legia zremisowała (1:1). Tylko zremisowała, a mogła i przegrać, w meczu, w którym miała ogromną przewagę w strzałach na bramkę, w posiadaniu piłki i w każdym innym elemencie gry.

No jeśli to był – ale szczerze, mimo doniesień medialnych, w to wątpię – mecz o pozostanie Romeo Jozaka na stanowisku trenera Legii, to Chorwat na Łazienkowskiej zostanie do końca sezonu przynajmniej. Jego drużyna odrobiła lekcję z Gdyni i przyjechała do Zabrza gotowa na wojnę. Tak jakby trener powiedział: „dziś nie liczą się żółte kartki, dziś liczy się honor”. Meczu Legii się wygrać nie udało, ale udało się odzyskać twarz (co jest jeszcze ważniejsze). I wiarę we własne umiejętności. Tak zmotywowanej Legii nie widzieliśmy od dawna. Nie chodzi o samą grę, ale o walkę. Element niby prosty, ale w Legii wiosną widywany z rzadka.
Po meczu w Gdyni krytyka wylała się na głowę Jozaka, ale przecież ciała dali także piłkarze. Kibiców z Łazienkowskiej trafia szlag, że zespół nie dość, że słabo gra w piłkę, to jeszcze nie walczy. I nie biega, co potwierdzają statystyki przygotowane przez Ekstraklasę. No a tak się nie da nawet remisować.
Mecz w Gdyni skończył się nie tylko porażką. Skończył się czymś jeszcze gorszym. Otóż cała Polska się dowiedziała, że drużyna Legii jest… miękka. Że wystarczy z nią grać twardo, zdecydowanie, i bezkompromisowo, żeby zespół Jozaka przestraszył się ostrej gry i odpuścił. Taki pomysł na Legię miała Arka Leszka Ojrzyńskiego i to się sprawdziło.

Chyba nie ma dla prawdziwego mężczyzny większej obelgi niż to, że jest mięczakiem. Widać, że legioniści bardzo nie chcieli, żeby taka nalepka przyczepiła im się do czoła.
W Zabrzu od początku meczu Legia nie tyle potrafiła przyjąć twardą walkę, co wręcz sama takie reguły narzuciła. Piłkarze z Warszawy zdali sobie w końcu sprawę – szkoda, że dopiero będąc przypartym do ściany – że bez walki nie da się osiągnąć nic, żadnego sukcesu.
Legia z Górnikiem grała agresywniej, oddała więcej strzałów na bramkę, miała więcej posiadania piłki. Była twarda, zdeterminowana, chciała wygrać. Nie wygrała, ale to nie powinno zaciemnić obrazu drużyny. Dobrą wiadomością dla kibiców Legii jest fakt, że tak dużo jakości udało się wydobyć z drużyny w trzy dni. Czyli rezerwy tkwiły w głowie, w przygotowaniu mentalnym, a nie fizycznym, co byłoby dużo trudniej poprawić.
Niby Jozak sam twierdził, że słaby mecz w Gdyni to nie wina systemu 4-3-3, ale jednak Chorwat postanowił ustawić swój zespól inaczej: 4-2-3-1. I tak grającą Legię oglądało się lepiej. To była drużyna z pieprzem. Grała lepiej ale swojej przewagi nie zaznaczyła wynikiem. Dominowała przez ¾ meczu, ale potem – jak powiedział Tomasz Hajto, który zawsze coś w powiedzeniach coś pomiksuje, pomiesza pomyli – „Legia sama sobie zgotowała ten bigos”.
Gola z wolnego strzelił Rafał Kurzawa, ale Radosław Cierzniak chyba mógł się w tej sytuacji lepiej zachować. Kurzawa był chwalony za gola, ale sam mecz nie był w jego wykonaniu wybitny (m.in. stracił piłkę, co skończyło się golem dla Legii).
W Górniku, aż do samej końcówki, brakowało piłkarskiej jakości. Kontuzjowani są Łukasz Wolsztyński i Michał Koj, a Igor Angulo jest cieniem zawodnika z jesieni. Dopiero po golu Kurzawy Górnik odzyskał wiarę w zwycięstwo. Tak długo jak Legia grała dołem, z dłuższym utrzymywaniem się przy piłce, pokazując futbol kombinacyjny, Górnik był dużo słabszy. Ale w samej końcówce Legia dała się ponieść emocjom. Zamiast cierpliwie grać swoje, poszła na wymianę ciosów i mogła mecz w Zabrzu przegrać. Na jej szczęście Wojciech Hajda ma dopiero 18 lat i – będąc sam na sam – trafił w Cierzniaka.

W Zabrzu dobrze wprowadzają do Ekstraklasy młodych zawodników i to jest fakt niepodważalny. Taki Szymon Żurkowski to jest perełka ligi, nadzieja polskiego futbolu. Ale nie wariujmy. Nadmierne akcentowanie opozycji, że w Górniku grają młodzi, zdolni Polacy, a w Legii kupiona za ciężkie pieniądze armia podstarzałych najemników, jest o tyle nieuczciwe, że przecież te drużyny były budowane inaczej, bo miały inne cele. Legia ma grać o mistrzostwo, ma pokazywać się w lidze i ma… pieniądze. Górnik – z konieczności – buduje drużynę inaczej. I chwała klubowi z Zabrza, że znajduje miejsce dla młodych Polaków, a nie przywozi wagonami tanich piłkarzy ze Słowacji czy Bałkanów. I to tyle chwalenia. Bo to nie jest droga, którą może kroczyć Legia. Ona ma kupować, ona nie ma czasu, ona musi mieć sukcesy tu i teraz. To inny model, inne cele, więc inne też metody. Górnik był rewelacją Ekstraklasy na jesieni, ale od początku rundy wiosennej zespół z Zabrza się zaciął. Niby walczy o mistrza Polski, ale mało kto w to już wierzy.
– Moi piłkarze muszą odzyskać pewność siebie – mówił przed meczem w Zabrzu Jozak. I największym szczęściem Legii jest to, że po Gdyni nie musiała czekać cały tydzień na szansę rehabilitacji. Mecz w Zabrzu może jeszcze być dla Legii punktem zwrotnym.
Bardzo dobrze grał Szymański, który ma drybling i ciąg na bramkę. Brawa i dużo pochwał, także za odbiór piłki, który Legii przyniósł gola. A jednak Szymański musi więcej pracować nad prawą nogą. W co najmniej dwóch akcjach szukał lewej nogi, zamiast uderzać z prawej. Bo ta prawa… Widzieliśmy w pierwszej połowie – po strzale w słupek Vesovicia – Szymański miał piłkę raptem kilka metrów przed wielką jak wrota od stodoły bramką. Gdzie strzelił? No właśnie… On chyba sam nie wie gdzie strzelił. Na ławce i na boisku piłkarze Legii łapali się za głowy.

Arturowi Jędrzejczykowi w drugiej połowie zagotowała się głowa. Najpierw złapał niepotrzebną żółtą kartkę za głupią przepychankę z Matuszkiem, by po chwili łapać Damiana Kądziora za koszulkę, gdy skrzydłowy Górnika już mu uciekał. Sędzia Stefański był chyba jeszcze w nastroju wielkanocnym, bo wykazał się wielkim miłosierdziem nie dając „Jędzy” żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki.
Pasquato? Nadal sympatyczny, nadal miły, nadal jednak dla Legii bezużyteczny. Pojawił się w końcówce Niezgoda, ale wyglądał jakby jeszcze był niezdrów.
Przed rewanżem w Warszawie będziemy już wiedzieli, czy Legia wróciła już na właściwe tory, czy będzie do końca sezonu grać po męsku, czy tylko w Zabrzu tak zagrała, na tzw. wk… po meczu z Gdyni.
I to – a nie forma Górnika – zdecyduje o losach awansu do finału. Największym rywalem Legii jest nadal ona sama, czyli to co się dzieje w głowach piłkarzy. Jeśli tam będzie poukładane, to Legia zagra 2 maja na Narodowym.

Inne artykuły o: Górnik Zabrze | Legia Warszawa

  • dziadek

    Fakt Legia zagrała agresywniej,ale grała przeciwko Górnikowi, który w ostatniej kolejce zremisował u siebie z najsłabszą drużyną ekstraklasy. Poza agresywnością więcej pozytywów nie było. raziła indolencja strzałowa, niepewność w obronie ,no i ta bezradność w kiedy przeciwnik mocniej przyciśnie. Przyszła wiosna, jest ciepło, może piłkarze nieprzyzwyczajeni do niskich temperatur nareszcie pokażą na co ich stać.Okaże się to już w meczu z Pogonią.A dalej,trzeba jak to Malarz powiedział,,panowie trzeba zapie….ć

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli