Gole Hämäläinena jak kara za igrzyska nienawiści

Autor wpisu: 9 kwietnia 2017 22:10

Dostali gwoździa – podsumował mecz komentator Grzegorz Mielcarski i trafił w sedno. Gol Kaspra Hämäläinena to jeszcze nie jest gwóźdź do trumny Lecha w tym sezonie, ale na chwilę poznaniakom zgasło światło, niczym bokserowi, który dostał niespodziewanego gonga. Czy mogło coś boleć bardziej niż bramka w ostatniej minucie zdobyta przez tego, który wolał Legię niż Lecha? Trudno się oprzeć wrażeniu, że to… kara za igrzyska nienawiści, jakie w Poznaniu urządzano sympatycznemu Finowi.

A to za darmo wymieniano kibicom koszulki Lecha z nazwiskiem Hämäläinena na inne, w ramach akcji „#odHam się”, a to Legia musiała przemycać Fina do Poznania prywatnym samochodem z obawy o jego bezpieczeństwo, bo przesyłano mu brutalne groźby. Jest w tych dwóch golach Hämäläinena – także tego z jesieni –   jakiś wymiar symboliczny, pewna przestroga, która daje ostrzeżenie, że nie wolno używać języka nienawiści w żadnych okolicznościach.
W tej całej kibolskiej zawierusze, Fin zachował zdrowy rozum i klasę. Po raz drugi skarcił w tym sezonie Lecha w doliczonym czasie gry, ale pokazał szacunek do swojego byłego klubu: nie celebrował radości z tej bramki. Był zresztą w tym odosobniony – reszta legionistów krzyczała jakby trafiła szóstkę w totka.

Hämäläinen to zawodnik, który w Legii do końca nie przekonuje, oczywiście oceniając wszystkie dokonania Fina do tej pory. A jednak dał zespołowi z Łazienkowskiej dwa prestiżowe zwycięstwa z Lechem, choć za każdym razem miał na to tylko minuty. Kapelusze z głów dla tak skutecznego jokera. Od niedzieli można śmiało uznać, że pieniądze wydane na Fina były dobrą inwestycją. Spłacił się chłop w tej Legii, nawet jeśli będzie specjalistą wyłącznie od meczów z Lechem.
Zespołu z Poznania nikt nie skreśla w walce o mistrzostwo, bo za chwilę podział punktów i zabawa zaczyna się od początku. A jednak brakuje tej drużynie takiej dojrzałości, jakiej się wymaga od pretendenta do tytułu. Grasz u siebie, strzelasz gola na 1:0 w 82. minucie, to nie możesz przegrać 1:2! To naiwność i frajerstwo. Tym bardziej, że Lech nie musiał tego meczu nawet remisować. Dwa razy – na początku meczu i na początku drugiej połowy – gospodarze zdominowali Legię, jak nikt w tym sezonie odkąd z Polski wyjechał Besnik Hasi.
Trener Nenad Bjelica zbyt szybko został zagłaskany przy Bułgarskiej, a tymczasem jego Lech ostatnio dramatycznie spuścił z tonu. Chorwat stał się ekspresowo idolem trybun w Poznaniu trochę chyba na wyrost. Podzielam zdanie Jana Urbana wyrażone w wywiadzie dla Futbolfejs.pl TUTAJ, że on też z Lechem poszedłby w górę. Tylko musiał zaczekać aż klub ogarnie się z transferami i wyzdrowieją napastnicy Robak i Kownacki.
Bo z Nickie Bille Nielsenem to można fajnie się pośmiać, ale nie grać poważny futbol. Duńczyk ostatnio zasłynął wypowiedzią o tym, że wstaje, pije kawę i przypomina sobie, że nienawidzi Legii.
Dobrze by było, jakby sobie strzelił jeszcze jedną czarną i przypomniał, jak się gra w piłkę… Chociaż, czy można sobie przypomnieć coś, czego się nigdy nie wiedziało?
Wracając do trenera Lecha. Bjelica w meczu z Legią ewidentnie nie trafił z obsadą pozycji wysuniętego napastnika. Chorwacki trener bardzo długo dochodził do tego, że popełnił błąd. Dawid Kownacki zagrał 72 minuty. Niepotrzebnie. Dostawał od Pazdana lekcję dorosłego futbolu. „Kownaś” ma duże aspiracje, jest podstawowym napastnikiem naszej młodzieżówki na czerwcowe Euro U-21 i nadzieją Lecha, ale w niedzielę na Bułgarskiej nie zaistniał. Musi szybko zrozumieć, że nie może grać naiwnie jak dzieciuch, bo z silnymi rywalami sobie nie będzie radził. Kompletnie wypłoszył go twardą grą Michał Pazdan. Dał Kownackiemu lekcję i wystąpił w roli profesora, choć w Poznaniu wcale nie grał perfekcyjnie.
A przecież gdy tylko na boisku pojawił się – właśnie za Kownackiego – Marcin Robak, od razu „zameldował” się Dąbrowskiemu łokciem, a w dwóch następnych swoich akcjach pokazał, że można sobie nic nie robić z obecności Pazdana za własnymi plecami. „Kownaś” powinien to sobie zobaczyć w powtórkach na wideo. Gdyby zagrał od początku Robak… Tego już nie sprawdzimy.

Mecz był popisem króla Vadisa. Odjidja Ofoe grał koncertowo, potrafił – jak zwykle zresztą – wybierać najtrudniejsze rozwiązania i być w tym skuteczny. Wielki piłkarz i mojej oceny nie zmieni nawet fakt, że w jednej z akcji kazał się sędziemu Stefańskiemu od niego… powiedzmy… odtratatitać.
Zachwyty kolegów z Canal+ nad świetnym prowadzeniem zawodów przez pana Stefańskiego, uznaję za obligatoryjną propagandę chwalenia sędziów – cholernie dużo tego, trochę zbyt dużo. Panowie! Litości… Bo jak dla mnie Stefański prowadził mecz momentami drętwo, bez czucia gry. Katastrofalne przerwanie przywileju dla Lecha i cofnięcie akcji do rzutu wolnego (który skończył się golem dla gospodarzy) jest tego przykładem. Dobry sędzia umie też zauważyć prowokacje wobec Ofoe, z którym nie radzą sobie rywale i  go po prostu faulują. W jednej z akcji Odjidja ucieka zawodnikowi Lecha, ten łapie go za spodenki zatrzymując kontrę. Pan Stefański daje wolnego, ale… nie daje kartki. A to faul taktyczny. I to jest dobre sędziowanie? Bez jaj. Drętwota. Zwykła drętwota.

Król Ofoe mógł się tym razem dziwić nie tylko sędziemu Stefańskiemu, ale także temu, gdzie w Poznaniu podział się książę Miro Radović? Ja mu nie pomogę w znalezieniu odpowiedzi, bo… nie wiem. Dawno Legia nie miała tak mało pożytku z Serba w tak ważnym meczu. „Miro” nie zaistniał. Przyczyny niech wyjaśnia trener Magiera.
Przy okazji niech da kostkę cukru Adamowi Hlouskowi, bo ten zasuwał przy linii jak koń w Pardubicach. Przypominał tego dobrego Hlouska z czasów trenera Czerczesowa. Brawa.
Będąc uczciwym trzeba przyznać, że Lech nie grał złego meczu. Legia długo nie mogła złapać rytmu. Co jednak z tego, skoro gospodarze wyszaleli się w dwa kwadranse. Trochę mało. I szczerze mówiąc, na dziś, więcej jakości piłkarskiej jest po stronie Legii. Chyba też więcej – szczególnie w takim meczu – powinien dawać Lechowi Darko Jevtić. Zniknął gdzieś, zupełnie tak, jak „Rado” w Legii. Z kolei Tomasz Kędziora – poza golem – miał zwycięstwo dla Lecha na nodze. Zabrakło lepszego ustawienia stopy, piłka poszła obok słupka… Detale. Ale czasem decydują o mistrzostwie.

Legia wraca szczęśliwa. Jej bohaterem jest Maciej Dąbrowski: strzelił gola i zablokował strzał Robaka. To jakby zdobył dwa gole. Chwała mu za to, że się w Legii odbudował, choć wieszano na nim już psy i kazano się pakować. Dziś wraca z Poznania jako zwycięzca. Kuba Rzeźniczak musi trenować cierpliwość.
Ktoś w Legii zawiódł? Tak. Guilherme. Ktoś z nim musi porozmawiać, żeby trzymał ciśnienie, bo to straszny „grzałka” jest i jego zespół na tym traci. Brazylijczyk powinien posłuchać filozofii gry jaką ostatnio głosi Łukasz Piszczek, piewca spokoju i koncentracji. „Piszczu” uważa, że przepychanki, kłócenie się z sędziami, wyzywanie z rywalami to tracenie sił i koncentracji. A to przeszkadza w grze.
Guilherme umie dużo i musi dawać Legii więcej niż w Poznaniu. „Gui” na kopaniu się koniem tylko traci, bo grać w piłkę umie, ale przy gorącej głowie… zapomina.
Zupełnie jak ten Nickie Bille Nielsen, który bez kawy zapomina, kogo to miał nienawidzić.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

  • ursynów

    Ma rację redaktor Tuzimek,że nie wszystkich w Legii było widać,bardziej ich było słychać – vide Guilherme,czy Radovic.Ale mam nadzieję,że to chwilowe słabości i na finiszu ligi, będzie wszystko o key.Fakt Vadis to super zawodnik,najlepszy transfer Legii od czasu Ljuboji i jeśli dziennikarze nazywają Vassiljeva cesarzem z Estonii, to Ofoe chyba jakiś imperatorem rzymskim jest.Po tym zwycięstwie Legia jest coraz bliżej obrony tytułu, choć jeszcze przed nią 9 spotkań.Ale damy radę, wierzę ,że ci zawodnicy co są w dołku,szybko się z niego wygrzebią i forma ich będzie rosła jak u Dąbrowskiego i Hlouska.
    Kolejna niby gwiazda Kownacki zobaczył dzisiaj co to znaczy twardy futbol.Mistrz Łazarek powiedział kiedyś, że trzeba być basiorem, a nie pipolokiem.Dziś Pazdan był basiorem, a Kownaś tym drugim.
    I na koniec o Panu Stefańskim.To już kolejny sędzia międzynarodowy(po Marciniaku i Raczkowskim),który po prostu sędziuje słabo.Całe szczęście,że nie miało to wpływu na wynik- czego nie można powiedzieć o Panu Raczkowskim w meczu Jagiellonii z Zagłębiem.Może Ci Panowie są mało skoncentrowani na ligowe spotkania, jeśli tak – to koniecznie niech odwiedzą gabinet psychoterapeuty.Jeśli to nie pomoże, no to niech sędziują tylko zagranicą.

  • gryf01

    To, że Legia ma więcej jakości nie ulega wątpliwości. Świadczą o tym liczby, pieniądze i wyniki.
    Ale martwi mnie co dzieje się z faulowaniem Vadisa. Tak samo było w Gdańsku. Dodatkowo Vadis jest silny jak koń, trzech zawodników musi go skopać albo się na nim uwiesić, inaczej facet nawet nie zwolni. W tej naszej topornej lidze prędzej czy później ktoś mu nogę złamie. I dziwić się potem, że Rado wali się na ziemię po każdym dotknięciu. Jest różnica między twardą grą (śmiać mi się chciało jak komentatorzy piętnowali Pazdana za to, że dotknął Kownackiego przy czyściutkim wybiciu piłki) a takim bezczelnym kopaniem po nogach.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli