Gdyby nie Carlitos, gdyby nie Cierzniak, gdyby nie VAR… Czyli ciułanie a la Sa Pinto

Autor wpisu: 16 marca 2019 23:44

Jeśli piłkarzem meczu wybrany zostaje Radosław Cierzniak, grający po raz pierwszy od 6 października, to… No właśnie – to co? Dodajmy meczu mistrzów Polski, u siebie, z zespołem, który na wyjazdach w ostatnich sześciu meczach zdobył dwa punkty. Spróbujmy odpowiedzieć – to znaczy, że Legia Sa Pinto stała się drużyną, którą zadowala 1:0. To jeszcze nie grzech. Gorzej, że stała się drużyną, która z niewytłumaczalnego powodu jest przekonana, że 1:0 jej wystarczy.

Ten minimalizm, długimi momentami kłujący w oczy, o mały włos a w meczu ze Śląskiem (właśnie 1:0) kosztowałby dużo. Bo, gdy Legia nakarmiona, najedzona, nasycona tym skromniutkim 1:0 zabrała się do leniwego trawienia zdobyczy, Śląsk zabrał się do roboty. Młody (wciąż) człowiek z Warszawy, zdobywający ligowe ostrogi swego czasu w Wigrach Suwałki – Damian Gąska sprawił, że najczęściej wymawianym nazwiskiem stało się nazwisko bramkarza Legii: „Cierzniak”, znaczy się. Bo zastępujący kontuzjowanego Radosława Majeckiego jego grubo starszy kolega ni stąd, ni zowąd musiał w końcówce spotkania nieźle się napocić, by mistrzom Polski nic punktowo nie uciekło. Na marginesie – na ławce 17-latek Cezary Miszta, jeszcze bez debiutu w ekstraklasie.

Przedziwne, że drużyna w lidze najdroższa, ale i niewątpliwie o największych umiejętnościach indywidualnych piłkarzy wystawia rywalom receptę na samą siebie. Uspokoić, uśpić ją, a potem zabiegać. To zresztą nie była tylko recepta na końcówkę. Pierwszy kwadrans, 20 minut to także zaskakująco wysoka gra Śląska – choć bez klarownych sytuacji. Pressing, naskoczenie na legionistów, dużo kilometrów i Legia ma kłopot. Nawet, jeśli jedną czy drugą akcję jest w stanie wyprowadzić, to nie jest w stanie (nie chce?!) biegających rywali stłamsić, albo – przy swoich możliwościach – raczej ośmieszyć. Albo jedno i drugie. Zamiast tego trzeba było oprzeć się aż o VAR, by łaskawie Legii przyznany został rzut karny (53. minuta) – bezwzględnie wykorzystany przez Carlitosa. Tego samego Carlitosa, którego dopiero co Sa Pinto musztrował.

Wyrachowany futbol swego czasu grała także Legia Stanisława Czerczesowa, ale tego się nie da nijak porównać. Po tamtej Legii czuć było siłę, można było się bać, choć przecież o mistrza musiała walczyć do ostatniej kolejki. Wydaje się, że tej Legii nikt się nie boi. A przeciwnie – zespoły, które z nią ostatnio przegrywają po ostatnim gwizdku mocno plują sobie w brodę schodząc z boiska z poczuciem dużego rozczarowania, że można było wyciągnąć z tych meczów dużo więcej (Zagłębie Sosnowiec, Wisła Płock, Arka, teraz Śląsk).
Minimalizm Legii zawisł na włosku w ostatnich minutach, gdy sędzia – znów via VAR – długo analizował kontrowersyjne zdarzenie w polu karnym warszawian. Kosztował też zupełnie niepotrzebną czerwoną kartkę dla Cafu – za nie fair zachowanie wobec rywala. Niepotrzebny, głupi gest Cafu, ale też sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby nie absurdalnie nerwowa końcówka.

Czy 1:0 da się wygrać mistrza? Da się. Czy uznając, że 1:0 wystarczy, by wygrać mistrza, da się stracić tytuł? Piłkarskie życie uczy, że da się. Legia Sa Pinto bawi się w ciuciubabkę. Sama ze sobą.

  • ursynów

    No niestety gra Legii to nie gra w futbol, ale klipę. Na boisku panuje totalny bałagan. Zawodnicy poruszają się po nim jak muchy w gównie. Na to nie da się patrzeć. Ale co tu gadać, a czy da się oglądać Lecha, Jagiellonię?- trzy czołowe kluby z poprzednich rozgrywek.A lider Lechia?- to lepsza od nich drużyna? Tydzień temu zremisowała u siebie z Wisłą Płock, a remis ten zawdzięczała sędziemu a nie swojej grze. Sobotnia wygrana z najsłabszą drużyną ekstraklasy Zagłębiem Sosnowiec była bardzo fartowna. O czym to świadczy? A no o tym ,że nasza klubowa piłka jest beznadziejna. Kluby są nieprzygotowane do rozgrywek, a prym w tym wiedzie Legia i Lech.Oczy bolą gdy ogląda się ich grę. Wielcy trenerzy Nawałka i Sa Pinto, okazują się malutcy przy trenerze Papszunie, który swoim Rakowem pokazał im miejsce w szeregu w Pucharze Polski.Nie zdziwił bym się jak Raków 9.04. odprawia z kwitkiem w Pucharze Lechię. W tej naszej lidze wszystko jest możliwe. Nikt nie wie, czy w następnym meczu faworyt dostanie bęcki, a outsider, nakopie Mistrzowi Polski. A to co gra Legia to żal dupę ściska. To nie jest gra, to jest jakaś popierdułka, a człowiek który ma panować nad tą drużyną, obmyślić jakąś taktykę – wdaje się w utarczki z dziennikarzami i piłkarzami. A Kędzierzawy patrzy się na to i daje przyzwolenie. Parafrazując słowa Ferdka Kiepskiego- nie o taką Legię walczyłem.Czas na zmiany, bo ta zmiana przypomina mi inną ,,dobrą zmianę”.

  • ursynów

    Po meczu na konferencji, Sa Pinto powiedział:
    – Po zdobyciu bramki, mogliśmy strzelić jeszcze jednego gola, ale zespół był PRAGMATYCZNY i starał się zachować czyste konto.
    Z kogo on głupa robi,co ten gość pieprzy, czy wie co znaczy słowo pragmatyczny?Pragmatyzm to realistyczna ocena rzeczywistości i to był minimalizm, a nie pragmatyzm, no chyba,że w rzeczywistości Legię na tyle tylko stać.
    Ale pal sześć ten pragmatyzym. Kiedy na tej konferencji słyszę,że Pinto jest dumny z zawodników,którzy pokazali mentalność zwycięzców- no to kopara mi opadła. Jaka mentalność zwycięzców,o czym ten człowiek gada,to facet , który ma albo pomroczność jasną, albo jest niespełna rozumu(albo obie rzeczy na raz).To ja i tysiące ludzi widzieliśmy inny mecz niż Sa Pinto- tragedia.
    I jeszcze jedno,, jeśli chodzi o Cafu, to on nikogo nie opluł,więc nie zasłużył na czerwoną kartkę” – tako rzecze trener.No kuźwa, to zupełnie jak z nim w przeszłości-to nie on dał z liścia 2 razy swojemu trenerowi reprezentacji Arturowi Jorge- to była niewidzialna ręka z Teleranka. Idąc tym tropem, to nie Remy rozdeptał Hernandeza, ale niewidzialna stopa Kalego. Oj panie Sa Pinto- nie idź pan tą drogą, zwłaszcza na konferencjach prasowych.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli