Damian KĄDZIOR: Probierz? Nie mam zadry. Przecież to, co robię, dostrzegł najważniejszy trener w tym kraju

Autor wpisu: 1 października 2017 07:14

Dziś rano dostałem telefon od trenera, który mnie wychował i z którym zdobyłem w juniorach mistrzostwo Polski. Ze łzami w oczach i drżącym głosem mówił, że moje powołanie do reprezentacji to dla niego najpiękniejszy prezent, bo wczoraj miał urodziny. Dla takich chwil warto żyć i warto grać w piłkę – opowiada nam Damian Kądzior, świeżo upieczony kadrowicz Adama Nawałki.

Z piłkarzem Górnika rozmawiamy o tym powołaniu, o ekspresowej drodze z zaplecza ekstraklasy do reprezentacji, o szczęściu do trenerów i oczywiście słynnych słowach Michała Probierza, który latem w ostatniej chwili zablokował transfer Damiana do Cracovii.

FUTBOLFEJS.PL: Zaskoczony?
DAMIAN KĄDZIOR: Pewnie. Ale to na szczęście bardzo pozytywne zaskoczenie.

Czyli nie miałeś żadnych sygnałów, że jesteś w kręgu zainteresowań selekcjonera, że ktoś ze sztabu kadry interesuje się Damianem Kądziorem? Nikt z tobą na ten temat nie rozmawiał?
Nie. Myślę, że jeśli już, to taki sygnał dostał trener Brosz. Ale nic mi nie mówił. I dobrze, bo przecież tym większa radość. To kolejne marzenie, które udaje mi się spełnić. No i przede wszystkim mega pozytywny kop do tego, co mam dalej ze sobą robić i potwierdzenie tego, że choć czasem szło jak po grudzie, to jednak obrałem odpowiednią drogę w tej swojej przygodzie z piłką. Fajnie, że ludzie zaczynają doceniać to, co robię. No, a teraz zauważył to i dostrzegł najważniejszy trener w tym kraju. Super.

Jak zareagowali w Górniku na twoje powołanie?
Chłopaki wiadomo – poklepali po plechach, pogratulowali. Odebrali to pozytywnie, choć na żadne świętowanie nie ma czasu, bo za chwilę mecz z Piastem, który trzeba wygrać, by przez następne dwa tygodnie być liderem. Natomiast bardzo fajnie zareagował trener Brosz. Powiedział, bym pamiętał, że to dopiero początek mojej drogi. Żebym absolutnie się tym nie zachłysnął, nie zadowolił, tylko mam jeszcze ciężej pracować, ostrzej zasuwać, by udowodnić, że selekcjoner miał rację, dostrzegając we mnie potencjał na reprezentanta kraju. Ma oczywiście rację. I ja tak do tego podchodzę. Mam zamiar każdego dnia tak samo ciężko i sumiennie trenować, jak trenowałem w Dolcanie, później w Wigrach, a teraz w Górniku. Nie ma innej recepty na sukces. Tylko taką drogą można coś w życiu osiągnąć.

Rok temu, gdy zaczynały się eliminacje mistrzostw świata, ty biegałeś po pierwszoligowych boiskach i gdyby ktoś powiedział wtedy, że na ich finiszu znajdziesz się w reprezentacji, to?
Nie było tematu (śmiech). Ale to tylko pokazuje, że stawiając sobie coraz wyższe cele i je realizując, można zaskoczyć nawet samego siebie. Ja po tamtym sezonie mówiłem, że teraz chcę trafić do klubu ekstraklasy, ale takiego, w którym będę regularnie grał. Nie interesuje mnie pobyt w ekstraklasie, tylko gra w niej. Wiedziałem, że stać mnie na to, dlatego otwarcie o tym mówiłem. No a reprezentacja to było kolejne wielkie marzenie, ale wtedy jeszcze nie było podstaw, by o nim mówić.

Niektórzy pewnie pytają, czy nie za szybko, czy nie zachłyśniesz się tym powołaniem…
O to można być spokojnym. Zresztą akurat wy znacie mnie doskonale i wiecie, że nie ma niczego takiego w piłce, czym mógłbym się zachłysnąć. Tak samo było, gdy zostawałem najlepszym zawodnikiem pierwszej ligi. Niczego to w moim podejściu do piłki, w sensie negatywnym, nie zmieniło. Poprzeczka poszła w górę, więc trzeba było jeszcze ciężej pracować, by udowodnić i sobie, i tym, którzy uznali, że na to miano zasłużyłem, że się nie mylili. Potem trzeba było jeszcze mocniej pracować, by udowodnić, że nie mylili się w Górniku, podpisując ze mną kontrakt. No a teraz będę musiał to samo udowodnić selekcjonerowi, że on też się nie myli. Mnie sukcesy nakręcają i niesamowicie motywują. Ja chcę w piłce osiągnąć dużo. Tak dużo, ile tylko będzie się dało. To moje marzenie, więc na zachłyśnięcie się pojedynczym sukcesem nie ma miejsca.

Z jakimi oczekiwaniami pojedziesz na zgrupowanie?
Jako piłkarz gotowy do gry. Poza tym będę miał okazję potrenować z najlepszymi polskimi piłkarzami, podpatrzeć jakieś nowe niuanse, coś, co będę mógł przełożyć na swoją grę. Mówią, że człowiek powinien uczyć się na swoich błędach – i to jest oczywiście prawda – ale myślę, że powinien też uczyć się od lepszych od siebie, od tych, którzy już więcej osiągnęli. Ja będę miał teraz taką okazję.

Masz coś do powiedzenia trenerowi Probierzowi, który w ostatniej chwili zablokował twój transfer do Cracovii, ogłaszając publicznie, że nie potrzebuje piłkarza, który boi się pracować z nim i boi się rywalizacji w tej drużynie? Gdzie jest dziś Probierz i jego Cracovia – wiadomo. Gdzie ty z Górnikiem – też. Duża satysfakcja?
To, co miałem do powiedzenia na temat tamtych słów trenera Probierza, już na łamach waszego portalu powiedziałem (Nie wiem, czemu tak powiedział, bo ani ja, ani nikt z mojego otoczenia nie mówił, że ja się czegoś boję. Gdy okazało się, że Probierz został trenerem Cracovii, mój tata zadzwonił do niego z pytaniem, czy sprawa mojego transferu nadal jest aktualna, czy widzi mnie w drużynie i tak dalej. To chyba normalne w takiej sytuacji, prawda? Ale trener Probierz widział to inaczej. Cóż, tak widocznie musiało być. Temat Cracovii przestał być aktualny, wrócił temat Górnika – przyp. red.) i w tym temacie nic się nie zmienia. Nie jestem człowiekiem ani mściwym, ani konfliktowym. I wbrew temu wszystkiemu nie mam żadnej zadry do trenera Probierza.

No tak – półżartem można powiedzieć, że niechcący oddał ci przysługę.
(śmiech) Widocznie tak miało być. Naprawdę, nie mam do niego żadnych pretensji. Powiedział, co powiedział – nie czuję urazy i mówię to z czystym sumieniem. Tak już w piłce jest, że jeden szkoleniowiec widzi potencjał w tym zawodniku, inny w tamtym. Jeden ceni tego, drugi tamtego. To jest normalne. Tak się złożyło, że mnie nigdy z trenerem Probierzem nie było po drodze, ale powtarzam – tak widocznie musiało być i nie ma powodów, bym się na niego miał gniewać czy obrażać.

Ale Probierz to akurat w twoim przypadku wyjątek, bo dotychczas raczej masz szczęście do trenerów, prawda? Dariusz Dźwigała w Dolcanie, Dominik Nowak w Wigrach, teraz Marcin Brosz.
Zdecydowanie tak. U każdego nauczyłem się naprawdę dużo. No i z każdym miałem bardzo dobre relacje. Zresztą mam je do dziś, bo ze wszystkimi utrzymuję kontakt. Trener Nowak, jak tylko zagram jakiś dobry mecz, czy strzelę gola, zawsze dzwoni, gratuluje. Dłuższą chwilę ze sobą porozmawiamy. Tak samo trener Dźwigała. No a teraz pracuję z trenerem Broszem i znów muszę powiedzieć, że trafiłem na znakomitego fachowca. Piłkarz czuje, że przy danym szkoleniowcu robi postęp. Ja w Górniku z dnia na dzień staje się lepszym zawodnikiem. Znakomicie mi się współpracuje z tym trenerem i mówię to zupełnie szczerze. Zresztą chyba widać i po mojej grze, i po wynikach całej drużyny. A dziś rano dostałem telefon od trenera, który mnie wychował i z którym zdobyłem w juniorach mistrzostwo Polski. Ze łzami w oczach i drżącym głosem mówił, że moje powołanie do reprezentacji to dla niego najpiękniejszy prezent, bo wczoraj miał urodziny. Dla takich chwil warto żyć i warto grać w piłkę. To miłe, ale też bardzo budujące, kiedy wiesz, że ci wszyscy ludzie, z którymi pracowałeś, są z ciebie dumni. I myślę, że to doskonały moment, by podziękować im za to wszystko, czego dzięki nim się nauczyłem.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Górnik Zabrze | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli